Pan właściciel proponuje państwu tu obecnym. Sugeruje zwierać, odpór dawać. Dobrze prawi, przecież chyba stracił dobrą robotę u kolegi, a kolega też. I ja to rozumiem. W związku zaś ze zrozumieniem, zadaję niewinne pytanie : jak to mianowicie jest ?
By dobrze zmiarkować tutejsze stosunki, przeprowadzam analogię . Oto przyrównuję Pana Igora do suwerena, nas samych - do lenników. Obowiązkiem lenników jest czytać ze zrozumieniem słowo suwerena , pozostając nawet przy jakimś własnym zdaniu ; czy jednak działa to w obie strony ? Czy Pan czyta gramoty wasali pierwszej kategorii ?
Woła Pan dziś : " CHODŻCIE Z NAMI ! " A tknięty prekonigcją, Chłodny Żółw odpowiada wczoraj : "- PROFESJONALIZM JEST NAJWIĘKSZĄ WADĄ DZIENNIKARZY " I zaraz radzi : - " W MEDIACH POTRZEBNI SĄ IDIOCI ". Co też CHŻ ma na myśli ? Stawia tezę, że żurnaliści sami sobie są winni, wyróżniając się swobodnie pojmowanym zakresem swobód zawodowych. Że czyni to ujmująco ? Tym lepiej, bo przyjemnie się czyta, zwłaszcza, że coś na rzeczy jest. Że nie da się obronić tezy, jakoby w ostatnich hajdarowiczowych przypadkach, wszystko jest czarno-białe i gwarantowane osobistą szczerością - aż do bólu. Porodowego pewnie, gdyż z całej afery, wychynie niechybnie nowe pismo, pragnące zagosopdarować sukces U'RZE.
Chłodny ŻÓŁW powątpiewa więc w profesjonalizm dziennikarski, opierając się na przykładach jednostkowych, przez co bliski staje się moim poglądom, albowiem ja też nie lubię tej Wellman. Zauważam rekapitulację jego, powyżej ją z umiarem cytując. Pozostaję w pewnym niedostatku idei ; czegoś mi brak, czegoś widzieć żądam. Może chodzi o autentyczny, blogerski manifest, może tylko o kierunkowskaz dla nas - blogerskiej tłuszczy ? Nie wiem.
Wiem jednak , Panie Żółwiu, że można coś niewielkiego, tyciego nawet zaproponować. Używanego - kroczek przed profesjonalizmem. Niech to coś nazywa się RZEMIEŚLNICZĄ UCZCIWOŚCIĄ ; sadowię bowiem bardzo wysoko zawód żurnalisty, w hierarchii rzemiosł różnych. Najmniej - dwa piętra wyżej od introligatorów artystycznych, ratujących treść i formę zapisanego słowa, przed śmiercią w pleśni.
Co, naiwnie zabrzmiało , infantylnie wręcz ? No dobra , wypowiem się kolejną już analogią. Wśród rzemiosł ginących, kominiarze też są. Występowanie kominiarzy podzielić można wg. grup dwóch ( nie licząc mistrzów zawodu ) : na grupę odwiedzaczy twojego domu z kwitkiem do podpisania, skasowania i kalendarzem w zanadrzu , oraz na endemiczną grupę tych zainteresowanych twoim przewodem kominowym / wentylacyjnym ; przecież rzecz banalnie poważna jest. Chodzi o bezpieczeństwo nasze i domowników naszych, łącznie z teściową. Azaliż poniatno ?
Pomiędzy dzisiejszymi rozhoworami, miotały się enuncjacje : do kogo Piński dzwonił, komu dzwonka oszczędził. A ja tam polubiłem dziś Chłodnego Żółwia, bo koresponduje z moim osobistym, absurdalnym poczuciem żartobliwie - facecyjnym. Zapewne nie miałem dotąd okazji, a tempus fugit.
Pointa też jest. Sama cymes et miód ! Warta zapamiętania , bo krótka i świetna. Autor, RAB BOŻYJ, w odpowiedzi na żarliwy apel naszego suwerena, rzekł-był dziś tak : -
" PANIE REDAKTORZE, ZA PÓŻNO PIĆ BORŻOMI, KIEDY NERKI PADŁY. "
Ps : zapraszam do lubczasopisma Absurdalny Lechistan, do udziału w powieszonej tam ankiecie, też.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)