W całej dyskusji nad parytetami dla kobiet najbardziej zdumiewa mnie fakt traktowania tej płci en masse. Jak homogenizowany twarożek, rozdrobnioną do granic możliwości masę, w której wszystkie cząstki są jednakowego kalibru i nikt się nie wyróżnia – wszystkim trzeba pomóc. Na domiar złego dzieje się to w materii społeczno - politycznej, gdzie różnicuje się z zasady wszystko, począwszy od podatków i wynagrodzeń, a skończywszy na pomocy społecznej dla najuboższych.
Kilka dni temu rząd zaproponował, żeby odstąpić od zasady wypłacania "becikowego" dla wszystkich małżeństw jak leci, a skoncentrować na tych, które naprawdę tego potrzebują. Czy państwu Palikotom potrzebne do czegoś tysiąc złotych becikowego ? Czy pani Środzie, pani Bochniarz lub pani Graff potrzebny jakikolwiek parytet, żeby zaistnieć w polityce lub życiu publicznym ? Na pewno nie. Czy pani Mandaryna potrzebuje parytetu, żeby wystąpić w tańcu z gwiazdami ? Też nie. A z naszego podwórka choćby, czy Maryla, kataryna, samasłodycz, korzystały z jakiegoś numerus clausus dla męskich uczestników Salonu 24, żeby się wybić na czołówkę SG ? Nie potrzebowały i nigdy nie będą potrzebowały, chyba że Janke na starość stanie się mizoginikiem. Podobną karierę mogłyby zrobić w innych dziedzinach, zapewniam. No owszem, pani Środa potrzebowałaby parytetu, żeby wystąpić w Konkursie Chopinowskim przykładowo, a pani Mandaryny bez parytetu nie zaprosiliby chyba do Niezbędnika Inteligenta , podkreślam chyba, ale ogólnie można powiedzieć, że poradzą sobie prawie wszędzie.
Tymczasem istnieje grupa kobiet, która jest w naturalny sposób upośledzona niemal w każdej dziedzinie społecznej i bez pomocnej dłoni męskiej w postaci parytetu nie ma szans w życiu publicznym, a tym bardziej politycznym. Tę prawdziwie nieszczęsną mniejszość tworzą tak zwane słodkie idiotki. Z przyczyn naturalnych, których nie muszę tu szczegółowo wyjaśniać, nie dość, że nie radzą sobie intelektualnie w życiu, to są jeszcze stuprocentowo uzależnione od mężczyzn. Jak liany w tropikalnej dżungli wiją się wokół drzew, tak one oplatają swoich panów i władców i giną wraz z nimi, albo co gorsza, od ich kaprysów. I to wszystko się dzieje na naszych oczach w XXI wieku ! To są faktyczne niewolnice naszych czasów.
Nie wierzcie mitom, że to słodkie idiotki okupują szołbiznes, estrady, wybiegi dla modelek albo mainstreamowe imprezy – wystarczy tylko z wierzchu poskrobać uosobienie słodkiej idiotki naszych massmediów i wychodzi szydło z worka - IQ w okolicach 160 lub coś koło tego – zwyczajna podróba. I tak jest wszędzie, niby twarzyczka słodka jak u Marylin, móżdżek jak u misia Colargola, myślisz - a gdy poznasz bliżej, to okazuje się, że baba kuta na cztery nogi, a łeb ma, jak nie przymierzając, Jacek Żakowski. A prawdziwe, autentyczne słodkie idiotki cierpią dyskryminację na łasce kapryśnych mężów czy konkubentów. No więc tym słodkim istotom trzeba pomóc, żeby naprawdę zaistniały w życiu politycznym i tu parytet jest niezbędny. Pytanie jest tylko jak to zrobić, żeby nikogo nie urazić, a żeby jednak było sprawiedliwie.
Otóż po pierwsze, słodkie idiotki muszą same zgłaszać się na partyjne listy, w ten sposób nie tylko unikamy wszelkiego protekcjonalizmu ze strony facetów polityków, ale także różnych złośliwości ze strony tych pań, które parytetu nie potrzebują. Wystarczy sobie wyobrazić, jaki raban by się zrobił, gdyby powiedzmy, pani minister Radziszewska z Platformy zgłosiła na listę swojej partii panią z Krytyki Politycznej ! Zatem słodkie idiotki zgłaszają się same na listy wyborcze i wtedy mamy spokój, ewentualne pretensje mogą kierować tylko do siebie. O frekwencję proszę się nie kłopotać, zaręczam, że zgłoszeń będzie co niemiara.
Po drugie niezbędne jest, żeby wyboru dokonywali wszyscy delegaci na konwencję wyborczą w tajnym głosowaniu, ale tylko męscy delegaci, to oczywiste. Taki sposób gwarantuje, że przez sito nie prześlizną się żadne faworyty partyjnych bonzów (faworyta - kto jeszcze pamięta to określenie ?!), ale również załatwia odmownie przeróżne hybrydy międzygatunkowe, o których wspomniałem: buźka Dody, łeb Kołakowskiego (lub co gorsza, na odwrót !!!) – głosujący tajnie faceci na pewno do takich ekscesów nie dopuszczą.
Po trzecie wreszcie, muszą istnieć kryteria czysto techniczne, które określają status słodkiej idiotki, a który z kolei umożliwia w ogóle zgłoszenie delikwentki. Zatem przede wszystkim IQ, nie znam się na tych testach, ale chyba nie powinno być wyższe niż 100, to jest do uzgodnienia. Poza tym proporcje sylwetki, czyli wzrost i obwód w odpowiednich miejscach - powinny być zbliżone do wzorca z konkursów piękności – wiem, że to seksistowskie, ale innej rady nie ma, jeśli tego się nie uwzględni, to faceci się za to nawet nie wezmą. Aparycja, tu najtrudniej określić jakieś warunki, ale w tym przypadku możemy naprawdę zaufać zbiorowej mądrości głosujących tajnie mężczyzn.
Jeżeli te kryteria zostaną spełnione i cała akcja wypali, to już wkrótce zobaczymy jakże odmienny obraz naszego życia politycznego, ponieważ zaręczam wam - nic i nikt tak nie łagodzi obyczajów parlamentarnych, jak słodka idiotka w proporcji jeden na jeden.
Inne tematy w dziale Rozmaitości