Blog
Serce ma swoje racje, których rozum nie jest w stanie pojąć
seaman
seaman There`s more to life than books, you know, but not much more.
290 obserwujących 1136 notek 3447400 odsłon
seaman, 30 grudnia 2018 r.

O normalnych ludziach, którzy nigdy nie spotkają na ulicy sędzi Gersdorf

2579 91 0 A A A

Kto przeżywa duszne męki z powodu Sądu Najwyższego? Rzecz jasna, pomijam byłych ubeków, zomowców i aktywistów PZPR, którzy przeistoczyli się w obrońców demokracji i cierpią niejako z definicji. Na pewno nie cierpią mieszkańcy Suwalszczyzny, gdyż oni mają zupełnie inne zmartwienia.

Doświadczył i zbadał ich problemy Robert Biedroń, który na razie co prawda robi za konia trojańskiego w totalnej opozycji, ale w cichości czerskich serc jest uważany za ostatnią nadzieję. Gdyby bowiem Donald Tusk zdecydował się kontynuować saksy, a Platforma ugruntowała swoją reputację jako partia wyborczych oszustów, to któż, jak nie Biedroń mógłby jeszcze zawojować umysły (o sercach nie wspomnę) tych młodych z licencjatami gender i politologii?

Opowieść Biedronia brzmi następująco: „Byłem ostatnio na Suwalszczyźnie, spotkałem tam mieszkańców małej miejscowości i zacząłem im opowiadać o Trybunale Konstytucyjnym, o Sądzie Najwyższym… A oni mi przerwali: Panie, co pan gadasz? Pan zobaczy, tu na górce jest szkoła, ona jest zabita dechami. Wie pan, kto ją zabił dechami? Platforma Obywatelska. I wy mówicie, że mamy bronić demokracji, broniąc Trybunału i Sądu Najwyższego? A gdzie byli posłowie PO, kiedy zabierali nam szkołę, która jest symbolem demokracji w naszej małej ojczyźnie? My nigdy nie spotkamy na ulicy sędziego Trybunału czy sędziego Sądu Najwyższego. Ale codziennie na ulicy spotykamy zwolnionych nauczycieli z tej szkoły. I co im mamy powiedzieć?

No właśnie, gdzie byli ci posłowie? Ba! To akurat wiadomo. Pewnie głosowali w Sejmie prawo, na podstawie którego likwidowano te szkoły, posterunki policji i urzędy pocztowe na prowincji. Na co prowincjuszom szkoły i urzędy, skoro mają biuro poselskie PO w każdym powiecie? No, może nie wszyscy głosowali, niektórzy musieli w pocie czoła ustawiać przetargi albo pomagać teściom przy zakupie apartamentu w Chorwacji.

Mam jeszcze w pamięci taką scenę sprzed lat. Zgroza w oczach działacza Unii Demokratycznej (a może to już była Unia Wolności?), gdy opowiada, iż dopiero po latach uświadomił sobie, że robotnicy mieli w nosie komunistyczną cenzurę i konstytucję oraz tym podobne luksusy moralne, których brakiem zadręczała się inteligencja w czasach komuny. Rodzina robotnika cierpiała z powodów prozaicznych – drożyzny, braku towarów i mieszkań, kolejek w przychodniach zdrowia. Kowal z kolejowej kuźni nie musiał czytać między wierszami Trybuny Ludu, żeby wiedzieć w jakim ustroju żyje. To też jest demokracja, że na sztandarach widnieją abstrakcyjne hasła, ale żeby przekonać ludzi potrzeba konkretów. Do życia potrzeba kiełbasy i chleba – śpiewali uliczni grajkowie na warszawskich ulicach.

Trójpodział władzy sprawdza się doskonale w teorii, w praktyce poseł pełni jednocześnie funkcję ministerialną, czyli łączy władzę ustawodawczą i wykonawczą. Sędzia zostaje ministrem sprawiedliwości, pisze ustawy i za nimi głosuje, administruje sądami, a po zakończeniu kadencji jest na powrót sędzią w sądzie, którym zarządzał. To najprostsze przykłady. Tak jest w Trzeciej RP od zawsze, ale krzyk w obronie trójpodziału rozlega się wyłącznie, gdy tracą władzę oraz wpływy ulubieńcy szemranego biznesu i równie szemranych biznesmediów. To przecież ta sama konstytucja, która pozwala szefowi zwycięskiej partii dysponować większością parlamentarną, rządem oraz mianować kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego, nie wspominając o spółkach skarbu państwa, czyli sprawować władzę może nie absolutną, lecz ogromną. Ale to dopiero Jarosław Kaczyński został okrzyknięty z tego powodu dyktatorem, choć inni partyjni przywódcy robili dokładnie to samo. Tyle, że dla niepoznaki pełnili oficjalną funkcję w rządzie.

Jak z powyższego wynika, obywatele z Suwalszczyzny mają w głębokim poważaniu trójpodziały i trybunały, te politologiczne bon moty polityków, którymi oni tak lubią nas epatować. Normalnych ludzi bardziej obchodzi szkoła u siebie „na górce” niż Trybunał Konstytucyjny w Warszawie. I słusznie, bo ani nie grzeje, ani nie ziębi ich urząd, na który nie mają najmniejszego wpływu. Ale kiedy władza zabije im dechami szkołę na górce, to już wiedzą na pewno, że  warszawski rząd jest do kitu. I wtedy idą głosować. Wybory parlamentarne rozstrzygną przysłowiowi mieszkańcy Suwalszczyzny. Farbowani męczennicy za demokrację mogą  przejechać się  tramwajem różnorodności. O ile ten wehikuł będzie akurat na chodzie.


Opublikowano: 30.12.2018 16:49. Ostatnia aktualizacja: 31.12.2018 17:50.
Autor: seaman
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Jerzy Zakrzewski  "można byłoby wywołać łatwo zamieszki gdyby wcześniej temu nie...
  • @Bialkowski  "Co do wyboru narzedzia, to wariat jest najlepszym z mozliwych" Nie, najlepszym z...
  • @cover  "...bo  ci  'od  zleceń'  to tacy  raczej  kształceni, nie ?? filmowi!" Ale...

Tematy w dziale Społeczeństwo