Dosyć wszechstronnie podsumowali pana komentatorzy; najlepiej ujął to Łażący Łazarz, (którego cenię bardzo wysoko).
Dorzucę jeszcze kilka kwestii:
Zarzuca pan partii, (do której pan nie wstąpił) niewdzięczność - poświęcił pan wszak świetlaną karierę naukową i dał się uprosić na zajęcie fotela europosła. Myślę, fe tylko pan tak uważa - pamiętamy - nie mógł pan znaleźć Rady Naukowej, która byłaby zainteresowana pańską habilitacją (abstrahuję od przyczyn tych odmów - być może krzywdzących) i to właśnie Jarosław Kaczyński wyciągnął do pana pomocną dłoń i stworzył warunki do błyskawicznej kariery politycznej. To, panie doktorze nazywa się hipokryzja.
Czuje się pan tak skrzywdzony, że w odwecie rozdaje pan ślepe razy i obraża ludzi stokroć bardziej zasłużonych dla Polski niż pan - mam na myśli prof. Legutkę - to chyba jest małostkowość.
Niektórzy mają akurat odwrotny pomysł na sukces PIS. Obserwuje się duży wysyp besserwisserów, ale u pana jest jeszcze coś innego, mianowicie: wieszczenie w każdej wypowiedzi upadku PIS, (o ile nie będzie zastosowana pańska strategia) - takie szerzenie defetyzmu - jest freudowskim chciejstwem. Pańskie zapewnienia o popieraniu PIS są w takiej sytuacji niewiarygodne. Myślę, że dość dokładnie można pana opisać w dwóch słowach: "koń trojański"


Komentarze
Pokaż komentarze (1)