Stado "kaczek" zostało pozbawione dwóch dorodnych kaczątek. Zadbał o to myśliwy, który od dawna wybrał sobie za cel właśnie to stado, bo miał chęć schrupać coś smakowitego, i poprawić swoją kondycję i chęć do dalszych polowań. Naczelny Łowczy w swoich założeniach strategicznych za cel, słusznie obrał, rzucające się w oczy kolorowe kaczuszki (łatwiej trafić) . Zarzucone sieci i głośna nagonka przyniosły oczekiwane efekty. Są "ofiary" , "nominowane" kaczątka znalazły się w sieci. Zaczęła się zabawa "w kotka i myszkę" -i chociaż to inny rodzaj myśliwego i inny rodzaj upolowanej zwierzyny , porównanie ma jednak uzasadnioną logikę. Myśliwy jak to mysliwy ma swój gust kulinarny i obyczje z mrocznej przeszłości, kiedy to najpierw ofiary odstrzelało i bezużytecznie je wyrzucało. Zmieniły się czasy, zmieniła się rola mysliwego. Mysliwy doszedł do wnioski, że bezkrwawe (pozornie) łowy, mogą przynieść korzyści "moralne" i materialne. A, że kaczki znane są z tego, że lubią dużo i głośno kwakać postanowił pociągnąć je za język i tak............zaczęła się kwakanina . Z tej kwakaniny .......idą w eter ......"kaczki" ale już dziennikarskie.
Na tym by się bajka skończyła gdyby nie dalekosiężne plany ŁOWCZEGO , jego głównym celem jest upolowanie kolorowo upierzonego (w barwy narodowe) KACZORA ........a potem to już będzie można udać się na "safari" na Syberią z zaprzyjaźnionym Łowczym zamieszkującym na Kremlu. "Darz bór".


Komentarze
Pokaż komentarze (2)