1 obserwujący
1 notka
353 odsłony
  327   1

Państwo aktywne? Przestańmy straszyć!

Stereotyp udziału państwa w mechanizmie gospodarczym funkcjonujący w życiu statystycznego Polaka, a w szczególności młodego, oparty jest na liberalnych fantasmagoriach. Na myśl o zwiększeniu interwencji na rynkach instytucji publicznych tworzymy wizje powrotu szarej rzeczywistości poprzedniej epoki, deficytów, hiperinflacji i malejących realnych dochodów.

Takie wyobrażenie konsekwencji reakcji państwa na patologie kapitalizmu nie może nas dziwić. Mimo posiadania świadomości wad aktualnego rozkładu sił i idącym za tym konsekwencji, kapitalizm umocnił się w mentalności społeczeństwa, zwłaszcza pamiętającego zmierzch PRL-u, jako swego rodzaju mniejsze zło. Nikt nikomu nie powiedział co było przyczyną takiego obrotu spraw, ludziom zwyczajnie wmówiono, że za porażki poprzedniego systemu winę ponosi państwo, które jest niezdolne do racjonalnych i efektywnych decyzji na polu ekonomicznym. Odpowiedzialnymi za wmówienie takiego scenariusza są oczywiście środowiska liberalne i elity finansowe, które mają w tym swój interes.

Zyski podmiotów sprawczych za aktualny stan musimy mierzyć na wielu płaszczyznach. To nie tylko sprzyjające warunki polityczne oraz zdolność większego oddziaływania wpływów, ale co najważniejsze zyski finansowe. Promocja państwa minimum i nastawianie obywateli przeciwko udziałowi państwa bardzo sprzyja się zakorzenionemu mitowi "Od zera do milionera". Polacy bardzo chętnie wierzą w taki obrót swojego losu i uważają według badania "Co Polacy sądzą o podatkach" już aktualnie funkcjonujące podatki za zbyt wysokie, a wręcz drakońskie. Podwyżka podatków brzmi wręcz, niczym znany i lubiany tzw. protokół 1%, jednego z prawicowych polityków, który w momencie swojego powrotnego boomu na jego osobę, nagle wystrzeli z jakimś bzdurnym hasłem, o które nie pokuszą się nawet najtwardsi neonaziści.

Temat potencjalnego podniesienia podatków mimo posiadania statusu tematu tabu, prędzej czy później musi wejść do polityki głównego nurtu. Polacy oczekują dobrych i sprawnych usług publicznych, a te bez zwiększonego napływu funduszy z podatków nie mają realnej szansy zwiększenia innowacyjności. Musimy być świadomi, że postulat podniesienia podatków spotka się, jak spotyka się teraz z atakami liberałów, którzy będąc naczelnymi piechurami najbogatszych z zaciekłością będą bronili swoich pryncypałów i ich interesów. Należy jednak podkreślić bardzo ważny, ale i prosty fakt. Najbogatsi płacą realnie najmniej obciążające ich portfele podatki. W gruncie rzeczy podatki aktualnie funkcjonujące są podatkami regresywnymi co oznacza, że stanowią one największy ciężar dla najbiedniejszych. Wielki kapitał dokonujący drenażu rynku krajowego oraz elity finansowe budujące swoją wielkość poprzez spekulacje realnie są najbardziej uprzywilejowaną tkanką składową gospodarki, zarazem będąc tkanką najbardziej dla tego organizmu destrukcyjną.

Nasze państwo na przestrzeni lat ukształtowało system patologiczny, gdzie najwięksi gracze dodatkowo wspierani są przez liczne granty czy specjalne strefy podatkowe. Całościowy ciężar funkcjonowania państwa zrzucony jest na już najbardziej wyzyskiwaną klasę społeczną. Udział płac w PKB w Polsce wciąż spada, jest to trend ogólnoświatowy, więc przeciętny obserwator mógłby powiedzieć, że jest to trend ogólny, więc nie jesteśmy odosobnionym przypadkiem. Owszem, jednak zauważmy, że trend ten oznacza nic innego jak wzrost wyzysku pracownika. W sytuacji Polski trend ten jest wyjątkowo niebezpieczny ponieważ udział płac w naszym PKB spada drastycznie, bo aż  o 10,8%. Wynika to z wzrostu wydajności pracy oraz ochłodzeniu tempa wzrostu płac. Polski pracownik pomimo 30 lat kapitalizmu i ordynarnego wciskania przed media, społeczeństwu propagandy sukcesu wciąż zmuszony jest rywalizować z pracownikami innych państw swoimi niskimi kosztami pracy. Według badań Eurostatu opublikowanych przez Fundacje Kaleckiego zajmujemy dopiero 17 miejsce pod względem kosztów pracy pozapłacowych.

Przestańmy w końcu udawać, że państwo minimum to państwo sprawne, bo tak zwyczajnie nie jest. Mity liberalne nie są niczym innym jak mitami, które nawet, gdy przynoszą zysk rozumiany jako wzrost PKB to osiągają go przez sztucznie zawyżoną cyrkulacje pieniężną w sektorze usług, bądź próbę implementacji polityki przewagi komperatywnej, czyli w uproszczeniu skrajnej specjalizacji gospodarki państwa.

Podatki jak najbardziej muszą wzrosnąć dla klas najwyższych. Umowa społeczna na której opiera się funkcjonowanie obywateli między sobą nie może być umową jednostronną. Przedsiębiorcy żyjący z pracy swoich pracowników nie mogą być kapitalistyczną szlachtą systemu neoliberalnego opartego na finansjeryzacji i szybkich zysków. Państwo, aby spełniać prawidłowo swoje funkcje nie może być uzależnione od zachcianek kapitału. W końcu dług publiczny, czyli nic innego jak pożyczanie pieniędzy od najbogatszych nie jest złotym środkiem rozwiązywania problemów, a pożyczaniem pieniędzy, które są niczym innym jak sumą niespłaconych przez bogatych podatków.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka