As Kier As Kier
58
BLOG

Była sobie tarcza

As Kier As Kier Polityka Obserwuj notkę 3

Nie jestem nawiedzonym pacyfistą czy bojownikiem o prawa zwierząt. Uważam, że wojna to najgorszy sposób rozwiązywania konfliktów, a dręczenie zwierząt to podłość, którą należy karać. Jednakże walkę o jednostronne rozbrojenie, powszechny wegetarianizm itp. pozostawiam organizacjom skrajnym. Często te skrajne hasła kojarzy się z lewicą, a nierzadko różne organizacje kojarzone z lewicą działają wspólnie. To dobrze, takie sojusze pozwalają czasem na organizację taktycznych akcji, jak np. akcja na rzecz zagrożonych gatunków w Dolinie Rospudy, która przy okazji (a może przede wszystkim) uprzykrzyła życie Kaczorom. Jednak, gdy wchodzi w grę interes państwa, partia rządząca czasem musi podjąć trudną decyzję, daleką od pacyfistycznej utopii, np. o wysłaniu wojska w jakiś region konfliktu. Przy tym jest ważne, by takie decyzje powinny być podejmowane z najwyższą starannością - przy pełnym rozeznaniu sytuacji i odpowiedzialnie. Ten wpis będzie o ważnej decyzji, którą podjęto zbyt lekkomyślnie.

Decyzją, która z pewnością wymagała strategicznego namysłu i wielkiej odpowiedzialności za naszą przyszłość była kwestia tzw. tarczy antyrakietowej. Sojusz Lewicy Demokratycznej stał na stanowisku - dziś już wiemy na pewno, że słusznym - by w to przedsięwzięcie administracji Busha Polska nie angażowała się. Stanowisko to wynikało z kilku powodów. Należy tu wymienić: 1) chęć prowadzenia polityki bezpieczeństwa w pierwszym rzędzie w ramach UE, która jest nam najbliższa, a nie w ramach bilateralnych stosunków z dalekim USA; 2) nie narażanie Polski na zagrożenie odwetem ze strony Rosji, a bardziej ogólnie - nie blokowanie możliwości poprawy stosunków z Rosją; 3) niekonsekwentna polityka USA wobec swoich sojuszników. W trakcie rozmów na temat tarczy wszystkie wymienione punkty objawiły swoje znaczenie. Miały miejsce protesty ze strony państw tzw. Starej Unii; miała miejsce zupełnie jednoznaczna zapowiedź Rosji, że jeśli tarcza zostanie zainstalowana, to w Obwodzie Kaliningradzkim zostaną rozmieszczone nowoczesne rakiety taktyczne Iskander, które z łatwością mogą przełamać amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej, w tym osławione Patrioty wszystkich generacji. W ostatnim czasie po raz kolejny z całą wyrazistością zobaczyliśmy niekonsekwencję USA i niepoważne traktowanie swoich wiernych sojuszników. Można to podsumować ze smutkiem: a nie mówiliśmy?

Nawiążę teraz do poprzedniego wpisu, który poświęciłem identyfikacji wyborców z określoną partią. Zwróćmy uwagę na sondaże, które po pewnych wahaniach dziś już jednoznacznie wskazują, że opinia publiczna jest przeciwna instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce. Oznacza to że przynajmniej w tej sprawie PiS i PO zawiodły przynajmniej część swoich wyborców, zaś interesy społeczeństwa reprezentuje jedynie SLD. Myślę, że poglądy zwykłych ludzi biorą się z pragmatyzmu. Ludzie chcą przede wszystkim żyć w poczuciu bezpieczeństwa bez niosących rozliczne zagrożenia systemów antyrakietowych i rakiet - być może z głowicami jądrowymi - tuż za granicą Polski. Chcą mieć też poczucie bezpieczeństwa związane z dostawami gazu w zimie oraz możliwość handlowania z Rosją. Od tej ostatniej sprawy zależy kondycja wielu firm. Wreszcie, ludziom znudziło się już aroganckie traktowanie Polski przez USA. Nie doczekaliśmy się korzyści z misji w Iraku, a realizacja obietnic związanych z kontraktem na F-16 wciąż napotyka jakieś problemy. Sprawa ruchu bezwizowego dla Polaków wyjeżdżających do USA jest odsuwana w nieskończoność. Podkreślę jeszcze raz, że w tej sprawie stanowisko SLD idealnie wpisuje się w oczekiwania społeczne.

To, co zrobiły w tej sprawie PiS i PO, okazuje się dziś całkowitą porażką. Postawa rządzącej PO w ostatnich latach była kompromitująca i ośmieszyła naszą dyplomację. Po przejęciu władzy PO miała znakomitą okazję, by wycofać się z chybionych pomysłów poprzedników z PiS - w tym przypadku ze zgody na instalację tarczy antyrakietowej. Nie można jednak robić poważnej polityki, kierując się tylko wahaniami nastrojów opinii publicznej, tak jak robi to Tusk. Zapewne chwilowa sondażowa przewaga zwolenników tarczy skłoniła go do tego, by w 2008 roku kontynuować negocjacje z administracją Busha. Wydawało się, że w jego grze jest jakiś zamysł polityczny - po prostu zamierza postawić warunki niemożliwe do spełnienia, a sprawa tarczy i tak rozmyje się po wyborach w USA. To rozwiązanie niebyłoby najgorsze w świetle dzisiejszej dyplomatycznej katastrofy. Przecież były przesłanki do takiego rozwiązania. W Polsce władza właśnie się zmieniła, a zmiana w USA była całkowicie przewidywalna - zwycięstwo demokratów przewidywali wszyscy obserwatorzy, a co dopiero mówić o rządzie, który przecież powinien mieć jeszcze pewniejsze źródła i analizy.

W sierpniu 2008 roku konflikt rosyjsko-gruziński wszedł w fazę "gorącą" i znowu nastąpiła fatalna w skutkach błędna ocena sytuacji przez Tuska oraz kolejny zwrot w jego chaotycznej polityce. Wydarzenia w Gruzji napędziły Tuskowi takiego stracha, że od razu popędził schować się za Condoleezzę Rice oraz błagać o szybkie zakończenie negocjacji w sprawie tarczy, które przed chwilą sam przeciągał. Polska dyplomacja pozostała ślepa na fakty. Na to że ustępująca administracja Busha w obliczu wewnętrznego kryzysu traci zainteresowanie dla obecności w odległych regionach, jak Gruzja czy Polska. Natomiast siła Rosji Putina w tej części świata gwałtownie rośnie. Był to znakomity moment, by przy powszechnym zrozumieniu dla naszych racji, można było wycofać się z tarczy i radykalnie poprawić stosunki z Rosją. Trudno mi postępowanie naszych władz określić inaczej niż jako efekt jakiegoś zaćmienia, beznadziejnego brnięcia w raz obranym kierunku. Doszło do podpisania umowy z USA, a premier z prezydentem - i ministrem Sikorskim przy okazji - prześcigali się w przypisywaniu sobie zasług. Punktem zwrotnym w negocjacjach miała być rzekomo żałosna jedna, nieuzbrojona, wypożyczona i obsługiwana przez Amerykanów bateria rakiet Patriot. I oczywiście wszyscy mieli uwierzyć, że to ta bateria przyczyniła się do sfinalizowania negocjacji, a nie wojna w Gruzji i strach przed Rosją! Rosja miała w tych warunkach uwierzyć, że tarcza antyrakietowa nie jest wymierzona w jej interesy. Oj, dlaczego tak bardzo musimy wstydzić się z powodu nieudolności naszych władz?

Dopełnieniem dyplomatycznej niezręczności z 2008 roku jest dzisiejsza dyplomatyczna klęska. W ostatnich dniach przez pierwsze strony gazet i czołówki portali przemknęła informacja o tym, że porzucenie przez USA planów budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach jest praktycznie przesądzone. Od rozpoczęcia pracy przez administrację Obamy stało się jasne, że nowy prezydent USA znacznie bardziej liczy się ze zdaniem Rosji niż jego poprzednik, a niby dogadana sprawa tarczy nagle utknęła w wśród "dziwnych" biuorkratycznych przeszkód po stronie amerykańskiej. Teraz do tego dochodzą źródła z Kongresu USA, które mówią, że rząd Obamy przygotowuje grunt do podjęcia decyzji o porzuceniu budowy tarczy w Polsce i Czechach. Prawdopodobnie też ministerstwo obrony USA dostało polecenie opracowania innych rozwiązań przeciwrakietowych. Wicepremier Schetyna świeci dziś oczami zamiast swojego szefa, czy choćby ministra spraw zagranicznych, i - w tym samym momencie, gdy Amerykanie najwyraźniej postanowili zlekceważyć polskie obchody 1 września - desperacko i poddańczo zapewnia, że "Polska jest gotowa na realizację umów z USA". Aż chciałoby się doradzić jemu (i przy okazji całemu rządowi): "Kończ waść, wstydu oszczędź". Jeśli rząd jest tak dalece w tych sprawach pogubiony i tak pozbawiony wizji polityki zagranicznej, to powinien poradzić się Tadeusza Iwińskiego, który ma o tych sprawach większe pojęcie niż Tusk i jego wszyscy ministrowie razem wzięci.

Szkoda, że przewaga PO w wyborach 2007 pozwoliła Tuskowi i jego partii na praktycznie samodzielne rządy - jeśli nie liczyć spolegliwego koalicjanta PSL. Znacznie lepiej by było, gdyby doszło do koalicji z SLD, na co ja i wielu wiernych wyborców trochę liczyło. Tusk mógłby wtedy jako premier zająć się tym, co umie najlepiej - wywiadami i dobrym wyglądem w telewizji. Pozwoliłoby mu to łatwo spełnić życiowe marzenie, czyli zdobycie urzędu prezydenta. W tym samym czasie praktyczną odpowiedzialność za rządzenie mogliby wziąć w swoje ręce fachowcy z SLD, którzy nie dopuściliby do takich błędów i zaniechań, jakich jesteśmy obecnie świadkami. Nie byłoby choćby tej kompromitacji z tarczą antyrakietową, której skutki - ku uciesze innych krajów - długo będziemy musieli odkręcać.

As Kier
O mnie As Kier

Jestem młodym, wykształconym i świadomym wyborcą. Moje zainteresowania polityką i historią wzięły się z wielu rozmów z aktywnymi uczestnikami wydarzeń z naszej najnowszej historii, i to z obu stron barykady. Wniosek jest prosty. Rządy demokratycznej lewicy doprowadziły do dzisiejszego sukcesu Polski, a prawica zamiast rządzić, tylko kłóci się między sobą :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka