291 obserwujących
1107 notek
3465k odsłon
5245 odsłon

Przypadek profesora Sadurskiego - dewaluacja języka czy człowieka?

Wykop Skomentuj164

To był kwiecień 2012 roku, kiedy jeszcze można było odróżnić mowę  Wojciecha Sadurskiego od bełkotu Stefana Niesiołowskiego. Sadurski był wówczas moralnie zdruzgotany językiem opozycyjnym  wobec władzy. Jako że udzielał się wtedy w  S24, postanowił na salonowych łamach dać znak sprzeciwu i odpór  fałszywej według niego narracji. W tym celu popełnił tekst pod eleganckim tytułem „Paradoks dewaluacji języka”.

Tamże zamieścił przykłady owej dewaluacji z komentarzem zawierającym konkluzję, że jest ona przejawem cynizmu i głupoty, a porównywanie dzisiejszej demokratycznej Polski z komuną prowadzi wprost do dewaluacji prawdziwego zła:

Słyszymy: naród polski poddawany jest eksterminacji.

Słyszymy: Tusk walczy z Kościołem jak niegdyś Gomułka.

Słyszymy: w Polsce szaleje dziś cenzura, jak za komuny.

Słyszymy: III RP jest zupełnie jak PRL...

Słyszymy te brednie i wzruszamy ramionami wiedząc, że są one przejawem cynizmu albo głupoty, lokujących się w folklorze politycznym, jaki na obrzeżach polityki znaleźć można w każdym państwie. Ale te brednie nie są bez konsekwencji, głupstwa nie wyparowują, idiotyzmy nie znikają a czarnej dziurze. Bo gdy zaadresowane są do osób, które urodziły się wczoraj albo przedwczoraj, prowadzić mogą do dewaluacji prawdziwego zła, którego tyle w naszej historii.

W tym tonie pisał Sadurski mniej więcej cztery lata temu. Jednak, jak to często bywa z upadłymi moralizatorami, Sadurski słyszał dewaluację języka u innych, lecz nie spostrzegł się, że jego własny język sparciał, jak nie przymierzając guma od roweru  marki Białoruś, co można wyczytać z jego zajadłej publicystyki.

Czytamy więc o polskiej rzeczywistości: Tak oto, w 25 lat po Okrągłym Stole, w Polsce naprawdę zapanowal post-komunizm. Rzeczywistość dogoniła i przegoniła wyobraźnię.

Czytamy o sytuacji w Polsce: Przy zachowaniu wszelkich proporcji, jest to podobne do okresu tuż po Marcu 1968, kiedy nagle z jakichś zakamarków wypełzły różne szumowiny.

Czytamy o urzędującym  prezydencie: Już na progu kampanii o Andrzeju Dudzie wiadomo było, że jego sylwetka jest połączeniem pokornego urzędasa i drobnego kombinatora

Czytamy o polskim rządzie: Przestępca, szaleniec i dyletant: witamy nowy rząd RP.

Czytamy o Węgrzech: Małe, złośliwe państewko – przesiąknięte kompleksami i poczuciem żalu do całego świata (Trianon); tonące w toksycznej atmosferze połączenia smuty z agresywnością wobec słabych.

Czytamy o legalnej partii politycznej: Dyzenteria, tyfus, PiS i inne przypadłości.

Czytamy o znanym dziennikarzu: Piotr Zaremba. Lizus PiSu i donosiciel: do czasu Dobrej Zmiany przyklejony do telewizora, by donieść na nieprawomyślnych dziennikarzy

Tak oto profesor Sadurski stoczył się na pozycje cynizmu i głupoty i to - paradoksalnie - według  miar i kryteriów przez siebie wyznaczonych. Wiemy zaś skądinąd, że „język giętki powie zawsze to, co pomyśli głowa”, tym bardziej, gdy mamy do czynienia z profesorem. Paradoks dewaluacji języka czy człowieka?

Wykop Skomentuj164
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale