Na początku nie było ni DADA. Tylko duch absurdu unosił się nad oceanem ignorancji. Lecz że natura nie znosi próżni, rychło wczas pojawiła się KPN , objaśniana pokątnie jak Koniak Pędzony Nocką. Być może , zaiste – przez Teścia z Zięciem. To była dobra, kontrsystemowa formacja. I rzekł teść : PZPR ? Płatni Zdrajcy, pachołki Rosji ! I przyjął do KPN niejakiego Makumbę, syna króla wioski. Na członka. Członka h. C. Zaś wildsteiny powiedziały, co wiedziały. Słomka hula pod wiatr historii , Słomka – niedościgły kandydat na polit-więżnia III RP.
A że natura nie znosi próżni, wychynęły samodwój Partia X , z nieustającym Tymińskim i – co najpiękniejsze – Polska Partia Przyjaciół Piwa. Rozkosznie happenerska, rewińska ,głosząca po okolicy, że mleko jest prawie tak dobre , jak PIWO. Została po niej pianka i bezrobotny założyciel. A po Tymińskim – cień czarnej teczki ,złowieszczo straszący wszystkich pospołu – tych niewinnych i tych , którym nic nie dowiedziono. I indiański uśmiech… wywiedzionej na pożałowanie madonny , że o małych Metysiątkach , nie wspomnę . A przecież branie miał u prawie połowy dorosłej populacji i niewiasty dostawały szału macicy na widok. Przeżyliśmy stan wojenny , przeżyliśmy Stan Tymiński . Urok niewinnej demokracji, nim się znierządziła.
Lecz że natura nie znosi próżni , objawił się niczym duch ( spiritus) ze snopowiązałki , sam on – sam Lepper i Samabrona jego. Lepper woził gnojówkę z miejsca na miejsce, wysypywał zboże , nawet to na piwo , batoga używał, taczki przetaczał , parlamentaryzmem żył , krawatami w paski, że o Klewkach nie wspomnę. Jednak wielkoobszarowych lagun, gnojwicą pełnych , rozlanych po Polsce przez wielkoprzemysłowe, amerykańskie fermy świńskiego tuczu , jakoś nie wylał . Nawet nie próbował.
Jednakże natura, nie znosząc próżni , wnet po wisiołku , objawiła się z Palikotem ,aeroplanem jego , OZONEM , erotycznymi gadżetami i filozofią w zasadzie tę samą – chłoponuworyszowatą . Nim co do czego , z tuskiej piersi się wydarło, już poszło, przeszło i pizło na przedpolu pełnym brukselki . I opuścił go Rysio Kalisz, bo gnozę pomylił był z jajcarską groteską - burleską , a pocałunek Kwacha, okazał się całusem śmierci. Pozostały kredyty na raty do spłaty i skomplikowany korowód ; z żoną , z żonami ?
I tu , natura - nie cierpiąc próżni – objawiła nam kolejnego trzpiota, wesołka, dobrego felietonistę , a prześmiewcę , hucpiarza, o niezwykle niebanalnym stosunku do kobiet, kalek i paraolimpiady . Alter ego Karola Marksa ; nie , nie tego od Marx & Spencer ; zowie się on Janusz Korwin – Mikke. Właśnie zapodał rozgłośnie ,że będzie, oj będzie, o nim głośno , gdy poranne wstaną zorze w Brukseli koło Berlina.
A że natura nie znosi próżni, spokojnie poczekajmy na kolejne wybory do krajowego Churału - na kolejnego flimona.
DADAIZM POWRACA DO SWOICH KORZENI - DO POLITYKI I POLITYKIERÓW.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)