Tadeusz Hatalski
Kapitan statków morskich, aktualnie na lądzie.
61 obserwujących
505 notek
822k odsłony
  1133   1

Polska bandera wygeneruje dodatkowe przychody budżetu!

image

W październiku 2918 roku, wiodące na światowym rynku żeglugowym, towarzystwo klasyfikacyjne DNV-GL (obecnie DNV) opublikowało raport „The Leading Maritime Nations of the World 2018” (Wiodące państwa morskie świata, 2018). W raporcie zostały wyróżnione cztery segmenty gospodarki morskiej, którym przypisano im następujące wagi. Żegluga morska – 40%, morskie finanse & konsulting – 20%, technologie morskie (stocznie) – 20%, porty i logistyka – 20%. Jak widać z przedstawionych liczb, to żegluga morska jest kołem zamachowym gospodarki morskiej i decyduje o pozycji gospodarki morskiej na liście rankingowej. I myślę, że każdy się zgodzi z tym, że to porty morskie istnieją dla statków a nie statki dla portów a stocznie dla statków a nie statki dla stoczni itd. Z czego wniosek, że dla rozwoju narodowej gospodarki morskiej, rozwój floty morskiej jest kwestią najwyższej wagi. A jak jest u nas? Mamy porty z każdym rokiem zwiększające przeładunki, mamy stocznie, które odzyskują dawną pozycję, mamy dobrze rozwiniętą infrastrukturę wszelkiego rodzaju usług morskich. A jak jest z polską flotą?  No cóż, polskiej floty pod polską banderą, nie mamy. No właśnie, dlaczego nie mamy …?

To było lata temu, ale ponieważ skutki tamtych decyzji, a właściwie braku samych decyzji, trwają do dnia dzisiejszego, więc przypomnę. Na początku 1998 r. w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku odbyło się spotkanie przedstawicieli samorządów i związków zawodowych z ówczesnym wiceministrem transportu i gospodarki morskiej w rządzie Jerzego Buzka. Na tym spotkaniu padło pytanie, dotyczące narastającego wówczas zjawiska tzw. reflagingu, czyli rejestrowania statków pod wygodnymi banderami. Pytanie było następujące. Co rząd zamierza zrobić, aby powstrzymać przeflagowanie polskich statków? Nic, odpowiedział ów wiceminister wręcz ze złością i zwrócił się do pytającego. Czy zna pan chociaż jeden argument przeciwko przeflagowaniu? Bo ja żadnego! I nie wdając się w dalszą dyskusję, wstał i opuścił salę.

W sprawie bandery na statkach morskich trzeba wyjaśnić jeden istotny fakt, który umknął świadomości wspomnianego ministra (i nadal umyka u nas w świadomości społecznej). Otóż pojęciu „bandera narodowa” towarzyszą skojarzenia związane z patriotyzmem, dumą narodową, prestiżem i reprezentacją państwa. Ale bandera statku, oprócz wymiaru symbolicznego ma również wymiar praktyczny, mierzony w pieniądzach. Ten praktyczny, finansowy wymiar, to wpływy do budżetu państwa z tytułu podatku tonażowego, opłat rejestrowych i certyfikacyjnych, opłat inspekcyjnych oraz innych opłat formalno-prawnych związanych z eksploatacją statku pod daną banderą.

Jest jeszcze druga strona medalu. Wysokość podatków oraz pozapłacowych kosztów pracy!  Pod narodowymi banderami, zarówno podatki jak i pozapłacowe koszty pracy są wysokie. Toteż armatorzy uciekają spod bandery narodowej tam, gdzie podatki są niskie. A pozapłacowych kosztów pracy praktycznie nie ma (na statkach wygodnych bander nie ma obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne). I efekt jest taki, że państwo wygodnej bandery, pod którego banderą rejestrowane są statki, ma wpływy z tytułu podatków (choć jednostkowo niskich) oraz innych wymienionych powyżej opłat. Natomiast państwo bandery, spod której statki uciekły, wpływów nie ma. Ani wysokich, ani niskich – jednym słowem nie ma żadnych.

Czy ów minister rządu J. Buzka, o którym wspomniałem na początku, zdawał sobie sprawę z tych niuansów? Nie wiadomo. Niemniej skutek jest wiadomy. Od czasu transformacji ustrojowej z przełomu lat 80-tych i 90-tych ub. w., brak jest u nas regulacji państwa bandery, które by zapewniały, że uprawianie żeglugi pod polską banderą jest ekonomicznie opłacalne. Brak takich regulacji, w ciągu ostatnich 30 lat, zmusił polskich armatorów do rejestracji polskich statków pod obcymi (wygodnymi) banderami. W efekcie, państwo polskie praktycznie nie posiada floty pod polską banderą. No i oczywiście nie posiada też wpływów do budżetu, z tytułu ich eksploatacji.

Problem ‘reflagingu’, czyli odejścia od narodowej bandery i eksploatacji statków pod wygodnymi banderami, nie jest wyłącznie problemem Polski i polskich armatorów. W latach 90-tych ubiegłego wieku problem ten ujawnił się we wszystkich morskich państwach UE. I szybko zauważono, że z ucieczką statków po wygodne bandery uciekają również pieniądze. Podjęto więc kroki zaradcze. W 2004r zostały opublikowane Wytyczne Wspólnoty o pomocy publicznej dla transportu morskiego. Intencją rozwiązań rekomendowanych w Wytycznych z 2004r. jest stworzenie sytuacji, że działalność żeglugowa pod narodową banderą będzie opłacalna tak samo (prawie tak samo) jak ta prowadzona pod wygodnymi banderami. Rozwiązania prowadzące do obniżenia podatków i opłat związanych z prowadzeniem działalności żeglugowej oraz pozapłacowych kosztów pracy (zgodnie z Wytycznymi Wspólnoty z 2004r) wprowadziły już praktycznie wszystkie morskie państwa UE.  Zrobiły to między innymi Finlandia, Belgia, Holandia, Niemcy, Irlandia, Francja, Hiszpania, Grecja, Włochy, Norwegia. W ostatnich latach zrobiły to również Portugalia (w 2018r.) oraz Estonia (w 2020r.). I w przypadku bandery portugalskiej nastąpił zadziwiający efekt. Armatorzy niemieccy (flota niemiecka liczy blisko 2 tys. statków) nagle ‘pokochali’ banderę portugalską w efekcie w 2020r. czyli zaledwie dwa lata po wprowadzeniu zmian, jedna trzecia statków niemieckich eksploatowanych pod banderami unijnymi, pływała już pod banderą portugalską.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka