320 obserwujących
1195 notek
3717k odsłon
  6041   0

Niemcy idą po rozum do głowy, ale dla Merkel już za późno

Nie, nie pójdę w ślady tej jaskiniowej prawicy, która natychmiast uznała Angelę Merkel za patentowaną idiotkę. Doświadczenie wielu lat działalności  niemieckiej kanclerz wskazuje, iż był to zdecydowanie  wypadek przy pracy, a nie stan permanentny. Ja uważam, że Merkel miała po prostu chwilowe zaćmienie mózgu. W końcu to nie takie rzadkie wśród ludzi, zdarza się nieporównanie bardziej często niż zaćmienie słońca w przyrodzie.  Jeśli ktoś uczciwie i dogłębnie zajrzy w swoją przeszłość, to niechybnie może się natknąć na swój własny precedens.

Były szef MSW, a obecnie wiceprzewodniczący frakcji CDU w Bundestagu wyraził żal z powodu konieczności oddzielenia uchodźców muzułmańskich od chrześcijańskich: „To smutne, że segregacja chrześcijan i muzułmanów stała się konieczna. Należy wyznawcom Allacha dać wyraźnie do zrozumienia, że Niemcy są państwem prawa i mają się trzymać panujących u nas reguł. Nie powinniśmy być w tej kwestii defensywni”.

Czyż nie jest to krzepiące, ten zwrot świadczący, że Niemcy udają się po rozum do głowy i nie jest to bynajmniej głowa Angeli Merkel? Z drugiej strony trzeba przyznać, że jak Niemcy biorą się za segregację ludzi, to człowiekowi ciarki zaczynają chodzić po plecach. Od segregacji do selekcji tylko ein kleiner Schritt. W dodatku Niemcy mają stać się ofensywni, co nadaje jakże znajomego tonu nowej  koncepcji. Należy żywić nadzieję, że nie mają na myśli ostatecznego rozwiązania kwestii imigracyjnej.

Segregacja jest konsekwencją bitwy, jaka rozegrała wśród uchodźców w ośrodku w Hesji. Pewien Pakistańczyk usiłował bez kolejki zdobyć rację żywnościową, lecz spotkał się z niezrozumieniem pewnego Albańczyka. Przy czym należy zaznaczyć, że zarówno Pakistańczyk, jak i Albańczyk byli uchodźcami wojennymi z Syrii. Musiało tak być, gdyż ani w Pakistanie, ani w Albanii nie ma wojny, a mówimy cały czas o uchodźcach wojennych.

W bitwie na twarde argumenty wzięło udział kilkuset imigrantów, oberwało także kilkunastu policjantów, którzy usiłowali moderować ten niebywale merytoryczny spór. Zarysował się sojusz Pakistanu z Afganistanem oraz Syrią skierowany przeciwko Bałkanom. Obywatele bałkańscy są ogólnie  rozgoryczeni postawą Niemców kwestionujących ich syryjskie paszporty, które przecież nie różnią się od prawdziwych. Z kolei muzułmanie słusznie upatrują w Bałkańczykach konkurentów do „kwot” imigranckich. W sumie kwadratura koła i dziw bierze, że taki bystry naród jak Niemcy dopiero teraz się ocknął.

Wracając do zaćmienia mózgu, to konsekwencje tej przypadłości są odmienne w zależności od przypadku. Jeśli takie zaćmienie dotknie jakiegoś poczciwego obywatela, szaraka bez aspiracji do rządzenia czymkolwiek, już nie wspomniawszy o Unii Europejskiej, to pół biedy. Zlicytują mu dom albo zasądzą alimenty, wyleją z roboty, porzuci go konkubina, no, może ostatecznie żona. W skrajnie niekorzystnej opcji trafi do pudła.

Gorzej w przypadku kogoś jak Merkel, która ma aspiracje europejskie, a w skrytości ducha może i światowe. Jak każdy rasowy Niemiec zresztą. Zaćmienie jej mózgu powoduje więc i światowe reperkusje. Póki co kanclerz Niemiec płaci tylko w swoim kraju za słowa, że przyjmie każdego uchodźcę z Syrii. W tak zwanym trzecim świecie spowodowało to powszechną mobilizację amatorów słodkiego życia na koszt państwa. Wygląda na to, że wcześniej czy później Merkel zapłaci najwyższą polityczną cenę swojej niefrasobliwej wylewności.

Kryzys imigracyjny jest bowiem rozwojowy, nawet Jego Fasadowość Król Zjednoczonej Europy Donald Tusk mówi o milionach przyszłych, egzotycznych pretendentów do unijnych zasiłków. To znaczy, że i niemieckie kłopoty z segregacją proporcjonalnie się powiększą. Trzeba będzie segregować nie tylko chrześcijan od muzułmanów, lecz także terrorystów od uchodźców. Odrzucić ekonomicznych, wybrać politycznych. Oddzielić chorych od zdrowych. Prawdziwych Syryjczyków od fałszywych Syryjczyków. Rodzone dzieci od przysposobionych ojców. I tak dalej. Znając Niemców, nie omieszkają także wyselekcjonować silnych i pracowitych.

A selekcja, jak wspomniałem, rodzi fatalne reminiscencje. Bo to zaraz trzeba jakiegoś placu, rampy, bocznicy. Brama tęga musi być i ogrodzenie solidne, żeby nikt nie umknął uwadze selekcjonera. Jacyś strażnicy by się przydali i dobry lekarz, co na pierwszy rzut oka wyłowi chorego z tłumu. No i numery, rzecz jasna! Numery koniecznie trzeba delikwentom ponadawać, gdyż Ordnung muss sein, Arbeit macht frei und so fort... Czegoś na kształt obozu trzeba Niemcom po prostu, żeby móc  to wszystko ogarnąć. Oni są co prawda  narodem pragmatycznym i z byle powodu swoich kanclerzy nie zwalniają, lecz powyższego ciągu skojarzeń to chyba Angeli Merkel nie darują.

Lubię to! Skomentuj112 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale