Ostatnio obserwujemy ścierające się wirtualnie gwardie PO i PiS przy okazji niemal gorszącej walki o prawa do reprezentowania naszej historycznej pamięci wewnątrz kraju oraz w stosunku do świata zewnętrznego. Walczące strony nie zauważają - bo nie mogą zauważyć - iż podcinają w ten sposób gałąź, na której siedzą. Walczące strony mają w głowach tę samą XX-wieczną kliszę waśni między narodami Europy. Wojowniczy PiS hardo i z wyższością odrzuca propozycję historycznego porozumienia i zrozumienia jaką daje dzisiejszy świat, nasi sąsiedzi, dawni wrogowie. Nie dopuszcza myśli, że głównym złem była wojna jako taka, w której wszystkie strony poniosły straszne ofiary. PO jest sprytniejsza. Zwolennicy PO dopuszczają pewną elastyczność w podejściu do historii. Ale oni chcieliby ugodową i dobrze przyjmowaną przez wschodniego i zachodniego partnera narrację premiera na potrzeby wewnętrzne przesadnie rozbudowywać o elementy polskiej martyrologii, a przecież nie należy tak rozbudzać demonów przeszłości. Większość zawodowych publicystów w nikłym stopniu podziela te niesnaski między PO a PiS, starając się znaleźć całościowo pozytywny wydźwięk wystąpień obu naszych liderów i "naszego" lidera europarlamentu. Trudno z tym medialnym przekazem się nie zgodzić. Lepszego wydźwięku tego spotkania 1 września na Westerplatte w roku 2009 być nie mogło. Jeszcze wiele lat wizje historii poszczególnych narodów będą stopniowo zbliżać się do siebie.
SLD wychodzi poza przestarzałe prawicowe spory i XX-wieczne klisze. Moim zdaniem, gdyby konkurujące w patriotycznym zapale PO i PiS ochłonęły trochę i dały odetchnąć społeczeństwu, pozwoliły spojrzeć na te sprawy z dystansu, jaki daje nam już 9 długich lat wieku XXI, to spostrzegłyby całkowity bezsens minionych wojen. Należy ustalać fakty historyczne, lecz namiętne spieranie się dziś o to, kto miał rację w tej bitwie, a kto miał rację w innej, oraz prowadzenie tych sporów na płaszczyźnie całych społeczeństw, jest błędem, przeszkodą na drodze do nowego, wspaniałego świata bez wojen. Będą mijać pokolenia, a wspomnienia XX-wieku i sens prowadzonych wtedy sporów będzie się zacierać. Pozostaną symbole będące inspiracją dla następnych pokoleń. Tak jak monumentalnym symbolem jest dziś dla nas upadek Troi, choć nikt nie wie, o co dokładnie walczyły strony tej wojny. Inny symbol ludzkiej chwały to 300 Spartan broniących przejścia Termopile, podczas gdy szczegóły wojen perskich są już znacznie słabiej obecne w zbiorowej świadomości. Przykłady można mnożyć: Akcjum, wyprawy krzyżowe, Grunwald, Waterloo i tak aż do XX wieku. Co pozostanie z II wojny światowej? Bez najmniejszych wątpliwości Holocaust, zapewne Stalingrad i lądowanie w Normandii. My powinniśmy zdobyć się na największy wysiłek, by do tych symboli dołączyło powstanie warszawskie. W tym przypadku błędy polskiego dowództwa w ocenie sytuacji strategicznej należy pozostawić historykom. Politycy natomiast powinni dołożyć starań, by propagować szacunek do powstania w Polsce i wiedzę o nim za granicą.
Dlaczego emocje historyczne, które rozniecają dziś i PiS, i - na swój sposób - PO, to polityczny błąd? Działania tych partii są sprzeczne z procesami społecznymi cechującymi XXI wiek. To nie te partie zmienią te procesy; te partie same zostaną przez te procesy zmiecione. Charakter konfliktów między państwami całkowicie zmienił się drugiej połowie XX wieku, o czym dziś czasem lubimy zapominać. Przypomnijmy więc jasno i wyraźnie. Istniejące zasoby broni jądrowej, gdyby zostały użyte na pełną skalę, są w stanie zniszczyć całą cywilizację na Ziemi. Naukowe szacunki wahają się od całkowitego wyginięcia ludzi do cofnięcia rozwoju cywilizacji do poziomu średniowiecza. Nie mówiąc, o niewyobrażalnych cierpieniach, które przyniosłaby taka wojna. Wymaga podkreślenia także to, że rozwój nauki i techniki trwa, a kolejne dziesięciolecia mogą przynieść jeszcze straszliwsze bronie. Tylko dla przykładu wspomnę o tajnych pracach nad sztucznym wywoływaniem tornad czy trzęsień ziemi.
Przy takim zagrożeniach bledną nawet najbardziej uzasadnione roszczenia i konflikty wynikające z narodowych uprzedzeń. Mało tego, różnice technologiczne między walczącymi stronami powodują, że nawet wojna konwencjonalna staje się bezcelowa. W I wojnie w Zatoce Perskiej stosunek strat między stronami wyniósł 2 000 do 200 000. Za kilkanaście lub niewiele więcej lat na wyposażenie wejdą roboty bojowe, które pozwolą dominującej stronie zadawać straty przeciwnikowi bez ponoszenia żadnego ryzyka. Taka sytuacja zawsze obniża morale i wolę walki u strony nie dysponującej taką techniką.
Następnym faktem wymagającym przypomnienia jest to, że dysponentami światowych zasobów broni jądrowej są USA i Rosja. Tylko te dwa kraje zdominowały też rozwój najnowocześniejszych i najbardziej zabójczych typów broni. Niektórzy wątpią w potęgę Rosji - tymczasem świat zachodni tyle razy dokonywał całkowicie błędnej oceny sytuacji w tym kraju, że należy się dziwić, że nadal niczego się nie nauczył. Świat zachodni nie doceniał ZSRR, gdy nagle okazało się, że jako jedyny posiada on rakiety strategiczne i wystrzeliwuje satelity w kosmos. Jednocześnie świat przecenił Chruszczowa, gdyż wbrew jego zapewnieniom, iż produkuje rakiety jak parówki, w owym czasie USA miało miażdżącą przewagę w zasobach broni jądrowej. Świat przeceniał ZSRR, nie widząc w latach 80. symptomów nachodzącego upadku. Jednocześnie łatwo było niedoceniać upadającego ZSRR, podczas gdy przez lata 90. w uśpieniu przetrwało wiele niezwykle zaawansowanych tajnych programów zbrojeniowych. Dziś można popełnić błąd, gdy nie zrozumie się, że Putin nie musi jawnie chwalić się swoim budżetem obronnym, a środków nie musi topić w bieżących wojnach jak USA. Putin przywrócił wszystkie zaawansowane programy zbrojeniowe z czasów ZSRR.
Nasi Politycy starający się czy to zdenerwować Putina, czy to ugłaskać go, zapominają, że to Putin jest rozdającym karty, a Polska zasadniczo nie może mu w niczym przeszkodzić ani pomóc. Gaz będzie przesyłał na Zachód za pomocą North Stream i South Stream. Co do tarczy antyrakietowej dogada się bezpośrednio z Obamą. Z przodującymi krajami Unii Europejskiej będzie współpracował w dziedzinie najnowszych technologii. Widać, że to my powinniśmy dbać o to, by Putinowi nie popsuł się humor, gdy przebywa u nas z wizytą. Musimy dążyć do pełnej integracji z Unią Europejską oraz do tego, by unijne państwo miało jak najlepsze stosunki z Rosją. Do czasu powstania globalnej administracji, co nastąpi być może w XXII wieku, Unia Europejska dzięki swoim doświadczeniom w pokojowym uzgadnianiu stanowisk powinna dobrze radzić sobie w multilateralnym świecie, który powinien być stabilnym układem potęg, które będą wzajemnie kontrolować się i ograniczać.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)