Okreslając pojęcie MUZYKI w kategoriach encyklopedycznych należy stwierdzić, że jest to dziedzina sztuki zajmująca się dźwiękami. Dla przeciętnego odbiorcy tych dźwiękow, muzyka stanowi większe lub mniejsze nasilenie decybeli i wpływa na upośledzenie naszego słuchu. Nie chcę zajmować się dzwiękami, jako takimi, od tego jest nauka zwana FIZYKĄ, która szczegółowo zajmuje tym zagadnieniem . Ja z racji moich genetycznych zainteresowań muzyką, chcę przekazać odczucia z wykonywania i odbioru MELODII, będacej wyrazem tej muzyki. Nie jestem profesjonalnym teoretykiem muzyki dlatego nie chcę wnikać w szczegóły tej dziedziny, tym niech zajmują się MUZYCY i KOMPOZYTORZY pisani przez duże "M" i "K".
Ja chcę , w tej krótkiej notce, zająć się duchową stroną wykonywania i odbioru dźwieków z pozycji amatora i fana muzyki rozrywkowej i poważnej. Moim pierwszym, dziecięcym wrażeniem, kiedy słuchałem prostego muzykowania mojego OJCA, było podświadome "zasłuchanie" w czymś co wydało mi się przyjemne. To była prawdopodobnie reakcja genów, ktore odziedziczyłem po Nim . W efekcie "naporu" tych genów, mając 7 lat sam nauczyłem się gry na akordeonie. Ojciec mój był multiinstrumentalistą ponieważ posiadł umiejetność gry na skrzypcach, harmonii, akordeonie i służąc w tzw. "ułanach" grał na instrumentach dętych. Nie wiem czy Ojciec miał w rodzinie antenatów, którzy parali się muzyką.
W moim pojęciu muzyka to przeżycie duchowe. Zarówno wykonując jak i odbierając muzykę odnosimy zmienne wrażenia. Muzyka taneczna jest muzyką kontaktu .......miłości, a jej odmiany ekspresyjnej erotyki. Marsze, hymny nastrajają nas bojowo........patriotycznie. Na pogrzebach usłyszymy muzykę smutną i dla odmiany na weselach ........muzykę radosną, pobudzjącą nas do śmiechu i zabawy. Opera przynosi nam przezycia dramatyczne, operetka, radość z zycia i zabawy. Gdyby tą notkę napisał Pan Bogusław Kaczyński, ulubieniec mojego Ojca, przybliżyłaby ona , każdemu czytelnikowi ogrom wiedzy na temat muzyki operowj. W tej dziedzinie muzyki Pan Bogusław jest niezrównaną skarbnicą wiedzy. Leży przedemną książka jego autorstwa "Dzikie orchidee" ofiarowana memu Ojcu przez moją córkę, zięcia i wnuczkę, na jego imieniny w 1986 roku. Dla miłośników opery polecam przeczytanie tego wydawnictwa, chociaż będą zapewne trudności z jego nabyciem.
Kilka epizodów humorystycznych na temat muzyki . W okresie Świąt Bożego Narodzenia "uskuteczniałem" świateczne muzykowanie ......kiedy skończyłem, mój wnuk Krzysiu podszedł do córki i oświadczył: "Mamo dziadek przestał hałasować"........a więc muzykę nazwać można również "halasem", tymbardziej, że tego określenia użyło dziecko.....zupełnie szczerze bez jakichkolwiek podtekstów. A teraz "tragifarsa"kabaretowa .....jak muzyką "uratowałem" życie jednemu z biesiadników. Starałem się rozbawić moją muzyką towarzystwo "kolesi", konsumujących wyroby Przemysłu Spirytusowego, w pewnym momencie jeden z nich przerwał mi "granie" zwracając się do mnie ....."Lechu przestań grać, bo zaleje mnie nagła krew". Ja oczywiście posłuchałem go .......i ta "nagła krew" go nie zalała. Innymi słowy nie ma tego złego, żeby na dobre nie wyszło.
Wracając do przeżyć. Słuchając muzyki, wyłączamy się z bieżących spraw, puszczamy wodze wyobraźni....jednym słowem relaksujemy się. Muzyka, którą lubimy przynosi nam ukojenie i zapomnienie przykrych zdarzeń. Jesteśmy bliżej Stworcy, bo muzyka jest czymś co powstało naturalnie......."przyszło" od Boga.......i ja naturalnie ten dar od Niego przyjąłem i dziś te tony, które płyną spod moich rąk są Modlitwą dziękczynną za wyróżnienie mnie ........bo przecież nie każdy może poszczycić się tą umiejętnością.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)