Dzisiaj na forach trwa dyskusja na temat wsółpracy Boniego z SB. Pojawi się też ona zapewne jutro w prasie. Padną argumenty, że skoro facet jest tak odważny i przyznał się publicznie, to można mu odpuścić.
Nie mam pojęcia czy przyznanie się Boniego do współpracy płynie rzeczywiście z jego serca i jest szczere. Ale to nie jest istotne.
Jako chrześcijanin mam prawo i obowiązek przebaczyć temu, który przeprosił i prosi o przebaczenie. Ale, to jest jedna sprawa. Druga sprawa, to czy pan Boni powinien zajmować wysokie stanowisko w naszym Kraju. Ja uważam, że nie, i nie jest to żadna kara, bo przecież większość z nas nie jest ministrami i nie czujemy się chyba pokrzywdzeni z tego powodu. Uważam, że polityk piastujący wysokie stanowisko powinien budzić zauafanie, co pozwoliłoby wierzyć, że sprawdzi się w trudnych sytuacjach. Pan Boni złamał się. W latach 88-89 to już nawet dziecko nie poszłoby dobrowolnie na spotkanie z SB. Terror znacznie się zmniejszył. Młodzież zamykano prawie po każdej manifestacji, czy pikiecie na kilka godzin -bez większych konsekwencji.
Znam osobę, która przestraszyła się przesłuchania i podpisała w 1985 r. współpracę z SB. Opowiedziała o tym zdarzeniu swoim kolegom i stała się w ten sposób bezużyteczna dla SB. Nikt z naszego środowiska nie potępił i nie odsunął tego człowieka, ani wtedy, ani po latach. Strach ludzka rzecz, ale trzeba mieć klasę.
A klasę zachowałby pan Boni, gdyby nie przyją stanowiska. Nie jest przecież bezrobotny. Gdyby zapanował nad ambicjami, to uwiarygodniłby szczerość swojego wyznania, czego mu życzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)