As Kier As Kier
53
BLOG

Tusku, musisz! Wycofać się z Afganistanu

As Kier As Kier Polityka Obserwuj notkę 5

Niesprawiedliwe byłoby stwierdzenie, iż rząd Tuska w polityce zagranicznej ponosi same porażki. Przed wakacjami miały miejsce udane obchody 20 rocznicy wolnych wyborów 4 czerwca. Może większa w tym zasługa Wałęsy niż Tuska. To legenda "Solidarności", która - wbrew początkowym obawom - była obok Tuska, nadała uroczystościom odpowiednią oprawę. Niezawodna kanclerz Angela Merkel także wsparła Tuska swoją obecnością. Obchody miały charakter regionalny, symbolicznie zaakcentowano obecność młodzieży, i dobrze.

Rząd po to dysponuje kanałami dyplomatycznymi, by wysondować, na jakich gości zagranicznych może liczyć przy okazji planowanych przez siebie imprez i elastycznie modyfikować swoje plany. W przypadku planowania uroczystości 1 września na Westerplatte starania rządu dały efekty na tyle żałosne, że Niemcy śmieją się z nas jeszcze przed obchodami, a Rosjanie obecność premiera Putina połączyli z daniem Polsce ostentacyjnego policzka. Wałęsa nie może ratować Tuska za każdym razem, 1 września to nie 4 czerwca. W tym przypadku Tusk musi radzić sobie sam. Życzę mu sukcesu, choć na razie sprawy wyglądają fatalnie. Oby po wszystkim nie pozostało nam tylko zaciśnięcie zębów i powtarzanie z goryczą: "Po co nam to było?"

W świetle postawy świata - w najlepszym razie obojętnej, a zazwyczaj niechętnej lub wrogiej naszym poglądom - nie należało nadawać 70. rocznicy początku II wojny światowej charakteru międzynarodowego. Mogła to być np. spektakularna impreza lokalna połączona z długo i umiejętnie nagłaśnianym otwarciem Muzeum II Wojny Światowej, które pokazywałoby światu nasz punkt widzenia. Na taką imprezę można byłoby zaprosić np. światowej rangi historyków, intelektualistów.

Napisałem, że Niemcy śmieją się z nas. Miałem na myśli piątkowy artykuł w opiniotwórczym Frankfurter Allgemeine Zeitung, który jest pełen współczucia, w którym dźwięczą fałszywe nuty. Niemcy współczują nam spodziewanej porażki obchodów napaści Niemiec na Polskę. Niezłe, prawda? Przytoczę obszerne lecz warte poznania fragmenty artykułu za portalem WP: "Obraźliwie zwodnicza - z punktu widzenia Polski - reakcja USA na zaproszenie na Westerplatte jest kolejnym sygnałem załamania się polskich marzeń o wyjątkowych stosunkach z Ameryką, która miała być pierwszym filarem narodowego bezpieczeństwa przed NATO i UE. Premier Donald Tusk starał się uczynić wszystko, by 1 września Gdańsk stał się 'światowym centrum' uroczystości upamiętniających wybuch II wojny światowej 70 lat temu. Od Baracka Obamy poprzez Angelę Merkel i Nicolasa Sarkozy'ego aż do Władimira Putina - wszyscy mieli przyjechać na uroczystości. Taka była koncepcja. W ten sposób nie tylko doceniono by rolę Polski jako uczestnika wojny i ofiary, ale również jej nową polityczną pozycję: pojednana z wrogami, Rosją i Niemcami, otoczona swymi sojusznikami, chroniona przez Amerykę. Wyszło inaczej. Spośród figur tej inscenizacji tylko jedna wydaje się gotowa do odegrania przypisanej jej roli: Angela Merkel. 1 września na Westerplatte w Gdańsku, gdzie przed 70 laty strzałami z niemieckiego okrętu wojennego 'Schleswig-Holstein' rozpoczęła się wojna, będzie ona reprezentować Niemcy, które stały się sojusznikiem. Stany Zjednoczone, będące w marzeniach wszystkich polskich polityków od lewa do prawa protektorem Polski w zagrożonym przez Rosję świecie, nawet nie poinformowały jeszcze, czy jakiś członek rządu w ogóle przyjedzie. Jeśli chodzi o Rosję, wszystko zapowiadało się dobrze: normalizacja stosunków z Moskwą, napiętych w czasach narodowo-konserwatywnego rządu Jarosława Kaczyńskiego, była priorytetem premiera Tuska. Polska cofnęła rozmaite, skierowane przeciwko Rosji weta na forum UE, premierzy spotkali się kilka razy. Zgoda Putina na udział w uroczystościach 1 września w Gdańsku wydawała się pierwszym owocem odprężenia. Jednak ostatnio pojawiły się głośne tony. Polskie i rosyjskie spojrzenia na historię różnią się fundamentalnie i w minionych dniach media ścierają się ze sobą, informując o sporach historycznych na temat paktu Ribbentrop-Mołotow. Czy wyniknie z tego skandal, okaże się dopiero podczas wystąpienia Putina w Gdańsku. Jeśli trafna okazałaby się ocena 'Gazety Wyborczej', że stosunki polsko-amerykańskie są tak złe, jak jeszcze nigdy od chwili upadku komunizmu, byłby to sygnał fundamentalnej zmiany. Stosunki z Ameryką były od czasów transformacji centrum polskiej racji stanu. Prezydent Ronald Reagan uchodził obok (brytyjskiej premier) Margaret Thatcher za jedynego na Zachodzie, kto właściwie oszacował zagrożenie ze strony ZSRR. A od kiedy George W. Bush, trzymając się tej tradycji, wystąpił przeciwko nowemu rosyjskiemu hegemonizmowi, dla Polski stało się jasne, że tylko Waszyngton wchodzi w grę jako godne zaufania mocarstwo zapewniające ochronę, nie zaś Niemcy, Francja, UE czy NATO. Polityka Polski, nakierowana na budowę specjalnego sojuszu z USA, ucierpiała po objęciu rządów przez Obamę. Udział w wojnie w Iraku nie stworzył pożądanych szczególnych stosunków z Ameryką. Waszyngton nawet nie był gotowy do rewizji restrykcyjnych regulacji wizowych, które w Polsce odbierane są jako hańba. A to, że Obama, przez wzgląd na Rosję, może zrezygnować z rozmieszczenia systemu obrony przeciwrakietowej w Polsce, ożywiło nad Wisłą stary kompleks porzucenia, mający podłoże historyczne, które przypomina się znów w tych rocznicowych dniach: we wrześniu 1939 roku Paryż i Londyn, pomimo wcześniejszych obietnic, nie udzieliły Polsce pomocy."

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad kwestią delegacji USA. Początkowo pojawiały się spekulacje, że USA reprezentować będzie wiceprezydent Joe Biden lub sekretarz stanu Hillary Clinton. 26 sierpnia (w środę) stało się jasne, że nie pojawi się nikt z urzędującej administracji USA, a w polskich mediach pojawiły się głosy o celowym upokorzeniu Polski przez USA. Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ, przyznał w wywiadzie: "Zaproszenie było wystawione trzy miesiące temu i praktycznie nie było dnia, byśmy nie przypominali Amerykanom o tej rocznicy." Z kolei szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak uspokajał: "Nie przywiązywałbym szczególnej wagi do tego, że z jednego z krajów nie przyjedzie reprezentant obecnej administracji." "Z Waszyngtonu jest bardzo daleko do Polski" - zakończył elokwentnie swoją wypowiedź dla TOK FM bliski współpracownik Tuska. 27 sierpnia (w czwartek) Nowak z bladym entuzjazmem informował, że 1 września w Gdańsku podczas obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej Stany Zjednoczone będzie reprezentował 82-letni William J. Perry, bardzo były sekretarz obrony. Perry w latach 1994-1997 był sekretarzem obrony USA w administracji Billa Clintona. Nowak strofował opozycję: "Roztaczanie wielkiej debaty, czy to jest odpowiedni szczebel ze strony amerykańskiej, czy też nie, jest niegrzeczne wobec rządu amerykańskiego." Tego samego dnia o randze amerykańskiej delegacji z dezaprobatą wypowiedział się prezydent Lech Kaczyński: "Nie mogę powiedzieć, żebym się cieszył." Następnego dnia ukazał się wspomniany artykuł w FAZ. Po upływie kolejnego dnia - 29 sierpnia (w sobotę) - Piotr Paszkowski poinformował: "Została nam przekazana informacja, iż współprzewodniczącym amerykańskiej delegacji będzie generał James Jones, przewodniczący Narodowej Rady Bezpieczeństwa." Smutny wniosek z tego przebiegu wydarzeń jest taki, że nasz rząd bał się nawet zasugerować, iż jest rozczarowany postawą amerykańskiej administracji, a ta ostatnia zmieniła zdanie bynajmniej nie pod wpływem przestraszonego Nowaka, czy nic nie znaczącego Kaczyńskiego, a pod wpływem niemieckiej gazety!

Pomińmy w krótkiej z konieczności formie wpisu na blogu intencje i nadzieje rządu i prezydenta Polski, którymi kierowali się, wyrażając swoje stanowisko wobec formy amerykańskiej obecności 1 września na Weterplatte. Symbolika tej rocznicy i postawa USA wobec wymierzonej ostatnio w Polskę wojny historycznej nie pozostawia wątpliwości. Paradoksalnie jedynym oparciem (nie wiemy jak solidnym, ale jedynym), na które możemy liczyć są Niemcy. Postawa USA to łaskawe wysłanie przedstawiciela administracji średniego szczbla. Po 3 miesiącach przypominania i dobijania się strony polskiej o odpowiedź okazało się, że Amerykanów poruszył smutny artykuł w FAZ o porzuconej po raz kolejny Polsce. Okazuje się, że wierne trwanie przy USA w interwencjach wojskowych prowadzonych w ich interesie, nierzadko wbrew opinii międzynarodowej, nic nie znaczy dla USA. W wielu krajach zachodnich coraz częściej jedna ofiara śmiertelna czy nawet udział wojska w niebezpiecznej strzelaninie staje się powodem wielkich społecznych nacisków, by się z danej operacji wycofać. Tymczasem Polska przyjmowała kolejne ofiary wśród żołnierzy jako nieuchronną konsekwencję podjętej w przeszłości strategicznej decyzji o podtrzymywaniu sojuszu z USA. Z pokorą przyjmowaliśmy oczywisty brak symetrii między naszymi krajami i obiektywne przyczyny, które powodowały, że nasza postawa wydawała się przez USA niedoceniana. Dzisiaj to już nie tylko wyraz braku symetrii między USA a Polską. To wystawienie Polski na pośmiewisko świata i dalszy upadek i tak wątłego autorytetu naszego kraju. Naszą reakcją powinno być dobitne ogłoszenie rychłego wycofania się Polski z Afganistanu. Decyzja ta powinna być podjęta przy zgodzie premiera, prezydenta i wszystkich aktywnych stron politycznych w Polsce. Obama resetuje stosunki USA z Rosją naszym kosztem. My w takim razie zresetujmy nasze stosunki z USA.

As Kier
O mnie As Kier

Jestem młodym, wykształconym i świadomym wyborcą. Moje zainteresowania polityką i historią wzięły się z wielu rozmów z aktywnymi uczestnikami wydarzeń z naszej najnowszej historii, i to z obu stron barykady. Wniosek jest prosty. Rządy demokratycznej lewicy doprowadziły do dzisiejszego sukcesu Polski, a prawica zamiast rządzić, tylko kłóci się między sobą :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka