Prawdopodobnie było tak: Dworak od swoich mocodawców dostał ultimatum - przydzielisz miejsce na multipleksie - lecisz ze stanowiska. Więc wygaduje cokolwiek, by jakoś uzasadnić swoją spolegliwość wobec władzy. Pełno było - nie tak dawno - insynuacji ze strony różnych tub PO w rodzaju GW, na temat bogactw imperium Ojca Rydzyka. Teraz powątpiewa się w wypłacalność "Lux Veritatis".
Mają rację publicyści spod znaku PO, którzy wyspecjalizowali się w wykpiwaniu takich akcji, jak ta sobotnia - pokrzyczą, pomachają flagami, zaśpiewają i się rozejdą, a karawana pojedzie dalej. 11 listopada ub.roku było tysiące incydentów, nawet palono samochody, teraz żadnych (może brako pieniedzy na prowokatorów) - stopień dolegliwości dla władzy - też żaden. Oczywiście, nie namawiam do żadnych ekscesów. Za komuny były takie papierosy "Wawele"; krążył dowcip: Palisz Wawele - nie, komitety.
W Czechach na Vaclavskich namestach było 100 tysięcy demonstrantów żądających ustąpienia premiera Neczasa; - koalicja sie rozpadła, prawdopodobnie rząd upadnie. Nasze demonstracje nie niosą dostatecznej dolegliwości dla władzy i dlatego rząd się z nimi nie liczy. W wielu miastach są demonstracje - np. b. duże w Krakowie. A gdyby tak zorganizować centralną (w Czechach były nawet specjalne pociągi). Zaprosić Związki Zawodowe, połączyć ze strajkami, blokadą dróg i blokadą imprez sportowych - im większych - tym lepiej.
Nasza demokracja ma charakter demokracji incydentalnej (sporadycznej). Ordynacja wyborcza i Konstytucja nie przewidują odwoływania posłów w trakcie trwania kadencji z przyczyn sprzeniewierzenia się wyborcom. W takiej sytuacji - posłowie nie chcą ryzykować wypisywania sie z rządzącej koalicji, bo to jeszcze ponad 3 lata przy władzy, może będzie szansa na jeszcze jedna kadencję, a 3 lata, to czas żniw i spijania konfitur (każdy przecież ma rodzinę i przyjaciół). Tylko realne zagrożenie może obudzić instynkt samozachowawczy posłów - wówczas dopiero na pewno okaże sie, iż tak naprawdę, to niewielu będzie chciało tonąc wraz liderem (chyba, że mają nieczyste sumienia).
Oby nie wypalił się przedwcześnie rewolucyjny ogień; dbajmy o jego podsycanie, ale nie rozmieniajmy sie na drobne.
Mają rację publicyści spod znaku PO, którzy wyspecjalizowali się w wykpiwaniu takich akcji, jak ta sobotnia - pokrzyczą, pomachają flagami, zaśpiewają i się rozejdą, a karawana pojedzie dalej. 11 listopada ub.roku było tysiące incydentów, nawet palono samochody, teraz żadnych (może brako pieniedzy na prowokatorów) - stopień dolegliwości dla władzy - też żaden. Oczywiście, nie namawiam do żadnych ekscesów. Za komuny były takie papierosy "Wawele"; krążył dowcip: Palisz Wawele - nie, komitety.
W Czechach na Vaclavskich namestach było 100 tysięcy demonstrantów żądających ustąpienia premiera Neczasa; - koalicja sie rozpadła, prawdopodobnie rząd upadnie. Nasze demonstracje nie niosą dostatecznej dolegliwości dla władzy i dlatego rząd się z nimi nie liczy. W wielu miastach są demonstracje - np. b. duże w Krakowie. A gdyby tak zorganizować centralną (w Czechach były nawet specjalne pociągi). Zaprosić Związki Zawodowe, połączyć ze strajkami, blokadą dróg i blokadą imprez sportowych - im większych - tym lepiej.
Nasza demokracja ma charakter demokracji incydentalnej (sporadycznej). Ordynacja wyborcza i Konstytucja nie przewidują odwoływania posłów w trakcie trwania kadencji z przyczyn sprzeniewierzenia się wyborcom. W takiej sytuacji - posłowie nie chcą ryzykować wypisywania sie z rządzącej koalicji, bo to jeszcze ponad 3 lata przy władzy, może będzie szansa na jeszcze jedna kadencję, a 3 lata, to czas żniw i spijania konfitur (każdy przecież ma rodzinę i przyjaciół). Tylko realne zagrożenie może obudzić instynkt samozachowawczy posłów - wówczas dopiero na pewno okaże sie, iż tak naprawdę, to niewielu będzie chciało tonąc wraz liderem (chyba, że mają nieczyste sumienia).