Oto dwa ciekawe teksty Macieja Giertycha zamieszczone w "Opoce w Kraju" z grudnia 1996r.
Naród
W języku polskim wyraz „Naród” ma szczególne znaczenie, nieznane innym językom. W językach zachodnioeuropejskich wyraz „nation” jest równoznaczny z obywatelstwem, z posiadanym paszportem. Bywa rozumiany w sensie etnograficznym, jako ludzie określonej mowy. Tymczasem dla nas pojęcie narodu zawiera w sobie zarówno treść rozumową jak i uczuciową. Obejmuje coś więcej niż obywatelstwo czy język. Przez kilka pokoleń nie mieliśmy państwa, nie mieliśmy obywatelstwa polskiego, ale pozostawaliśmy narodem polskim. Narodowości nie daliśmy sobie narzucić, podczas gdy obywatelstwo tak. Łączy nas wspólna świadomość prawna, wspólna struktura społeczna, wspólna etyka, wspólna cywilizacja. Stanowimy odrębną kulturę cywilizacji łacińskiej. Można by zadać pytanie czy Cyganie należą do narodu polskiego. Posługujemy się tym samym językiem, wyznajemy tę samą religię, jesteśmy obywatelami tego samego państwa. Mimo to sądzę, że większość Polaków jak i Cyganów odpowiedziałaby, że nie. Rządzimy się innymi prawami, tworzymy inną strukturę społeczną, mamy inny stosunek do etyki. Dlatego też Cyganów zaliczamy i oni sami zaliczają siebie do „mniejszości narodowych”. Gdy Roman Dmowski oddawał do druku „Myśli nowoczesnego Polaka” w 1904 roku domagał się, by słowo Żyd było pisane z dużej litery. Wówczas traktowano żydów jako grupę wyznaniową i stąd pisano żyd z małej litery. Dla Dmowskiego jednak stanowili oni odrębną narodowość. Dzisiaj sami Żydzi chcą by o nich pisać z dużej litery.
Z drugiej strony nikomu by na myśl nie przyszło traktować polskich ewangelików jako odrębną narodowość. Nawet o Rusinach mówiło się gente Ruthenus natione Polonus (rodu ruskiego, narodu polskiego). Dotyczy to wszystkich tych, którzy uznają wspólne nam pojęcia prawne, etykę, strukturę społeczną, cywilizację.
Jedną z ważnych cech spajających naród jest wspólna świadomość historyczna, czyli historyzm. Chodzi tu o tradycję życia publicznego (w odróżnieniu od pamięci dynastycznej czy rodowej), o cześć dla przeszłości, o poczucie odpowiedzialności za przeszłość i za przyszłość. Według Feliksa Konecznego świadomość narodowa w ogóle po raz pierwszy pojawiła się w Polsce za Łokietka. Pojawiło się wtedy pragnienie połączenia księstw o wspólnej historii i mowie w jedno państwo. We Francji taka dążność pojawiła się za Joanny d’Arc, w Anglii w XVI w. wobec zagrożenia ze strony hiszpańskiej Armady, w Niemczech z okazji obrony przed Napoleonem (nigdy jednak nie wykształciła się tam w pełni), we Włoszech dopiero w drugiej połowie XIX w. Świadomość narodowa nie pojawia się przeciw komuś, natomiast może pojawić się w obronie przed kimś. Musi więc wpierw być poczucie posiadania czegoś wspólnego, co godne jest obrony.
Ogromną rolę w tworzeniu narodu odgrywa literatura piękna. Anglików łączył Szekspir. Włochów Dante - ciekawe, że dopiero 500 lat po swej śmierci. Cechą narodu jest umiłowanie własnego języka. Znać można wiele języków, ale każdy człowiek ma tylko jeden język ojczysty - ten swój, własny. Bywa, że znajomość „własnego języka” jest słaba, jak u różnych emigrantów, Polaków w Kazachstanie, w Paranie czy na kanadyjskich Kaszubach, ale samo posiadanie języka, który uważa się za własny, nie w sensie utylitarnym ale w sensie uczuciowym, świadczy o określonej przynależności narodowej.
Pojęcie narodu łączy się też z umiłowaniem jakiegoś miejsca na ziemi, jakiegoś obszaru traktowanego za swój, za ojczyznę.
Naród to wielka rodzina, ojczyzna to wspólna ojcowizna. Ale nie powstanie naród póki trwa system rodowy. Rodzina musi być wolna, wyemancypowana z rodu. Musi być szacunek dla własności prywatnej. Ludzie muszę czuć się wolnymi. Muszą funkcjonować organicznie, oddolnie, a nie mechanicznie na rozkaz odgórny. Dopiero wtedy może powstać naród, jako wyraz zbiorowej woli, wolnej i nie przymuszonej.
Tak więc narodowość nie jest jakąś siłą antropologiczną, przyrodniczą wynikającą z używanej mowy czy zajmowanego miejsca, ale jest tworem woli człowieka. Jest wytworem pracy pokoleń. Powstaje jako zrzeszenie dobrowolne. To naród tworzy państwo, a nie odwrotnie. Państwa postkolonialne, te wszystkie Nigerie, Tanzanie, Rwandy czy Angole nigdy narodów nie wytworzą. Nigdy nie powstało nic takiego jak naród jugosłowiański, czy naród radziecki. Nie będzie też narodu europejskiego. Narodu się nie stworzy sztucznie. Naród powstaje z poczucia wolności obywatelskiej i wspólnej woli, a więc z parcia oddolnego ku zbiorowej, wspólnej organizacji w zgodzie z określoną tradycją.
Koneczny definiuje naród jako zrzeszenie cywilizacyjne, personalistyczne, posiadające ojczyznę i język ojczysty.
Każdy rodzi się w jakiejś określonej sytuacji społecznej, etnicznej, wyznaniowej, cywilizacyjnej. Dziedziczy określone wartości. Jeżeli odziedziczył naród, świadomość narodową, to będzie chciał jego wartość pomnażać. Będzie chciał zostawić więcej po sobie niż sam zastał. Bo świadomość narodowa przekracza pokolenia. Nie ma narodu bez historii, bez troski o zachowanie i wzbogacenie dziedzictwa dla przyszłych pokoleń. Tą troskę nazywamy patriotyzmem.
Patriotyzm to dążenie do wzbogacenia narodu poprzez własną pracę i gotowość do poświęceń by narodu bronić. Taka postawa nie jest zagrożeniem dla sąsiadów. Sąsiadujące patriotyzmy to pokój wieczysty. Gdy dąży się do wzbogacenia kosztem innych, kosztem sąsiadów, ludów podbitych czy zwasalizowanych, to już nie jest to patriotyzm ale jego patologia. To wypaczenie poczucia narodowego. Tak samo miłość rodziny i troska o jej sprawy nie zagrażają sąsiadom. Natomiast nepotyzm, egoizm rodowy, okradanie sąsiadów to wypaczenia cnót rodzinnych.
Nasz patriotyzm, nasza świadomość narodowa, nigdy nie były groźne dla sąsiadów. Uznajemy ich prawa choć często gwałcą nasze. Gwałcą, bo u nich albo nie ma świadomości narodowej, albo jest niedojrzała.
Polskie rozumienie pojęcia narodu to określona wartość godna pielęgnacji. To coś bardzo konkretnego, bardzo pozytywnego i szlachetnego, co powinniśmy nieść w świat jako naszą ideę eksportową.
Walka o przetrwanie narodu
Sejm RP uchwalił rozszerzenie dopuszczalności przerywania ciąży. Obecny Sejm ma przewagę zwolenników aborcji, wynik głosowania był więc z góry do przewidzenia. Pierwszą próbę zawetował prezydent Wałęsa, a Sejm nie miał wystarczającej większości (2/3) by odrzucić jego weto. Gdy Prezydentem został zwolennik aborcji sprawa wróciła na wokandę. Szereg biskupów, w tym Prymas Glemp, przypominało w dramatycznych kazaniach, że Prawo Kanoniczne przewiduje, na mocy samego prawa, ekskomunikę dla wszystkich, którzy mają udział w zabijaniu nienarodzonych. Sejm jednak uchwalił rozszerzenie dopuszczalności zabijania dzieci. Radio Maryja i organizacje katolickie zmobilizowały wielki ruch społeczny obrony życia nienarodzonych. Blisko 3 mln. osób zafundowało Poczcie Polskiej znaczek (ok. 1,5 mln nowych złotych) i wysłało list do sen. Grześkowiak. Poczta się zakorkowała. Skutek był: Senat odrzucił propozycje Sejmu. Sprawa wróciła więc do Sejmu, wymagając już teraz bezwzględnej większości. Dalsza mobilizacja obrońców życia nienarodzonych, listy do posłów, największa demonstracja jaką widziała Warszawa - wszystko na nic. Lewica jest głucha na głos narodu. Niestety nie tylko lewica.
W obecnym Sejmie jedyną szansą na nie dopuszczenie do uchwalenia rozszerzenia dopuszczalności przerywania ciąży było blokowanie kworum. Podjęto taką próbę w dniu 30.VIII. br. Gdy obrońcy życia wychodzą z sali obrad, ich akcję wzmacniają wszyscy nieobecni z przyczyn przypadkowych. Ponadto wielu posłów, a wiemy to ze statystyk, osobiście zetknęło się z przerywaniem ciąży. Ci wszyscy, choćby i żałowali tego w czym kiedyś uczestniczyli, dzisiaj znajdują się pod szantażem tygodnika Nie. Ogłosił on swego czasu, że oferuje wysoką nagrodę pieniężną dla każdego kto dostarczy szczegółowe, sprawdzalne informacje o udziale w zabijaniu własnego dziecka przez posła czy senatora, który głosował przeciwko aborcji, co Nie opublikuje. Tacy będą się absentować przy głosowaniu. Absencja z reguły sprzyja przegłosowaniu czegokolwiek przez najliczniejszy klub poselski, ale nie wtedy gdy podejmuje się próbę blokowania kworum.
Wynik głosowania nad proponowanym rozszerzeniem dopuszczalności przerywania ciąży w dniu 30.VIII.96r. był następujący: 208 za (głównie SLD i UP), 61 przeciw (głównie Unia Wolności), 15 wstrzymało się, a 176 nie głosowało (całe BBWR-KPN oraz 104 posłów PSL). Taki wynik, szeroko nagłaśniany w mediach, postawił PSL i BBWR-KPN pod zarzutem uchylenia się od odpowiedzialności w jednym z najważniejszych głosowań obecnej kadencji Sejmu. Senator August Chełkowski nazwał taką postawę „chowaniem głowy w piasek” (Słowo Dziennik Katolicki 2.IX.96). Tak właśnie wynik tego głosowania został zapamiętany przez społeczeństwo, a wielkie media zadbały by tak się stało.
Tymczasem byliśmy świadkami wielkiej, perfidnej manipulacji. Obrońcy życia nienarodzonych, a w szczególności poseł Stanisław Kowolik, przewodniczący klubu BBWR-KPN i „parlamentarnej grupy na rzecz rodziny” zorientowawszy się, że nie są w stanie swymi głosami zablokować proponowanej zmiany ustawy uznali, że jedynie mogą spróbować nie dopuścić do ważnego głosowania przez wyjście z sali, przez spowodowanie braku kworum. Taka decyzja pozwalała również zaszantażowanym przez Nie wyjść z twarzą, a więc zwiększała liczbę obrońców życia. Ponadto wszyscy nieobecni z przyczyn losowych (choroby, wyjazdy zagraniczne itd.) zwiększali szansę na skuteczność manewru. Nastąpiło porozumienie szefów klubów BBWR-KPN, PSL oraz UW, a w szczególności Stanisława Kowolika, Waldemara Pawlaka i Tadeusza Mazowieckiego. Wszyscy mieli nie wejść na salę Sejmu na czas tego głosowania.
Gdy przyszło do głosowania, większość Unii Wolności wraz z Mazowieckim, wróciła po przerwie na salę! Głosowali w większość przeciw aborcji, ale przez samą obecność na sali dali kworum, a więc zapewnili uchwalenie zbrodniczej ustawy. Wśród głosujących za aborcją znalazła się Hanna Suchocka. Potem tłumaczyła się (wraz z dwoma innymi posłami), że to wina maszyny liczącej, bo głosowała przeciw. Prasa opublikowała jej podniesioną rękę wraz z jej sąsiadami (Mazowieckim, Geremkiem, Borusewiczem) głosującymi przeciw i głośno było o tej jej pomyłce. Pewno się zdenerwowała i zły guzik pocisnęła tym samym udzielając poparcia aborcji. Na nic jednak tłumaczenie się. Udzieliła poparcia aborcji już przez sam fakt obecności na sali sejmowej! Przypomnijmy, w poprzedniej kadencji Sejmu, gdy głosowano nad poprawkami do projektu ustawy o obronie życia nienarodzonych wniesionego przez ZChN, Hanna Suchocka wstrzymała się od głosu nad przyjętą poprawką, na mocy której wprowadzono dopuszczalność przerywania w niektórych przypadkach (zagrożenie zdrowia matki, gwałtu, wady płodu itd.).
Wróćmy do głosowania z 30.VIII.96r. Oto liczby. Głosowało 284 posłów. Kworum wynosi 230. Przeciw aborcji głosowało 40 z UW, 13 z PSL, 2 z SLD, 2 UP, 2 z mniejszości niemieckiej oraz 2 niezrzeszonych. Wstrzymało się 4 z SLD, 4 z PSL, 4 z UW, 1 z mniejszości niemieckiej, 1 z PKND i 1 niezrzeszony. Gdyby wszyscy co głosowali przeciw nie weszli na salę (61) nie byłoby kworum. Gdyby nie weszli na salę ci z ugrupowań, które się umówiły, że nie wejdą (UW i PSL), a którzy głosowali bądź przeciw, bądź się wstrzymali (61) nie byłoby kworum. Nawet gdyby nie weszli na salę tylko ci co głosowali przeciw z UW i PSL (53) oraz Hanna Suchocka i jej dwóch kolegów, którzy ponoć też chcieli głosować przeciw, nie byłoby kworum. Była więc szansa nie dopuścić do ważnego głosowania. Trudno było liczyć na tych z UW i PSL, którzy głosowali za aborcją. Ale pozostali powinni byli wyjść. To ci, którzy opuścili salę bronili nienarodzonych!
Szansy tej jednak tak naprawdę nie było. Naiwnością było spodziewać się lojalności ze strony Unii Wolności. Z tym ugrupowaniem nie wolno zawierać żadnych porozumień! Swoim zachowaniem zapewnili rozszerzenie dopuszczalności aborcji a zarazem nagłośnili siebie jako jej przeciwników, uniknęli odium ekskomuniki i postawili PSL i BBWR-KPN pod zarzutem chowania głowy w piasek. Obrzydliwa perfidia! Na dodatek już w minutę po głosowaniu ktoś zadzwonił do Radia Maryja z informacją, że pos. Kowolik uchylił się od głosowania, co poleciało w Polskę. Ostatecznie Radio Maryja dowiedziało się prawdy i ją głosi, ale jako jedyne w polskich mediach. Większość społeczeństwa o tej perfidnej manipulacji nic nie wie.
Warto przypomnieć, że gdy ten projekt pojawił się po raz pierwszy w Sejmie i gdy obrońcy nienarodzonych postawili wniosek o jego odrzucenie (z 13.III.96r.) przeciwnych odrzuceniu, czyli za aborcją, było 7 posłów UW, którzy teraz bohatersko głosowali przeciw aborcji (Chwat Leszek, Jerzy Ciemniewski, Jan Król, Andrzej Machowski, Joanna Szafruga-Sypniewska, Andrzej Wielowiejski i Henryk Wujec). Dodajmy do tej listy Stanisława Rogowskiego z UP, Marka Olewińskiego z SLD i 5 posłów z PSL (Czesław Cieślak, Zbigniew Galek, Wiesław Gołębiowski, Maria Kurnatowska, Serafin Władysław), którzy dokonali tej samej wolty. Do tej listy można jeszcze dodać 2 posłów UW, którzy głosowali za odrzuceniem weta Prezydenta Wałęsy w dniu 2.IX.94 a obecnie głosowali przeciwko aborcji (Bogdan Borusewicz i Janusz Niemcewicz, 13.III.96r. pierwszy nie głosował, drugi się wstrzymał). Warto zapamiętać te nazwiska i ich perfidię. Już wcześniej udowodnili, że nie są obrońcami nienarodzonych! Wszyscy co byli na sali w dniu 30.VIII.96 są winni wprowadzenia tej zbrodniczej ustawy.
Gdy doszło do powtórnego głosowania po odrzuceniu ustawy przez Senat sytuacja była podobna. Tym razem głosy przeciw (195) i wstrzymujące się (16) broniły życia. Razem było ich za mało by pokonać zwolenników zabijania (228). Ale było dosyć by nie dopuścić do kworum (230). Takiej próby już nikt nie podejmował znając perfidię UW. Wielu posłom (7) tego ugrupowania teraz było wygodniej być nieobecnym - była to najliczniejsza grupa wśród nieobecnych. Gdyby zagrożone było kworum, znaleźliby się.
###
Uchwalone zmiany ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zawiera nie tylko rozszerzenie dopuszczalności przerywania ciąży, ale i inne antyrodzinne zapisy. Wprowadziła dopuszczalność usuwania ciąży w gabinetach prywatnych. Wprowadziła do szkół obowiązkowy przedmiot „wiedza o życiu seksualnym człowieka” (nie trudno się domyśleć, że min. Wiatr zaprosi prof. Lwa Starowicza lub kogoś podobnego do pisania podręcznika). Wprowadziła częściową refundację za środki antykoncepcyjne (które przecież nic nie leczą - wszyscy będziemy finansować aktywność seksualną rozpustników). Dzieci nienarodzone zostały pozbawione praw cywilnych.
###
Przy okazji kilka ciekawych szczególików.
Wśród 8 posłów PSL, którzy konsekwentnie głosowali za aborcją był b. min. kultury Kazimierz Dejmek (bożyszcze opozycji w 1968r.) oraz Lucyna Pietrzyk, przewodnicząca niewydolnej komisji sejmowej w sprawie Oleksego.
Jak podaje Głos Wielkopolski (4.IX.96) Społeczny Komitet Organizacji Pozarządowych-Pekin 1995 w liście do marszałków Sejmu i Senatu wyraził zadowolenie z liberalizacji ustawy antyaborcyjnej. Członkami tego Komitetu są m.in. Amnesty International, Soroptimist International, Fundacja Batorego, Stowarzyszenie „Neutrum”, Polska YWCA oraz Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.
Jak podaje Biuletyn KAI (8.X.96) Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, która skupia 9 organizacji pozarządowych w tym stowarzyszenie „Neutrum” jest finansowana przez Fundację Stefana Batorego, Fundusz PHARE oraz rządy Francji, USA i Kanady. Na konferencji prasowej działaczki Federacji oraz stow. „Neutrum” wyjaśniły, że nie zajmują się działalnością charytatywną ale edukacją seksualną i interwencjami w sprawie kobiet pozbawionych prawa do aborcji. Ich zdaniem kobiety powinny mieć zapewnione niczym nie ograniczone prawo do aborcji.
Może warto przypomnieć, że w władzach Fundacji Batorego jest Hanna Suchocka (członek Zarządu), Jerzy Turowicz (przewodniczący Rady Fundacji), Bogdan Borusewicz, Bronisław Geremek, Olga Krzyżanowska (członkowie Rady Fundacji).
Hanna Suchocka jest członkiem Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Ostatnio została zaproszona przez Radę Konferencji Episkopatów Europy na IX Sympozjum Biskupów Europejskich mające się odbyć w Rzymie w październiku (Słowo Dziennik Katolicki 14.X.96).
###
Z tego wszystkiego jasno wynikają dwie rzeczy. Nacisk społeczny jest możliwy i skuteczny, ale tylko w ograniczonym zakresie. Lewica się nim nie przejmuje. Nie zaprowadzimy pełnej ochrony życia dzieci, rodzin i Narodu bez zdominowania Sejmu przez Polaków-katolików, i to nie tylko z nazwy, ale autentycznych patriotów i autentycznych wiernych. Drugi wniosek to, że drzemią w narodzie autentyczne siły. W ostatnich wyborach na SLD głosowało nie całe 3 mln ludzi. Dziś 3 mln ludzi pisze list do Senatu w obronie życia. Przecież to potęga! Sejm można zmajoryzować, tylko trzeba naród zorganizować w siłę polityczną. Lewica ma władzę, pieniądze (czyje?), prasę, TV, służby specjalne, prokuratury, sądy, obsadza komisje wyborcze, dyktuje przepisy wyborcze. Walka nie będzie łatwa - ale ją trzeba podjąć i wygrać!
Prof. Maciej Giertych



Komentarze
Pokaż komentarze