As Kier As Kier
63
BLOG

Szczerość, nieszczerość i naiwność

As Kier As Kier Polityka Obserwuj notkę 0

Polityka jest domeną zachowań nieszczerych. Tej uwagi chyba nie trzeba uzasadniać. Z nieszczerością mieliśmy do czynienia wiele razy w trakcie wczorajszej lekcji polityki. Wielkie mocarstwo uraczyło nas adekwatną do tej wielkości dozą nieszczerości. Barack Obama doszedł do władzy pod hasłem 'Change' i zmiana priorytetów amerykańskiej polityki była od początku tego roku oczekiwana przez wszystkich obserwatorów. W zakres tych oczekiwanych zmian wchodziło znaczne zmniejszenie zaangażowania USA w sprawy Europy, a szczególnie w naszym regionie, oraz partnerskie traktowanie Rosji. Od dawna dochodziły z USA coraz bardziej wyraźne sygnały, że aktualny program tarczy antyrakietowej może zostać anulowany. Anulowanie tego programu jest całkowitym fiaskiem koncepcji bezpieczeństwa Polski forsowanej przez Kaczyńskich, a także przez rząd PO, choć w tym drugim przypadku było już widać ambiwalentne podejście rządu. I w tym geopolitycznym kontekście dobrze widać amerykański koncert nieszczerości, którym są zapewnienia Obamy o tym, że powstanie bliżej nieokreślony alternatywny program antyrakietowy, który w bliżej nieokreślonej przyszłości zapewni właśnie nam jeszcze większe bezpieczeństwo. W miejsce konkretu, jakim był plan amerykańskiej bazy na polskim terytorium, mamy zapewnienie Baracka Obamy, iż "mamy szanse uzyskać ekskluzywną pozycję w relacjach z USA". W tym dyplomatycznym zdaniu szczere jest przynajmniej sformułowanie 'mamy szansę'. Oczywiście dokładniejsze oszacowanie prawdopodobieństwa otrzymania przez Polskę tego ekskluzywnego statusu byłoby już ze strony Obamy nadmiarem szczerości, na który nie chciał on sobie pozwolić. Gdyby w tej sytuacji Tusk mógł sobie pozwolić na szczerość, to powiedziałby pewnie: 'obiecanki cacanki, a głupiemu radość'.

Jednocześnie mieliśmy wczoraj do czynienia ze szczerymi oznakami radości we wszystkich ważniejszych stolicach europejskich. Zacznę od Moskwy. Prezydent Miedwiediew ocenił decyzję Obamy jako logiczną konsekwencję jego wcześniejszych rozmów z prezydentem USA w Londynie i Moskwie. "Cenimy odpowiedzialne podejście amerykańskiego prezydenta do realizacji naszych porozumień. Jestem gotów do kontynuowania dialogu" - oświadczył Miedwiediew. Jednocześnie w stronę Polski i Czech Moskwa kieruje ze szczerą złośliwością komunikat mniej więcej takiej treści: "I na co wam ta antyrosyjska polityka". Szczere zadowolenie wyrazili także premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown, kanclerz Niemiec Angela Merkel. Szczególnie szczerze cieszył się chyba prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który określił decyzję USA entuzjastycznie jako "doskonałą z każdego punktu widzenia".

Tusk był wczoraj wielokrotnie naiwny. Naiwny był, jeśli liczył na szczerą odpowiedź Obamy na pytanie "Czy Polska popełniła jakieś błędy w trakcie negocjacji?" Bo, co odpowiesz, czytelniku, na takie pytanie, gdy kobieta zapyta Cię "czy ładnie dzisiaj wyglądam?" Jeśli nie jesteś gburem, to niezależnie od stanu faktycznego zapewnisz, że oczywiście, tak, a jeśli jesteś koneserem damsko-męskich gier, to ubarwisz swoją odpowiedź, dodając na przykład: "w rzeczy samej nie tylko dzisiaj, ale zawsze pani wygląda czarująco." Jedno jest pewne, tego typu wymiana zdań to czysty konwenans, w którym na pewno nie chodzi o szczerość. Sądzę, że Obama mógł poczuć się lekko zaskoczony próbą flirtu ze strony Tuska, ale jako wytrawny polityk na pewno nie okazał najmniejszego zdziwienia, a tylko odpowiedział dyplomatycznie, że i owszem, jest pan ładny jak zawsze, Mr. Tusk. Przynajmniej taki był sens odpowiedzi, którą Tusk dokładnie zrelacjonował tak: "usłyszałem jednoznaczne zapewnienie Baracka Obamy, że proces ten wzmocnił przyjaźń i zaufanie pomiędzy USA a Polską."

Niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że znając obsesję Tuska na punkcie Kaczorów, jego naiwność mogła sięgać jeszcze dalej. Być może liczył na to, że Obama wspaniałomyślnie da mu do ręki pałkę na Kaczorów, stwierdzając, że błędy w negocjacjach są "zasługą" poprzedniej ekipy rządzącej w Polsce. Takie zagranie byłoby bardzo Tuskowe, ale jednak w aż taką naiwność Tuska nie wierzę. Przecież w negocjacjach polsko-amerykańskich ekipy Kaczorów i Obamy chronologicznie nawet nie zazębiały się. A gdyby nawet Amerykanie mieli takie wrażenie w stosunku do poprzedniego polskiego rządu, to ostatnia rzecz, której chciałyby amerykańskie władze, to włączać się w wewnętrzne przepychanki w Polsce po którejkowiek stronie. To pytanie Tuska było nie tylko naiwne, ale w ogóle jakieś dziwne. Bo jak interpretować w takiej rozmowie pojęcie błędu? Czy Obama miał ocenić polskie umiejętności z punktu widzenia sztuki negocjacji? Chyba raczej Tuskowi chodziło o to, czy takie elementy naszej taktyki negocjacyjnej jak przeciąganie negocjacji dla wydębienia baterii Patriotów, mogły wpłynąć na ostateczną decyzję USA o anulowaniu instalacji (taką interpretację potwierdzałaby wypowiedź Sikorskiego, o której dalej). Ale czy to oznacza, że w tym pytaniu z góry krytycznie zakładamy, wbrew amerykańskim zapewnieniom, że anulowanie instalacji i przejście na system alternatywny jest niekorzystne? Byłoby to wielce niedyplomatyczne ze strony Tuska. Dalej, pojawia się pytanie, czy w tych negocjacjach błąd z punktu widzenia USA był równoznaczny z błędem z punktu widzenia Polski. Wreszcie, skoro zdaniem samego Tuska alternatywny projekt przeciwrakietowy jest znacznie lepszy dla bezpieczeństwa Polski od dotychczasowego, to nawet gdyby Polska popełniła "błąd", który przyczynił się do anulowania pierwotnej instalacji, to nie byłby to błąd, tylko słuszny krok. Ciekawe, jak Obama zinterpretował sens tego dziwnego pytania, które zadał mu Tusk.

Tusk był naiwny także wtedy, gdy brał za dobrą monetę wczorajsze obiecanki Obamy skierowane do Polski i Czech. W tym przypadku mogła to być jednak naiwność dyplomatyczna, bo trudno wybrzydzać, gdy rozmawia się z prezydentem USA. Jednocześnie była to też pewnie naiwność polityczna na potrzeby wewnętrzne. Tusk nie mógł od razu ogłosić zmiany priorytetów polskiej polityki zagranicznej, gdyż zostałoby odebrane jako przyznanie się do klęski, a to byłoby fatalne z punktu widzenia PR. Zmiany takie zostaną zapewne ogłoszone za jakiś czas, gdy emocje opadną, a społeczeństwo przyjmie już z pełnym zrozumieniem rezygnację z rzekomego partnerstwa polsko-amerykańskiego oraz konieczność zwiększania integracji europejskiej oraz zmierzania do przyjaźni z Rosją.

W dwóch powiązanych ze sobą sprawach ekipa Tuska bezsrzecznie była wczoraj nieszczera. Po pierwsze zabawne było utrzymywanie, że czekamy na decyzję prezydenta USA w sprawie instalacji tarczy w tym samym czasie, gdy decyzja była już znana na calym świecie choćby przez oficjalną wypowiedź premiera Czech. W tym samym czasie Radek Sikorski swoim mentorskim tonem przekazał dziennikarzom: "Jak państwo wiecie w najbliższych godzinach oczekiwana jest decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych o przyszłości systemu obrony antyrakietowej. Jest to sprawa, w której jesteśmy w trakcie intensywnego polsko-amerykańskiego dialogu. Elementami tego dialogu była między innymi wizyta bardzo wysokich rangą przedstawicieli Departamentu Stanu, Pentagonu oraz Narodowej Rady Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Była też propozycja rozmów na najwyższym szczeblu, ale te dzisiejsze poranne rozmowy - uznaliśmy - muszą być przygotowaniem do tych rozmów. Jedna z nich - być może w najbliższych minutach - będzie to moja rozmowa z sekretarz stanu Hillary Clinton. Jak państwo wiecie strona Czeska już podzieliła się z decyzją co do przyszłości radaru, który miał być wybudowany w Republice Czeskiej. Myślę, że to unaocznia wszystkim, że jest to decyzja amerykańska, powzięta na podstawie amerykańskich przesłanek i niezależna od tego, że Republika Czeska trochę wcześniej niż my podpisaliśmy, podpisała umowę. Chciałbym na koniec powiedzieć państwu, że umówiliśmy się ze stroną amerykańską, że - co do meritum sprawy - będziemy ją komentować po ogłoszeniu decyzji przez prezydenta Stanów Zjednoczonych i sekretarza obrony USA i tej umowy chcielibyśmy wobec naszego amerykańskiego sojusznika dotrzymać, natomiast sugerowałbym państwu wstrzymanie osądu, bo ta decyzja będzie być może inna niż wielu z państwa się spodziewa."

Drugą zabawną nieszczerością ekipy Tuska było wczoraj plątanie się wokół odrzucenia rozmowy z pezydentem USA przez Tuska. Z punktu widzenia dyplomatycznego był to ewidentny afront. Dla obserwatorów ciekawsze jest poznanie odpowiedzi na pytanie, czy był to afront celowy (tak ja uważam), czy też efekt jakiegoś chaosu w kancelarii premiera (był by to dowód porażającej niekompetencji rządu). Z drugiej strony niekonsekwentne sygnały płynące z rządu mogą sugerować jednak występowanie pewnych chaotycznych ruchów. Najpierw podano wyjaśnienia o rzekomym problemie technicznym, który uniemożliwił tę rozmowę. Potem przyjęto wersję o konieczności przygotowania premiera do rozmowy. Mogłoby to wskazywać na niezbyt chlubny brak kompetencji naszego premiera w podstawowych sprawach międzynarodowych, które przecież należą do centralnych komponentów funkcjonowania państwa. I tu muszę przyznać, że premier bardzo gładko przełknął tę żabę i jak gdyby nigdy nic przyznał, że tak, musiał się przygotować, a dziennikarzy nawet zbeształ, by nie próbowali się wyzłośliwiać. Tak, powtórzę po raz kolejny z całym przekonaniem i powagą, że z Tuska będzie świetny prezydent.

As Kier
O mnie As Kier

Jestem młodym, wykształconym i świadomym wyborcą. Moje zainteresowania polityką i historią wzięły się z wielu rozmów z aktywnymi uczestnikami wydarzeń z naszej najnowszej historii, i to z obu stron barykady. Wniosek jest prosty. Rządy demokratycznej lewicy doprowadziły do dzisiejszego sukcesu Polski, a prawica zamiast rządzić, tylko kłóci się między sobą :)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka