Janusz40 Janusz40
928
BLOG

Cywilna kontrola nad armią?

Janusz40 Janusz40 Polityka Obserwuj notkę 6

 

 

Kraj

       Generał Waldemar Skrzypczak ma zostać wiceministrem ON. Pojawiają sie komentarze - czasem wygłaszane przez nadzwyczaj przeze mnie szanowanych polityków - że będzie złamana zasada cywilnej kontroli nad armią. Mimo prób - nie znalazłem formalnego zapisu prawnego w tej mierze; można sie oczywiście domyślać skąd tak dość powszechnie powtarzana opinia. Po pierwsze - w słusznie minionych czasach (a może - niezupełnie minionych) - poziom intelektualny generałów można zobrazować przy pomocy kilku anegdot:

      Telefon od kochanki generała odbiera przypadkowo żona; słysząc damski głos pyta - kto mówi; koleżanka generała - odpowiada bystrze tamta; jaka koleżanka? - Szkolna koleżanka generała; żona sie wściekła - ty stara kurwo - generał nigdy do szkoły nie chodził.

      Generał gra w bridża z podwładnymi; licytacja - 1 przeciwnik generała - piki, partner generała - 1ba, 2 przeciwnik generała -4 piki, generał - 3 ba; następuje rozgrywka - generał gra 3 ba - nikt nie śmie protestować.

      Generał przeprowadza odprawę; w audytorium pułkownicy - rozluźniony jowialny generał pozwala sobie na dowcip. Dochodzą do mnie pytania w stylu - skąd sie biorą głupi generałowie - odpowiedzcie obywatele (panowie) pułkownicy. Oczywiście pułkownicy milczą - jak zaklęci. Z was - pułkownicy odpowiada w końcu sam sobie generał. Oczywiście ma rację, tyle tylko, że głupi generałowie wywodzą sie z głupich pułkowników, nie wyklucza to faktu, że bywają mądrzy pułkownicy, ale tacy prawie nigdy nie zostają generałami.

      W rzeczywistości - by zostać generałem - trzeba było nie tylko zadeklarować, że jest sie wiśnią, ale także ten fakt udokumentować.

      Drugim powodem, dla którego cywilna kontrola nad armią jest uzasadnionym wymogiem wydaje się fakt, iż w państwach gdzie demokracja jest tylko deklaratywna - armia nader często sięga po władzę; tak się działo do niedawna w państwach latynoskich, tak sie dzieje w niektórych państwach arabskich. Ze względu na to, że u nas demokracja też pozostawia sporo do życzenia - na wszelki wypadek głosi sie tezę o konieczności cywilnej kontroli nad armią.

     Niektórzy twierdzą, a zaliczał sie do nich generał Skrzypczak, że armia polska jest w zapaści; głównie koncentrował się na krytyce zaopatrzenia wojska w nowoczesne środki bojowe. Oczywiście w dużym stopniu miał rację. Także przeprowadzone uzawodowienie było nadzwyczaj dyletanckie i osłabiło nasz potencjał obronny; nie oznacza to krytyki samej idei. To była operacja konieczna z kilku względów, jednak organizacyjnie nie wypadło to najlepiej i nie widać ciągle jej dobroczynnych skutków. Jednakże "zapaść", to stanowczo za mocne słowo; prócz nominowanego "politycznego" ministra w armii są bardzo kompetentni wojskowi, dobrze wykształceni, otrzaskani w operacjach wojennych i co nie mniej ważne - doswiadczeni w działaniach logistycznych. Najwiecej zła wynika z decyzji podejmowanych w najwyższych kręgach MON - sezonowo mianowanych przez aktualną władzę. Tym ludziom coś się wydaje i to forsują - niestety - współczesna armia to struktura niezmiernie skomplikowana i bez znajomości możliwości technicznych i operacyjnych nowych generacji uzbrojenia - nie ma możliwości podejmowania optymalnych decyzji. Wiedza o tym wymaga wielu lat zaangażowania w studiowanie i analizowanie - to ogromna gałąź nauki. Jest rzeczą zrozumiałą, że minister musi się opierać na opiniach znawców przedmiotu; nikt nie wie wszystkiego; nie może jednak być całkowitym dyletantem. Z tego punktu widzenia - nie podzielam teorii "cywilnej kontroli nad wojskiem". Powinna być natomiast na szczeblu państwa opracowana ogólna doktryna wojenna przyjeta w konwencji ponadpartyjnej i konsekwentnie realizowana, która nie mogłaby byc zburzona jednym widzi mi się kolejnego ministra.

Są oczywiście w historii wyjątkowe zdarzenia, kiedy cywil stawał na czele i wygrywał takim sztandarowym przykładem jest "stary tygrys" - Clemanceau, który powiedział "wojna jest zbyt poważną sprawa, by powierzać ją wojskowym" - stanął na czele i można powiedzieć, że "wygrał" I WW. Drugim cywilem, który "wygrał" był McNamarra, który otoczył się "cudownymi dziećmi" (komputerowcami) i zrobił porządek w molochu, jakim był Pentagon, ale oczywiście - nie dowodził na żadnej wojnie.

Armia stoi przed mnogimi problemami; są problemy osobowe wojska; jest za dużo generałów, obserwuje sie ucieczkę z armii wyszkolonych fachowców - szczególnie pilotów. Jest zbyt dużo garnizonów (co kosztuje) niepotrzebnie przesuwa się jednostki do mniej atrakcyjnych miejsc (bez wystarczajacego uzasadnienia taktycznego); np. pułk plot. z Elblaga do Gołdapi (Elbląg ma świetne zaplecze koszarowe). Nie brane są pod uwagę istotne problemy kadrowe, co już rodzi problemy z naborem.
Istnieje pilna potrzeba narodowej debaty nad kształtem naszej armii. W tej chwili realizuje się niedojrzałą opinię premiera Tuska w tej mierze. Mianowicie wygłosił on tezę, że obecnie nikt nie dybie na nasze granice - po co nam więc liczna i silna armia. Przypomnę, że podobna opinię wygłaszał w Sejmie Czteroletnim hetman Ksawery Branicki - "po co nam zaciężna armia - w razie wojennej potrzeby - jak chwycimy za szable, jak zaczniemy rąbać, to kto nam sie oprze".(Polska stała nierządem i pospolitym ruszeniem). Sąsiedzi mieli milionowe armie. Branicki zamiast za szablę - chwycił kolana carycy... Oczywiście, dalej idace skojarzenia nie sa uprawnione i czasy są inne. Jednakże, we współczesnej Europie całkiem w naszych czasach były krwawe wojny. Pomoc wynikajaca z zapisów w pakcie NATO, w najlepszym wypadku będzie spóźniona. W ramach NATO mamy także obowiazki; niestety - pomimo zaangażowania w misjach - jesteśmy ciagle słabym ogniwem paktu. Nasze nakłady na wojsko to 252 dolary na 1 mieszkańca, przeciętna w NATO to prawie 1000 dolarów (w US 1835 dol.)
Stutysięczna armia, to byłoby wystarczające, gdyby była odpowiednio wyposażona, gdyby rzeczywiście istniały dobrze wyszkolone siły rezerwowe (ale nie 20 tys. tylko przynajmniej 50 tys.). Nie można też zupełnie rezygnować z wojskowego przeszkolenia szerszych rezerw i zarzucić wszelkie plany mobilizacyjne. Stan osobowy najpotężniejszych armii świata sukcesywnie maleje, ale w korelacji z wojenną skutecznością uzbrojenia. Technika determinuje skład armii. Jak zwykle nie nadążamy; we wrzesniu 39r. - najlepsza konna armia swiata nie dała rady lotnictwu i czołgom (przyznał to - już po klęsce Rydz-Śmigły). Obecnie mamy za słabe lotnictwo; samolotów bojowych powinno być przynajmniej dwa razy wiecej, zresztą ponad połowa z naszego stanu to samoloty prod. rosyjskiej w tym przestarzałe SU-22. Marynarka wojenna jest słaba i niepotrzebnie forsuje sie wyposażenia jej we wielki kosztowne fregaty; obecnie powinnismy sie skupić na akwenie Bałtyku i marynarke wyposażyć w korwety (ścigacze rakietowe) - zamiast 5 korwet i 3 niszczycieli powinniśmy mieć ich przynajmniej 25. Nie posiadamy praktycznie żadnej obrony przeciwrakietowej (z winy premiera Tuska). W dalszym ciągu nie docenia sie u nas śmigowców i wyposażenia w nowoczesną broń rakietową do zwalczania celów naziemnych i powietrznych.
Paradoksem jest przy tym wszystkim, że Polska posiada wszechstronny przemysł zbrojeniowy produkujący uzbrojenie na najwyższym światowym poziomie. Wytwarzamy swietną broń strzelecką i artyleryjska, czołgi i wozy bojowe, sprzęt radiolokacyjny. Zaniedbana została produkcja lotnicza i nie nadążamy za producentami inteligentnych generacji rakiet. Ale nie musimy rozwijać sie we wszystkich kierunkach, dbać natomiast powinniśmy o te sektory, w których utrzymujemy się w światowej czołówce. To zadanie nie tylko dla armii, także dla rządu

 
Janusz40
O mnie Janusz40

Wbrew wymienionym papierom jestem humanistą. Piszę od kilkudziesięciu lat - przeważnie do szuflady. Kieruję się maksymą: Amicus Plato, sed magis amica veritas. Gotów jestem zawsze wysłuchać i odpowiedzieć na rzeczowe argumenty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka