Obserwując tabelę T-mobile ekstraklasy można by odnieść wrażanie, że przegląda się starą gazetę z połowy lat 90. Sezon 95/96 Widzew zakończył na 1. miejscu przed drugą wówczas Legią Warszawa i dalej Hutnikiem Kraków, ŁKS Łódź i Amicą Wronki, zaś sezon 96/97 ponownie z mistrzostwem kraju wyprzedzając właśnie Legię, Odrę Wodzisław, GKS Katowice i Amicę. Co więcej, we wspomnianych sezonach Widzew także wygrał u siebie z Śląskiem Wrocław (95/96: 4:0; 96/97 4:0), Ruchem Chorzów (95/96 – Ruch nie grał w ekstraklasie, w 96/97: 3:0) i GKS Bełchatów (95/96: 5:0; 96/97: 1:0). Widzew wspomnianych sezonów został okrzyknięty mianem Widzewa II (po Widzewie I z początku lat 80.). Dziś - pierwsza Legia, drugi właśnie Widzew, a więc dwaj odwieczni wrogowie znów na szczycie. Czy czeka nas zatem ponownie bój Widzewa z Legią o mistrzostwo? Eksperci, którzy przewidywali, iż Widzew prawdopodobnie spadnie z ekstraklasy mają z komentowaniem wyników pewien problem, bo obecny stan rzeczy cokolwiek kompromituje ich prognostyczne możliwości intelektualne w zakresie rodzimej ekstraklasy. Część próbuje konsekwentnie jedynie łączyć Widzew z walką o utrzymanie w ekstraklasie stąd na portalu ekstraklasa.net można wyczytać co następuje:
„W poprzednim sezonie do utrzymania się w elicie wystarczyło 31 punktów. Łodzianie osiągnęli prawie 1/3 tej liczby po zaledwie trzech meczach, więc są na dobrej drodze, by uniknąć degradacji.”
Ale są też inne komentarze. Także z ekstraklasy.net:
„Liczne grono pomniejszających ten wyczyn zmienionej radykalnie drużyny Radosława Mroczkowskiego wyciąga ważny argument. Dotąd widzewiacy nie wychylili się poza Łódź. To jest prawda, ale przecież typowana do roli "czarnego konia" Jagiellonia też grała wszystkie trzy mecze przed własną publicznością i choć żadnego nie przegrała, to uciułała tylko pięć punktów. Poza tym widzewiacy podejmowali trudnych rywali. W poprzednim sezonie nie było drużyny, która u siebie ze Śląskiem Wrocław, Ruchem Chorzów i GKS Bełchatów zdobyła 9 punktów (dorobek najlepszych w tych meczach, czyli Lecha i Polonii, to zaledwie 6 punktów). Czyli to nie była taka formalność, jak się niektórym wydaje.”
A co ja sądzę. No cóż, jako kibic Widzewa nie jestem obiektywny, ale uważam, że Widzew Łódź skończy obecny sezon w pierwszej piątce tabeli, a może nawet wygra ekstraklasę. Niemożliwe? Jak mawiał mój germanista – wszystko jest możliwe na tym świecie, a szczególnie w tym kraju. Dość wspomnieć, iż w ostatnim sezonie, cokolwiek przypadkowo, mistrzem został Śląsk Wrocław, o którego sile, stabilności piłkarskiej i ogólnej wartości wiele mówi 10 straconych bramek w dwumeczu z Hanoverem96. Polska ekstraklasa to nie Primiera Division gdzie Hiszpanie są skazani na monopol Realu i Barcelony. U nas każdy może wygrać z każdym – wszystko zależy od tzw. „dyspozycji dnia”, a niekiedy także, a może przede wszystkim – szczęścia.
I jeszcze jedna sprawa. To już trzeci sezon, w którym regularnie kibicuje naszej „polskiej Borussi” i pamiętam Borussię Dortmund z początku sezonu 10/11. Wówczas takie nazwiska jak Lewandowski, Piszczek, Kagawa, Goetze były szerzej nie znane europejskiej publice piłkarskiej, zaś samej młodziutkiej (mając na uwadze wiek występującej w niej piłkarzy) Borussi nie dawano prawie żadnych szans w konfrontacji z naszpikowanym gwiazdami Bayernem Monachium. Wówczas skończyło się sensacyjnym mistrzostwem BVB. Z tą jednak różnicą, iż choć nie podejrzewano drużyny Jurgena Kloppa o mistrzowskie aspiracje, to nikt jednak nie pisał, że drużyna ta spadnie z Bundesligi. Słowem piła jest okrągła, bramki są dwie, zaś mecz trwa 90 minut plus to co doliczą sędziowie i w trakcie tego czasu wszystko się może zdarzyć…


Komentarze
Pokaż komentarze