Lukasz Garbal Lukasz Garbal
242
BLOG

Miasto lekceważy mieszkańców: ZDM wielkim hamulcowym budżetu obywatelskiego

Lukasz Garbal Lukasz Garbal Polityka Obserwuj notkę 4

1 czerwca 2015 r. to ważna data - niech zapamiętają ją rodzice dzieci ze Szkół Podstawowych nr 107 i 271 na Mokotowie, oraz wielu innych mieszkańców Warszawy, którzy poparli projekty zgłoszone do budżetu obywatelskiego Warszawy, zablokowane decyzją ZDM bez podania przyczyn.

Rodzice, dyrekcja i nauczyciele Szkoły Podstawowej nr 107 od lat starają się zwiększyć bezpieczeństwo dzieci i innych pieszych, przechodzących przejściem dla pieszych obok szkoły (obok przystanku ZTM). Na ul. Wałbrzyskiej stale zwiększa się ruch, na tym przejściu jest coraz więcej wypadków. Rok temu samochód potrącił nawet pana, który przeprowadzał dzieci przez przejście; pana, wyszkolonego przez policję, z kamizelką odblaskową, i znakiem "STOP". Od tego czasu miało miejsce kilka kolejnych wypadków. Teraz dzieci nikt nie przeprowadza.

Od lat kierowane były do ZDM pisma w sprawie zwiększenia bezpieczeństwa pieszych. Zwróćmy uwagę, że Warszawa to miasto, w którym najwięcej wypadków to najechanie przez samochód na pieszego. Mokotów lub Ursynów to miejsce, w którym zostało zabrane pierwsze prawo jazdy po niedawnym zaostrzeniu przepisów (bodajże na Puławskiej).

ZDM od lat jest wielkim hamulcowym jakichkolwiek zmian; dewizą tej instytucji może być "Festina lente" - z tym, że nie tyczy to truchu samochodów, a załatwiania spraw. Tak się złożyło, że ostatnia odpowiedź ZDM, z informacją, że analizy wykazały niecelowość montowania sygnalizacji świetlnej nadeszła tuż po kolejnym wypadku, w którym samochód potracił młodą kobietę przechodzacą na tychże pasach.

ZDM od lat blokuje powstanie świateł - nie proponując ŻADNYCH innych rozwiązań.

Rozwiązanie to jednak jest proste, jeśli się nad tym zastanowić. W Poznaniu od kilku lat działa sygnalizcja świetlna nie "wzbudzana" (na tzw. guzik, który często nie działa), a na fotokomórkę - reagując automatycznie, kiedy ktoś chce przejść przez przejście. Z jednej strony wpływa to na bezpieczeństwo pieszych (choć i to przed wariatami drogowymi nie ochroni, ale jednak jest lepsze niż brak jakiegokolwiek "filtra"), z drugiej - nie generuje korków w porze, kiedy nikt nie przechodzi.

Nikt w ZDM na to nie wpadł. Kiedy prosiłem o wskazówki, jak przygotować kosztorys - kierując pytania na email, podany na stronach budżetu obywatelskiego - NIKT mi nie odpowiedział. Pomogli mi poznaniacy - poznański ZDM przesłał kosztorys własnych systemów. Napisałem do firmy, która to montowała w Poznaniu. Firma potwierdziła kosztorys także dla Warszawy. Co ciekawe, to rozwiązanie znacznie tańsze, niż klasyczne światła, czy światła "wzbudzane"; nie generuje też "czerwonej fali" bez potrzeby.

Warszawski ZDM nie reagował.

Ale cóż?... Jest tzw. budżet partycypacyjny (obywatelski).

Zdecydowałem się na uruchomienie dwóch ścieżek postępowania - z jednej strony złożyłem wniosek w ramach budżetu obywatelskiego (przy braku reakcji ZDM, mimo deklarowanej współpracy), z drugiej zaś - kilkudziesięciu rodziców i nauczycieli podpisało się pod listem otwartym do Prezydent Warszawy, apelującym m.in. o jak najszybsze rozwiązanie tego problemu.

I teraz zobaczmy, jak wygląda warszawska samorządność. Na list do Pani Prezydent, złożony w połowie kwietnia, do dziś nie mamy odpowiedzi; list ten publikuję w całości w osobnym poście. Liczyłem, że jeśli byłaby jasna deklaracja budowy świateł - to wycofam wniosek z głosowania w ramach budżetu obywatelskiego, aby umożliwić realizację innych słusznych projektów, na które brak pieniędzy (w większości z jednostek edukacyjnych - którym miasto nie daje środków np. na malowanie ścian, wymianę sedesów w toaletach, boiska...).

Ze strony ZDM miałem jeden mail, w którym zakwestionowano mój kosztorys, sugerując, że jest zanizony; w Warszawie podobne rozwiązanie kosztowało drożej. Ponownie potwierdziłem kosztorys w jednej z firm, i potwierdziłem to mailem do ZDM. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, uznałem więc - jak się okaże niesłusznie - że ZDM to uznało.

Nie miałem więcej żadnych wiadomości, telefonów, listów. Spokojnie czekałem na głosowanie - lub na odpowiedź z Ratusza. Wczoraj jednak, po lekturze artykułu o masowym odrzucaniu projektów obywatelskich przez ZDM, sprawdziłam status swoich projektów... i cóż - są "zakwalifikowane negatywnie".

Wiceprezydent Jóźwiak miał na spotkaniu przepraszać, w imieniu szefowej ZDM, za to, że urzędnicy ZDM odrzucali projekty - zatwierdzone wcześniej w preselekcji, poparte przez kilkadziesiąt osób - bez jakiejkolwiek konsultacji. Cóż z przeprosin? To "negatywne zweryfikowanie" po prostu trzeba cofnąć! Tymczasem szefowa ZDM zaprasza autorów odrzuconych wniosków na spotkanie, wyznaczając dwa sztywne terminy - w godzinach, w których większość osób jest w pracy. Uważam, że to nieporozumienie. Szefowa ZDM nie tylko powinna osobiście przeprosić wszystkich autorów wniosków wyrzuconych do kosza, ale dostosować się do terminarza wnioskodawców - jeżeli w ogóle rozmowy są potrzebne, bo, jak widać, ZDM "wie lepiej".

Sumując:

1. Wnioski, bezprawnie i z naruszeniem ducha samorządności, odrzucone przez anonimowych urzędników, powinny być poddane pod osąd mieszkańców w głosowaniu nad budżetem partycypacyjnym - inaczej okaże się, że energia i czas, włożony przez zwykłych ludzi, pracujących społecznie dla dobra wspólnoty, jest lekceważony przez urzedników opłacanych z naszych podatków.

2. Szefowa ZDM powinna przeprosić osobiście każdego z autorów odrzuconych wniosków.

3. Zmienić trzeba sposób procedowania budżetu obywatelskiego, zwiększyć jego przejrzystość na każdym z etapów.

4. ZDM jest "wielkim hamulcowym" - nie reaguje na maile, nie można się do tej instytucji dodzwonić. W ZDM powinny być wyznaczone konkretne osoby, podane ich osobiste maile i telefony - a nie ogólne na centralę; osoby te powinny odpowiadać za współpracę z autorami wniosków. Tak wszystko wpada w wielką czarną dziurę.

 

Niestety ostatni przypadek jest wierzchołkiem góry lodowej, która pokazuje rosnącą oligarchiczność struktur miasta stołecznego Warszawy. Lekceważenie, brak komunikacji, arogancja, rozrost różnych instytucji i spółek miejskich, które zamieniają się w "ogon, poruszający psem" - jest powszechne.

Dwa przykłady o różnym stopniu natężenia.

Drobny - od stycznia czekam na odpowiedź z innego z miejskich Zarządów, z ZTM, o powodach "dublowania" kursów jedynych autobusów, które kursują nna Służewcu i Służewiu w weekendy. Od stycznia ta kwestia jest "analizowana"; ZTM nie chce też ujawnić systemu pokazującego na żywo pozycje autobusów komunikacji miejskiej, co pomogłoby rozładowywać korki.

Poważny - siostra Małgorzata Chmielewska zwróciła uwagę, że miasto Warszawa wymaga od bezdomych, chcących skorzystać z pomocy - zaświadczeń...

"Proszę sobie wyobrazić, że miasto stołeczne Warszawa chce wydawać skierowania do schronisk dla bezdomnych. Dowcip polega na tym, że miasto musi stworzyć odpowiednie struktury. [...] Staje w progu schroniska, albo się do niego doczołguje, człowiek bezdomny z nowotworem, wypisany ze szpitala. Doczołgał się. A ja go muszę zapytać: „A skierowanko to pan ma? Nie? A, to dziękuję bardzo, proszę się najpierw czołgać po skierowanko”. A tam pani urzędniczka przyjrzy mu się i powie: „Nie, nie dam panu skierowania, bo nie jest pan z Warszawy”. No to niech pan zdycha na ulicy. Nie trafi pana szlag?" (Getta dobrobytu, "Tygodnik Powszechny", 23 maja 2015).

TO JEST NAJPOWAŻNIEJSZA sprawa, znacznie ważniejsza niż autobusy ZTM, czy hamowanie spraw przez ZDM - ale całośc pokazuje, jak wyobcowała się "władza samorządowa". Samorząd ma służyć ludziom - zresztą, jak każda władza, ale w samorządzie jest to szczególnie widoczne. Tymczasem wciąż powstają nowe struktury, które hamują ducha wspólnoty, utrudniają, nie oferując nic w zamian. Idzie jasny komunikat - "nie warto nic robić". Nie budźcie nas, zdaje się mówić miasto.

Nie poddajmy się temu. Miasto jest dla ludzi, nie ludzie dla miasta. Protestujmy, piszmy maile do ZDM i miejskich urzędników. No i pamiętajmy, żeby przed wyborami SPRAWDZAĆ, kto co naprawdę zrobił, a co uniemożliwił.

Kandydowałem do Rady Dzielnicy Mokotów z Okręgu III (Służew i Służewiec) - lista Inicjatywa Mieszkańców Mokotowa, z poparciem stowarzyszenia "Miasto Jest Nasze". Nie jestem w Radzie Dzielnicy, ale samorząd należy do mieszkańców. Radni wypełniają zadania zlecone przez mieszkańców, nie przez partie. Chcę tego pilnować. Od października 2015 r. społecznie w Radzie Osiedla Służewiec Południowy. Służewiec to ludzie, nie biurowce, ludzie, nie partie. Zapraszam też na bloga www.sluzewiec.blogspot.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka