Ręka wyciągnięta do Polski na zgodę przez Władimira Władimirowicza została przyjęta przez premiera Tuska, choć nie cała wizyta przebiegła tak jak oczekiwaliby zwolennicy przyjacielskich stosunków między wszystkimi krajami Europy. Donald Tusk generalnie dał radę, choć wyraźnie wił się jak piskorz między chęcią dorównania Putinowi pod względem woli poprawy stosunków rosyjsko-polskich, a strachem przed powiedzeniem czegoś, co mogłoby nie spodobać się ekstremistom spod znaku Radia Maryja czy jakimś historycznym purystom. Czytałem kiedyś książkę, której bohaterem był adept sztuki katowskiej. Legendą jego cechu był kat, który przed wykonaniem wyroku śmierci przez ścięcie głowy przyjął łapówkę od rodziny skazańca, by pozbawił go życia bezboleśnie. Kat ten przyjął także łapówkę od wrogów skazańca, którzy zapłacili za to, by umarł w cierpieniach. Mistrz katowskiego fachu ustawił jednych po jednej stronie szafotu, a drugich po drugiej stronie, a następnie wykonał wyrok w ten sposób, że każda ze stron była zadowolona. Otóż współczesny Tusk trochę jak ten książkowy kat usiłował ugościć Putina tak, by był zadowolony sam Putin i zwolennicy zgody z Rosją oraz ci wszyscy patrioci od szabelki. Tyle, że Tuskowi do mistrza na razie daleko, choć każdy to przyzna, że stara się. Gdyby Tusk był bardziej zdecydowany, to pewnie moglibyśmy już cieszyć się realnymi korzyściami, choćby zapewnieniem ciągłości dostaw gazu. A przecież nie możnemy liczyć, że ryzyko braków w dostawach gazu zimą za każdym skompensuje nam efekt cieplarniany. Tusk powinien spełnić oczekiwanie Putina i przekazać mu udziały w EuRoPol Gaz należące do PGNiG oraz Gas Trading w zamian za korzystny dla Polski kontrakt gazowy. Z konferencji prasowej po spotkaniu na molo wynika, że Tusk tego pożądanego gestu najwyraźniej nie uczynił.
Od wielu dni najważniejsi goście uroczystości rocznicowych na Westerplatte - strona polska, rosyjska i niemiecka - z napięciem oczekiwali na spodziewaną próbę wywołania politycznego skandalu. Spodziewano się prowokacji politycznych ze strony Lecha Kaczyńskiego. Temu politykowi w zasadzie nic nie wychodzi. Podobnego typu prowokacja, jaką była ostatnia wizyta Kaczyńskiego w Gruzji, została niezauważona na świecie i ośmieszona przez większość polskiej sceny politycznej (np. marszałek Komorowski o rzekomym zamachu na Kaczyńskiego w Gruzji: "Jaka wizyta, taki zamach, no bo z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera; więc raczej wygląda to na coś bardzo niepoważnego, a przykrego.") Czytając blogi, zrozumiałem jak przebiegłą a jednocześnie skuteczną technologię polityczną zastosowali Rosjanie w ostatnich tygodniach przed ostatnią wizytą Putina w Polsce. To właśnie ta technologia polityczna miała sprawić i sprawiła, że prowokacje Kaczyńskiego trafiły w próżnię - nikt się nimi nie przejął. Dobrze, że przeprosił za kolaborację polsko-faszystowską, która miała miejsce przy okazji zajęcia czechosłowackiego Zaolzia. Szkoda, że zamiast ograniczyć się do tego jednego akapitu i jakichś niekontrowersyjnych formuł, próbował jeszcze jątrzyć.
Tylko Tusk stracił na chwilę zimną krew i schował głowę w dłoniach (wychwyciły to czujne oczy kamer) podczas zawstydzającego występu naszego prezydenta, z którego po raz koleiny brzydko wylazł kompleks Napoleona, czyli chęć podkreślenia swojej ważności za wszelką cenę. Kanclerz Merkel a zwłaszcza premier Putin wysłuchali przemówienia z kamiennymi twarzami. Mimo szybko wychwyconej przez zagraniczne media porannej niezręczności polegającej na porównaniu do Holocaustu oraz - po południu - obraźliwego dla niektórych gości porównania nazizmu do stalinizmu; mimo aroganckiego zarzucania Putinowi neoimperializmu, nie doszło do upragnionego przez niektórych skandalu. Powiedzmy wyraźnie: prawdziym mężem stanu jest u nas Aleksander Kwaśniewski, Tusk ma szansę kiedyś nim zostać, Kaczyński ze swoimi kompleksami takiej szansy nie ma. Na co dyplomatycznie przymkną oko politycy, to wychwycą media. W rosyjskich mediach przemówienie Kaczyńskiego jest dzisiaj szeroko komentowane. Porównanie nazizmu do stalinizmu sprawiło Rosjanom przykrość i zostało nazwane niezręcznością a przez jedną ze stacji telewizyjnych - podłością. Nasz "Napoleon" więc nie tylko nie osiągnął żadnych celów politycznych, ale i nie przyczynił się do poprawy wzajemnego zrozumienia między narodem rosyjskim i polskim.
Polska potrzebuje na stanowisku prezydenta przystojnego mężczyzny, jakim był Aleksander Kwaśniewski i będzie Donald Tusk, lub wytwornej kobiety, jaką jest Jolanta Kwaśniewska. Musi to być osoba o wysokiej inteligencji i kulturze osobistej, pięknej wymowie, ze znajomością kilku języków obcych. Przykładowe osoby, które tu wymieniłem posiadają te przymioty i wiele innych. Nie trzeba nam natomiast na tym stanowisku kogoś o aparycji złośliwego gnoma, który coś tam mamrocze - zostawię to bez podawania konkretnych przykładów.
Wydawałoby się, że napisałem tu rzeczy zupełnie oczywiste, a zawodowym komentatorom i analitykom pozostała szczegółowa analiza spotkania - od roztrząsania znaczenia rodzynek w spleśniałym cieście czy też sposobu siedzienia albo gestów wykonywanych przez polityków do jakichś prób prognozowania dalszego rozwoju naszych relacji. Zaskakująco, gdzieniegdzie pojawiają się głosy naiwnych, prawdopodobnie otumanionych przez jakąś rydzykową czy podobną propagandę, iż "przemówienie Lecha Kaczyńskiego było bardo dobre". Myślę, że tego typu głosy można uznać za potwierdzenie zaściankowego stylu myślenia typowego u prawicowych komentatorów lub jednorazowy wypadek przy pracy u rozsądnych lewicowych komentatorów.


Komentarze
Pokaż komentarze (34)