Zdaję sobie sprawę, że tytułowa fraza ma rytm i przesłanie jakby żywcem wyjęte z Ilfa i Pietrowa, ale skoro już jesteśmy przy narracji, to posłuchajcie, co ma do przekazania Eryk Mistewicz. Euro 2012 to najważniejsze wydarzenie społeczne, gospodarcze, polityczne, na końcu zaś – sportowe, w którym uczestniczy Polska po 1989 roku. Hę ? Na pierwszy rzut oka – ciężki idiotyzm, a ja się temu starannie przyjrzałem i zapewniam, że i na drugi, i na trzeci i na wszystkie następne rzuty oka również, ale to nie znaczy, że niczemu (nikomu) nie służy.
Otóż według Mistewicza, groza naszej sytuacji w kontekście futbolowych mistrzostw polega na tym, że nie tylko nikt nie zapamięta Euro 2012, ale nawet nie będą ludzie wiedzieli, gdzie te zawody się właściwie odbyły. Największym problemem jest, że promocją Polski zajmują się nieuki i marnotrawcy, rządzi beton,który postanowił wypromować upokarzający obraz Polaka hydraulika oraz uwłaczający obraz Polki - wyuzdanej pielęgniarki; obraz działaczy piłkarskich rodem z filmów Barei, a na domiar złego obraz Wałęsy wplątanego we flirt z Ganleyem. Szansa na poprawę naszego wizerunku będzie stracona i nic nie mają tu do rzeczy wybudowane autostrady czy obiekty infrastrukturalne (już całkiem samodzielnie domyślam się, że nie pomoże nawet ewentualne zwycięstwo w turnieju) – Polska pozostanie w wizerunkowym skansenie postrzegana przez łowickie pasy,a my będziemykojarzeni z wódką, kiełbasą i szmacianym gałgankiem.
Czy jest na to jakaś rada, pyta przerażony Polak – patriota, któremu wizerunek kraju leży na sercu młyńskim kamieniem i Mistewicz, specjalista od wizerunku odpowiada, że owszem, jest wyjście. Po pierwsze należy wprowadzić jednoosobową odpowiedzialność w KPRM za kwestie związane z wizerunkiem kraju, a natychmiast pogonić różnych wiceministrów, te instytuty, te agencje, izby, fundacje, bo to jest tylko ucieczka od odpowiedzialności, a nawet układ(sic!), w którym ginie co roku ponad 300 mln zł. Po drugie należy wykorzystać marketing narracyjny, który jest ponoć najskuteczniejszą dziś techniką budowania wizerunku.
I tu pan Eryk przytacza przykład jednego z krajów z południa UE, który pragnie zmienić swój wizerunek, gdyż prezydent i liderzy partyjni uznali, iż kwestia wizerunku to dla ich kraju być albo nie być. Mało tego, znaleźli i uchwalili na to budżet i wszystkie wydarzenia (dosłownie wszystkie, łącznie z operacjami dyplomatycznymi) podporządkowali jednej profesjonalnej linii narracyjnej. Po prostu nie do wiary i aż zazdrość mnie kąsa, gdy to czytam.
A kto w tym dalekim kraju wziął na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wydawanie budżetu i pilnowanie linii narracyjnej, zapytacie pewnie. Otóż podjął się tej niewdzięcznej misji właśnie Mistewicz i inni konsultanci z Francji, Holandii i Skandynawii, z dodatkowym wsparciem etnografów, socjologów, kulturoznawców i w ogóle wszelkich znawców od wszystkiego, co zrozumiałe samo przez się, skoro wszystkich wydarzeń ta operacja dotyczy.
Czy nie można by podobnego projektu zrealizować w Polsce ? - pyta rozgoryczony Mistewicz. Pewnie można, myślę sobie, mamy w Polsce całe legiony specjalistów od wszystkiego, to nie ulega wątpliwości. Ale kto by taką narracją pokierował w naszym kraju, czy mamy takiego specjalistę, który będzie zawiadywał tymi ponad 300 milionami budżetu i podoła ciężarowi jednoosobowej odpowiedzialności na stanowisku w KPRM ?
Pan Eryk wprost takiego pytania nie zadaje i nikogo nie wymienia, bo jest człowiekiem ze wszech miar dyskretnym i skromnym, ale pewnie kogoś tam ma na uwadze. No właśnie, kogóż to może mieć na myśli Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, specjalista od marketingu politycznego oraz wszelkich wizerunków, nie wyłączając własnego ?
Eryk Mistewicz, „Dziennik” 5.08.2009, Nikt nie zapamięta Euro 2012
Inne tematy w dziale Rozmaitości