O budżecie obywatelskim (zwanym w urzędniczej nomenklaturze partycypacyjnym) pisałem już wiele razy; w 2014 r. składałem jeden projekt (odrzucony na etapie weryfikacji - nie wiem kto, ale ktoś zdecydował, że Mokotów nie sfinansuje projektów poprawy infrastruktury na gruntach objętych użytkowaniem wieczystym; mówiąc po ludzku: chodziło o naprawę ogólnodostępnego chodnika). W tym roku złożyłem dwa projekty - o budowę "zamiennika" sygnalizacji świetlnej przy dwóch szkołach podstawowych na Służewie i Służewcu (o tym piszę w innym miejscu).
Tu jednak o czymś innym: chcę poddać pod Państwa dyskusję na jeden podstawowy niepokojący fakt, na który - słusznie - zwrócił uwagę dziennikarz "Gazety Stołecznej", Wojciech Karpieszuk, chociaż nie mogę się zgodzić z tezą jego tekstu. Autor bowiem w tytule sygnalizuje jako błąd fakt, że "Budżet miał być dla mieszkańców. A szkoły i żłobki łatają nim dziury"; niestety - często, wobec ignorowania wieloletnich próśb dyrekcji i rodziców, jest to JEDYNA droga postępowania. Oczywiście, chora jest sytuacja, w której - zapewne rodzic (a może nauczyciel) - składa wniosek o zainstalowanie w szkole pięciu nowych sedesów (poprawka do artykułu: to nie szkoła im. Jana, a Juliana Tuwima); to jednak nie wstyd dla wnioskodawcy, ale dla urzędników, zarządu dzielnicy, czy radnych, którzy zaniedbują od lat tak przyziemne (a konieczne) sprawy.
W projekcie BPA.XVII.I.P/18/15.ELE (Wyremontujmy stare, zniszczone toalety (parter) w Szkole Podstawowej nr 351 przy ul. Jana Olbrachta 48/56) czytamy "z dwóch szkolnych toalet na parterze w SP Nr 351 na Woli korzystają najmłodsze dzieci. Toalety są bardzo zniszczone, dochodzi w nich do awarii, dzieci nie chcą z nich korzystać. Nie były remontowane od 40 lat". - Czyj to jest wstyd?...
Inny projekt z tej samej dzielnicy (BPA.XVII.I.P/45/15.ELE) przewiduje "remont ulicy Norwida - asfalt". Czyje to zadanie wykonuje ów obywatel? Jednej z rozlicznych instytucji komunalnych, urzędników, zarządu dzielnicy...
Słyszałem też o przypadku, kiedy wniosek z tej puli składał burmistrz jednej z dzielnic; także chodziło o projekt infrastrukturalny.
To wszystko sygnalizuje moim zdaniem dwie podstawowe sprawy: pokazuje skalę zaniedbań dotyczacą potrzeb zwykłych ludzi (przede wszystkim - zaniedbanie finansowania infstruktury oświaty i kultury!), oraz chęć przerzucenia odpowiedzialności (i finansowania) do puli budżetu obywatelskiego, który powinien, w mojej ocenie, umożliwiać nam - obywatelom - tworzenie wniosków nie o infrastrukturę, co powinno zapewnić miasto, ale tworzenie projektów z wartością dodaną (bezpłatnych zajęć, warsztatów, itp.). Tymczasem miasto głośno komunikuje, że daje pieniądze, a rodzice czy nauczyciele widzą w tym jedyną realną możliwość "wyszarpania" funduszy na sprawy zaniedbywane - niejednokrotnie, jak wspomniane pięć sedesów - od lat czterdziestu. Dlatego, obywatelu, w czynie społecznym, składasz wniosek o obywatelskie sfinansowanie toalet czy remontu drogi; bo miasto nie wypełnia swoich zadań.
Za trzy i pól roku kolejne wybory. Jak wielu kandydatów zniknęło, jak wielu wybranych (niejednokrotnie ponownie) na radnych się "zdezaktywowało"... jak wielu kandydatów złożyło wniosku w ramach tego narzedzia, jakim jest budżet obywatelski?...
Wnioski? Oczywiście, nie zakazujmy rodzicom czy nauczycielom finansowania toalet, naprawiania dróg, stawiania sygnalizacji świetlnej; zwiększmy tylko jeszcze bardziej pulę tego budżetu; bo nie wierzę, by ci, którzy zaniedbują sprawy mieszkańców, wciąż wybierani w wyborach, zainteresowali się tymi sprawami.



Komentarze
Pokaż komentarze