Zastanawiam się do jakiego stopnia można uprawiać pragmatyzm, kierować sie politycznym realizmem. Czy bezkrytycznie musimy zawsze widzieć wyłącznie dobrą wolę rządzących, czy pod płaszczykiem ograniczonych możliwości rządu nie prowadzi się działalności w interesie politycznym osobistym, lub w interesie politycznym innych państw? W skrócie mówiąc - pzostaje bez odpowiedzi pytanie - czy za wielce nieporadnymi działaniami rządu kryje sie zła wola w stosunku do polskiej racji stanu, czy tylko głupota?
Takie niewesołe refleksje nasuwają sie niepodparcie po wysłuchaniu wystąpienia szefa MSZ w sejmie. W stosunkach z Rosją Sikorski jest zwolennikiem przyjaznych relacji; twierdzi, że - Polska cieszy się z ruchu bezwizowego między Okręgiem Królewieckim, a północno-wschodnią połacią naszego kraju; ja twierdzę, że 99% Polaków nie cieszy się z otwarcia bramy przez którą wleją się do nas ogromne rzesze handlarzy i rekieterów i spowodują obniżenie standardów cywilizacyjnych, nie tylko w owym rejonie (kto ich wyłapie, kiedy pojadą dalej?) Sikorski widzi korzyści z prowadzenia wobec Rosji "realistycznej polityki" - rosnący handel, eksport żywności; widzi także sprawy niezałatwione, takie jak wrak, pozostała część dokumentacji katyńskiej, czy nie zwrócone polskie archiwa i muzealia - nie udaje, że Rosja jest łatwym partnerem. Narzędziami tej realistycznej polityki jest rozmowa w tej sprawie z min. Ławrowem i kolejne pismo w tej sprawie. Ponadto jeszcze stwierdzenia "tutaj widzimy deficyt dobrej woli strony rosyjskiej" oraz - "myślę, że druga rocznica tragedii byłaby dobrym momentem na ogłoszenie pozytywnej decyzji".
Postawa kierownika polskiej zagranicznej polityki może skutkować tylko jedną reakcją ze strony rosyjskiej - SKRAJNYM LEKCEWAŻENIEM. Wszyscy zajmujący sie międzynarodowymi relacjami wiedzą, że dla Moskwy jedynym argumentem jest argument siły; na pozycji z gruntu przegranej znajdzie się ten, kto okaże swoją słabość - min. Sikorski ze słabości uczynił swją dewizę. Oczywiście - rodzi sie pytanie, jaki arsenał środków ma Polska w stosunku do Rosji. Między postawą tchórza, a wypowiedzeniem wojny jest tych środków nieskończenie wiele. Między przemówieniem ministra Becka w sejmie, a przemówieniem min. Sikorskiego jest przepaść; tylko z tego pierwszego - mogę jako Polak - odczuwać dumę.
Mowa Sikorskiego, wpisuje sie doskonale w inne przejawy polityki całego rządzącego obozu; niektórzy jawnie już nawołują do podporzadkowania sie Putinowi; Wałesa dziwi mu sie, że się nie wkurza i nie powie w końcu, jakiego to asa ma w rekawie, który kogoś tam (w domyśle) ostatecznie wykończy. Całkowita likwiadacja nauki historii w dwóch ostatnich latach licealnych (za wyjatkiem tych ucznów, którzy wybiorą rozszerzony profil nauczania historii; stawiam dolary przeciwko orzechom, że ten profil wybierze może kilku pasjonatów w skali kraju). Za komuny, w podrecznikach historii nie było informacji o zwyciestwie Żółkiewskiego pod Kłuszynem i o polskiej hegemonii w stosunkach z Rosją. Gdyby Wałęsa o tym wiedział, to może nie słał by tych wiernopoddańczych adresów do współczesnego cara Rosji.
Sikorski zakończył swoją antypolską przemowę apelem, by Polacy nie byli nadmiernie odważni; i to właśnie upoważniło mnie do tezy, iż była to przemowa antypolska. Sikorski myśli, że jest upoważnionym do żądania od Polaków wyzbycia się ich podstawowej cechy charakteru, z której na przestrzeni dziejów byliśmy najbardziej dumni. Z jakich tradycji się Pan wywodzi - Panie Sikorski? Nie są to z pewnością polskie tradycje.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)