.... odczuwam z perspektywy czasu, przerażający dyskomfort , niedobór męczennictwa, w biografii dostępnej dla mas.
Czasem tak bywa, gdy żywą pamięć otula bezpieczne siedlisko, ciepło z kominka i kieliszek sherry. Zwłaszcza, gdy prócz jednego rottweilera, kotów mam pięć.
Nie zamknięto mnie w "internacie" , nie sprawdzono mojej godności na "ścieżce zdrowia" , nie straszono odebraniem jedynego dziecka. Nic z tych rzeczy ; dla tamtego reżimu byłem pikuś. Maleńki pikuś.
W końcówce lata roku pamiętnego, my - ówcześni pionierzy prywatnej inicjatywy, ludzie nowego chowu, skrzyknęliśmy się ( dość nieśmiało , z resztą ), w grupę umiarkowanych zapaleńców, założycieli branżowej sekcji Panny " S ". Było nas kilkadziesiąt osób - ajentów, agentów, dzierżawców, pseudohotelarzy, nielicznych przedstawicieli wolnych zawodów, rzemieślników o ambicjach, artystów też. W sumie - fajna to grupa była - w powiatowym mieście Sz. , skąd do morza blisko.
Listę założycielską sporządzono alfabetycznie. Szef, jako że był na A, widniał najpierwszy, na B , byłem tylko ja - w dodatku, zastępca szefa.
Dalej były następne litery. Tamten grudzień pomijam. Nie było teleranka, wyciągnąłem sanki i poszliśmy z córeczką na górkę.
W marcu 1982 roku dostałem decyzję o anulowaniu mojej książki podatkowej .... i domiar. Ktoś z mojej branży zarobił więcej ode mnie - to starczyło. Odwołałem się od decyzji lokalnego urzędu skarbowego, do izby skarbowej w województwie, a ta orzekła, że US na prawie jest. Odwołałem się od decyzji Izby Skarbowej w lokalnym województwie , do oddziału zamiejscowego NSA w Gdańsku, a ten orzekł, że wymienione orzeczenia na prawie są. Domiar doskwierał. Jak zrzut francy na pięknym obliczu socjalizmu.
Sprzedaliśmy mieszkanie, by zapłacić ten pier...ny domiar i poszliśmy na wieś. Właśnie zawieszano stan wojenny ; to , cośmy robili wtedy, nazywało się emigracją wewnętrzną. I wiesz - dzięki tej kurewskiej komunie, odmieniłiśmy swój los. Doceniła nas wieś, a my, potrafiliśmy docenić ją.
Nie czuję się Judymem, jako wieśniak w pierwszym pokoleniu. Cenię tych, którzy doceniłi we mnie to, co dało mi poczucie stabilizcji - moją pracę, aktywność , wiarygodność. To tylko słowa. To tylko pojęcia, ale - dzięki nim żyję i nie podupadłem. Ja, moja rodzina, jej przyszłość.
Dziś, 13-go grudnia roku obecnego, pada śnieg, a ludzie gadają ,że dla pamięci, można by było w mieście ustawić płonące koksowniki.
Żal. Nikt w mojej wsi nie pędzi już bimbru.
Straszne : gdyby chcieć wziąć nas wszystkich za mordę, trzeba by było na pomoc wezwać Bundesarmijkę . Nie Rote Armee. Pada śnieg, jak wtedy. Na osi minus osiem, ze wskazaniem - na dziewięć.
Pada śnieg : qrva, już piąty dzień.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)