Ostatnio ukazuje się wiele wydawnictw dotyczących życia codziennego w PRL-u, a także szeroko pojętej historii tego okresu. Myślę, że to dobrze. Każdy może wyrobić sobie własną opinię. Bo w PRL nie było samych minusów lub samych plusów. Gdybyśmy spojrzeli szerzej na sytuację na świecie w okresie zimnej wojny oraz na niezawinioną przynależność Europy Środkowo-Wschodniej do - jakby nie patrzeć - brutalnie zarządzanego przez Moskwę Bloku Wschodniego, to musielibyśmy przyznać, że PZPR przeprowadziła Polskę przez ten okres jeszcze nie najgorzej. Spójrzmy choćby na dramaty związane z działalnością Stasi w NRD czy Securitate w Rumunii.
Ściśle biorąc Polską rządziła PZPR wraz z tzw. przybudówkami ZSL i SD (dziś używa się określenia przystawki). Były to pozory demokracji a nie prawdziwa demokracja. ZSL i SD to były kwiatki do kożucha (metafora zapożyczona od Leppera: "Samoobrona nie będzie kwiatkiem do kożucha ani maszynką do głosowania dla PiS" :)). Trwają spory - na ile dzięki PZPR, a na ile dzięki ówczesnej opozycji, korzystna sytuacja międzynarodowa w 1989 r. została natychmiast wykorzystana do wprowadzenia w Polsce prawdziwej demokracji. Na ogół jednak panuje zgoda, że sytuacja została wykorzystana optymalnie, zrobiono co trzeba i jak należy. Główne postacie tamtych czasów - Wojciech Jaruzelski, Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki - są dziś odbierane pozytywnie przez większość społeczeństwa (co łatwo sprawdzić w licznych sondażach opinii publicznej), jak i przez poważnych publicystów.
Nie jest zatem dziwne, że nadal istnieją partie wywodzące się z PRL-u. Każda z ówczesnych partii ma swoją kontynuatorkę, a jedna z nich jest wręcz tą samą partią! Oczywiście wszystkie one bardzo się zmieniły. Nikt już nie chce uprawiać rewolucyjnego komunizmu i gospodarki planowej. Zmieniły się idee i ludzie, i - jak widać - dziś każda z tych partii jest świetnie dostosowana do demokracji. SLD jest następcą PZPR - nie wypieram się tego, ani nie wstydzę. PSL jest następcą ZSL, nastomiast SD istnieje nadal pod tą samą nazwą. Nawiasem mówiąc, w czasach PRL-u SD było najbardziej niepokorną partią w stosunku do PZPR, a w czasach Solidarności nieraz współdziałała z tą ostatnią.
Dlaczego akurat dziś nawiązuję do tych dawnych wydarzeń? Obchody 20. rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 mieliśmy bez mała 3 miesiące temu, a do historycznej powtórki skłoniła mnie raczej lektura rozmaitych prognoz powyborczych, np. u Pyrrusa. Otóż praktycznie nikt jak na razie nie przewiduje "historycznej" koalicji SLD-PSL-SD, a byłoby to całkiem interesujące domknięcie koła historii. Dziś takie przewidywania wydają się zabawne i nieprawdopodobne. Ale po nieuchronnym spadku poparcia dla nieudolnych partii prawicowych, na placu boju pozostanie SLD i lawirujące jak zawsze PSL. Do wyborów może też już okrzepnąć SD. Myślę, że taka koalicja byłaby bardzo dobra dla rozwoju Polski. SLD dbałby całościowo o sytuację w kraju. PSL reprezentowałoby interesy rolników, a SD - klasy średniej. PO mogłoby się gryźć z PiS-em w opozycji - wtedy byłoby to niegroźne dla państwa, a miłośnicy rozrywki politycznej (patrz: "Szkło kontaktowe") mieliby zapewniony dopływ nowego materiału.
Aby być uczciwym, użyłem Google i okazało się, iż z pomysłem tej koalicji nie byłem pierwszy, ale zaryzykuję, że drugi, więc też nieźle! Czas tę ideę spopularyzować. Pierwszy był Tadeusz Kraśko, tak, ojciec Piotra Kraśki z TVP. Tadeusz Kraśko poszedł jeszcze dalej i już w lipcu tego roku zaproponował całkiem interesujący układ władzy: prezydent Andrzej Olechowski, koalicja SLD-PSL-SD, premier Włodzimierz Cimoszewicz, wicepremierzy Paweł Piskorski i Waldemar Pawlak. Zacytuję tu fragment ostrej oceny dzisiejszej sceny politycznej, która skłoniła Tadeusza Kraśkę do rzucenia swojej propozycji: "Przecież wszyscy jesteśmy śmiertelnie znużeni stanem polskiej sceny politycznej, obecnym stanem. Ta twarz Jarosława Kaczyńskiego, obsesyjnego wroga Donalda Tuska, i ten drugi ciągle zapewniający, że nie jest źle, a nawet nieźle, co prawda na poziomie zerowym. I ten Lech Kaczyński, niestety prezydent, miotający się pomiędzy szansami reelekcji z dorobkiem 9 punktów poparcia sondażowego, a chęcią pomocy bratu (...)" Przyznacie Państwo, że ostre pióro, chyba jeszcze zajrzę na blog Tadeusza Kraśki.


Komentarze
Pokaż komentarze