Pani Krzywonos, z gatunku krzykaczy wiecowych, mogła z uwagi na swój charakter mieć zarówno życiorys piękny, jak i przeciwnie.Tego typu krzykacze robią czasami zawrotne kariery polityczne ( w Niemczech, we Włoszech, w Polsce...). Wygląda na to, że pani Krzywonos wybrała ciepłą egzystencję w SALONIE (UKŁADZIE) - tak jest o wiele wygodniej. SALON się uwiarygodnia, przed nią polityczna kariera. Bierze udział w Kongresie Kobiet, gdzie sztandarową postacią jest prezydentowa Kwaśniewska (znawczyni wyszukanej salonowej etykiety, jednocześnie bezwzględna wyciskaczka datków na swoją fundację). Ta wypielęgnowana w zachodnich salonach kosmetycznych "dama" (za pieniądze, z których wg Oleksego = Olek nie ma szans się wytłumaczyć) - Jolanta, przechodzi na ty z Henryką. Prymitywna robotnica (prawie tak ją określa Borusewicz) jest mile widziana na salonach - sitwa musi mieć dobrze zabezpieczone flanki. Okazała się przydatna teraz; wywiązała się ze swojej roli. Widać było naocznie jak niecierpliwie czeka, by dorwać się do mikrofonu i sprowadzić uroczystość do poziomu karczemnej awantury.
Nie zauważyła pani Krzywonos, że nikt na sali nie podzielał jej zdania, zresztą najtęższy analityk nie potrafiłby zrozumieć o co jej szło w odniesieniu do J. Kaczyńskiego; zarzut, że buntuje ludzi przeciwko sobie i niszczy legendę brata jest bezsensowny.Jasne było tylko to, że bierze Tuska w obronę; nie można gwizdać na gościa uroczystości, gdyż on walczył wraz z nami w tamtych czasach. To, że walczył, jak się okazuje, o przywileje SALONU, a nie o stoczniowców, to że w swoim przemówieniu ubliżał zebranym delegatom, to się dla tej pani nie liczyło. Miała oddolnie, po robociarsku legitymizować władzę - zadanie partyjne wykonała.
SALON, reprezentowany przez Tuska. Komorowskiego, Borusewicza wysiadł z pociągu "Solidarność" na przystanku: w ł a d z a; będącej sygnatariuszką SALONU pani Krzywonos to już nie przeszkadza.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)