smigielski.w smigielski.w
639
BLOG

Kto jest temu winien? - Wojtyła, Wyszyński i biskupi!!!

smigielski.w smigielski.w Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Kto z Państwa oglądał film „Popiełuszko – wolność jest w nas” być może przypomina sobie scenę, gdy młodzi księża zostali siłą wcieleni do wojska i podczas ciężkich ćwiczeń koszarowych dowódcy z uporem powtarzali. Kto jest winny niemal całemu złu w ówczesnej PRL – Wojtyła, Wyszyński i biskupi. Scena ta znów staje mi przed oczami gdy wspominam niedawną konferencję naukową w Warszawie (25-26.05.2012) zatytułowaną „Nienormatywne praktyki rodzinne”. Współorganizatorem konferencji było Doktoranckie Koło Naukowe Gender i Queer, co było już pewną zapowiedzią co do „linii politycznej” konferencji. I rzeczywiście konferencja była silnie zdominowana przez środowiska LGBT. To co ja tam robiłem? – no cóż jak by to powiedział autorytet w środowisku LGBT Janusz Palikot – byłem tam przedstawicielem tzw. „katolickiej cioty”. W rzeczy samej przez wielu byłem tam tak postrzegany, ja zaś ze zdumieniem i niedowierzaniem przyglądałem się jak pewien pan przebrany za panią podczas trwania obrad ze spokojem piłował sobie paznokcie, czym - nawiasem mówiąc - zwracał powszechną uwagę i finalnie został poproszony o zaprzestanie swojej aktywności.

Ale do rzeczy. Wielokrotnie na konferencji był poruszany problem – jak to Kościół katolicki jest nietolerancyjny i jak to robi absurdalne przeszkody np. w udzieleniu ślubu parze, która mieszkała razem przed ślubem, albo jak to osoby z niesakramentalnych związków mają problem z ochrzczeniem dziecka bądź też z uzyskaniem zgody na bycie rodzicem chrzestnym. Temat małżeństwa kościelnego osób homoseksualnych się nie pojawił, ale gdzieś tam wisiał w powietrzu.

Rozważania na poruszone tematy warto rozpocząć od dość oczywistej refleksji, iż Kościół katolicki, jak każda inna instytucja religijna, jest grupą społeczną, w której członkostwo jest dobrowolne (co zresztą zostało przez pewnego Pana podczas konferencji przypomniane). Zatem jeśli ktoś ma ogromną listę zastrzeżeń, co do funkcjonowania i nauki głoszonej przez KK, to dlaczego tak się upiera, by zawrzeć związek małżeński akurat w tym Kościele? Jeśli zaś mu na tym zależy, bo z danym wyznaniem się utożsamia, to powinno temu towarzyszyć pewne poszanowanie prawd i zasad przez tą instytucję głoszonych. Osobną sprawą jest bycie chrzestnym. Należy pamiętać, że chrzestny oprócz obowiązku kupna laptopa na Komunię winien także dbać o katolickie wychowanie swojego chrześniaka. Trudno zatem oczekiwać, iż obowiązku tego podejmie się ochoczo osoba żyjąca w związku niesakramentalnym.

 Kolejna sprawa – mieszkanie przed ślubem a ślub kościelny. Przed przystąpieniem do sakramentu małżeństwa należy otrzymać rozgrzeszenie. Oczywiście same mieszkanie przed ślubem nie jest grzechem, lecz za taki uchodzi prowadzenie współżycia seksualnego, które niemal zawsze takiemu zamieszkiwaniu towarzyszy. Uzyskanie rozgrzeszenia jest możliwe, gdy ktoś żałuje za swoje grzechy i obiecuje poprawę. Sądzę zatem, iż spowiednik udzieliłby rozgrzeszenia i nie robił przeszkód przed ślubem kościelnym osobie, która po spowiedzi obiecałaby zaprzestać do czasu ślubu utrzymywania stosunków seksualnych, nawet gdyby w dalszym ciągu razem mieszkali.

I ostatnia sprawa o której trzeba powiedzieć – podstawą nauki Kościoła jest Ewangelia. Kościół i księża nie mogą uczyć niczego, co byłoby sprzeczne z Ewangelią, choćby sami prywatnie dane zachowanie akceptowali. Zaś w Piśmie Świętym jest jasno napisane:

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem”.

I po dyskusji. Podobnie rzecz się ma z rozwodami. Napisane jest bowiem w Piśmie:

Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”.

Ktoś powie – ja się z tym nie zgadzam. Ma oczywiście do tego prawo. Znajdzie na pewno inne religie lub wyznania, które podzielą jego światopogląd. Wówczas będzie mógł w pełni (bądź w zdecydowanej większości) utożsamiać się z wyznawaną przez siebie wiarą. Taka religijność ma sens. Religijność, bądź pseudo-religijność „teatralna”, w której dwoje prawie niewierzących osób bierz ślub w Kościele katolickim, bo towarzyszy temu „ładna oprawa” i podtrzymuje w ten sposób rodzinne tradycje – to błazenada. Osoby te szkodzą w ten sposób zarówno sobie jak i Kościołowi.

I jeszcze jedna rzecz – wybaczcie, że dzisiaj tak długo piszę – na wspomnianej konferencji występowała też Pani Profesor Anna Kwak – powszechnie ceniony autorytet w dziedzinie rodzinoznawstwa. Pani Profesor powołując się na najnowsze wyniki badań stwierdziła jednoznacznie, że nie tylko małżeństwo jest znacznie trwalsze niż związek kohabitacyjny (konkubinat), ale także małżeństwo nie poprzedzone wspólnym zamieszkiwaniem jest także trwalsze, niż te które było poprzedzone kohabitacją. Co więcej, im dłużej młodzi mieszkali ze sobą przed ślubem, tym jest bardziej prawdopodobne, że ich późniejsze małżeństwo się rozpadnie. Wreszcie ostatnia bardzo ważna kwestia poruszona przez Panią Profesor Kwak – jakość życia dzieci żyjących w rodzinach opartych na małżeństwie jest wyższa niż tych dzieci, których rodzice nie zawarli małżeństwa. Tyle jeśli chodzi o najnowsze, światowe badania (badania podkreślam w pełni świeckie!). Może zatem za obserwowany dziś dramat wielu rodzin, tragedię wielu dzieci, a także obserwowany dziś powszechnie tzw. „kryzys małżeństwa i rodziny” odpowiada kto inny niż Wojtyła, Wyszyński i biskupi…

"Zły? - Może. Dobry? - A czemu, nie tak wiele znów pychy we mnie. Dajcie żyć po swojemu grzesznemu to i świętym żyć będzie przyjemnie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości