5tys. zużytych pieluch "produkowanych" przez
jedną tylko pupcię...
Fot. Internet
5tys. zużytych pieluch "produkowanych" przez jedną tylko pupcię... Fot. Internet
Stany.blog.pl Stany.blog.pl
530
BLOG

Potomstwo - przeznaczenie czy przekleństwo?

Stany.blog.pl Stany.blog.pl Rozmaitości Obserwuj notkę 5

W Polsce od lat przyrost naturalny jest ujemny. Czy dzieje się tak z powodu coraz częstszej bezpłodności? A może przez trudności, jakie państwo przysparza każdemu, kto chce sprowadzić na świat kolejnego Polaka? Albo ubywa nas przez kolosalny koszt posiadania dzieci (równowartość przynajmniej 300tys. zł do czasu osiągnięcia przez latorośl pełnoletności).

 
Urodźcie, a kłopoty same przyjdą...
Skoro kobieta w Polsce często musi się "spowiadać" przyszłemu pracodawcy, czy i kiedy zamierza mieć dzieci... Skoro chęć zostania matką jest w przyszłej firmie często widziana gorzej, niż CV kryminalisty... Skoro dziecko do przedszkola najlepiej jest zapisywać na kilka lat przed jego urodzeniem... Skoro państwo polskie, prócz nawoływania do prokreacji, nie potrafi dać przyszłym rodzicom nic, dosłownie NIC, prócz podwyżek cen żłobków, przedszkoli, prócz o-VAT-owania artykułów dziecięcych, zabawek, książek, zeszytów...
Jakiej potrzeba determinacji, by chcieć z własnej i nieprzymuszonej woli, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, a nie z przymusu społecznego, z coraz głośniejszego tykania zegara biologicznego czy z najnormalniejszej w świecie "wpadki", pchać się w rodzicielstwo?
 
Potrzeba było wieloletniej akcji społeczno - medialnej pt.: "Rodzić po ludzku", by poród w Polsce przestał być dla kobiety traumą pozostającą na całe życie. Koszmarem, w którym jej wagina była przez polską służbę zdrowia traktowana jak przemysłowy inkubator z którego wyciąga się dzieciaka bez zapewnienia matce żadnej intymności, na zatłoczonej sali porodowej, przy wtórze krzyczących godzinami z bólu kobiet. Skoro w Polsce "po ludzku" rodzi się dopiero od kilku lat, i to zaledwie w kilkudziesięciu procentach szpitali, to jak rodziło się do tej pory? No właśnie... - dziki kraj! 
W cywilizowanych krajach świata (chociażby USA), każda rodząca kobieta ma swój osobny pokoik. Jest otoczona opieką tak troskliwą, że Polakom wydaje się to wręcz zbytkiem! Jedna pielęgniarka od monitorowania pulsu, druga od ciśnienia, dwoje anestezjologów (po jednym dla matki i dla dziecka), położna, i jeszcze kilka innych osób personelu pomocniczego. Na życzenie, bez żadnych dopłat czy "niezbędnych wskazań medycznych" cesarskie cięcie, poród w wannie, itp. Rodząca sama dozuje sobie znieczulenie specjalnym pilotem, dzięki czemu, gdy tylko zechce może w ogóle nie poczuć tego momentu, w którym wydobędą z niej dziecko... Dziecko warte majątek!
 
Dzieciak za 100 tys? 300 tys.? Za milion?!
Pamiętam przedwakacyjną poradę jednego z tygodników, który edukował młodzież wybierającą się na kolonie, na wakacyjne dyskoteki, itp., by zainwestować 1 (słownie: JEDNĄ) złotówkę w zakup "gumki", bo następstwa niezabezpieczonego nijak współżycia, prócz chorób wenerycznych, chorób zakaźnych, mogą także zakończyć się bardzo uciążliwą ciążą i jej wieloletnimi kosztownymi następstwami. I chociaż mężczyzna mając do dyspozycji anonimową "samiczkę" w okresie wakacyjnej rui (gdzieś pod dyskoteką, pod namiotem lub w hotelowym pokoju) ostatnią rzeczą o której myśli, to by czymś zabezpieczyć swój podniecony "instrument", to jednak taka kalkulacja już na trzeźwo i bez podniecenia daje wiele do myślenia. Za koszt, jaki trzeba ponieść na wychowane w miarę godziwych warunkach jednego dziecka, któremu będzie się zapewniało normalne warunki bytowe, dobrą edukację, należne rozrywki, stosowne kieszonkowe... można by kupić luksusową limuzynę lub niemały dom!
 
Z roku na rok te koszty rosną, bo państwo potrafi jedynie nawoływać do prokreacji myśląc, że przekupią przyszłych rodziców tymi śmiesznymi 1000 zł "becikowego". Koszty rosną jak oszalałe, przedszkola po urynkowieniu ich cen mogą podrożeć o 300-400%, VAT na artykuły dziecięce przestał być zerowy i okazuje się, że każdy kolejny rocznik jest bardziej kosztowny od poprzedniego...
 
- wizyty kontrolne przyszłej matki, badania, leki, kremy na rozstępy, wyprawka szpitalna, ...,
- nosidełko, fotelik, wózek, łóżeczko, wanienka, mebelki, zabawki, ciuszki, buciki, ...,
- tysiące pieluch, oliwka, balsamy, posypki, leki, większy fotelik, większe buciki, większe ciuszki, ...,
- setki kg mleka w proszku, kaszek, deserków, obiadków, soczków, coraz większe ubrania i obuwie, ...,
- książki, zeszyty, przybory szkolne, korepetycje, zajęcia dodatkowe, sprzęt sportowy, treningi, ..., 
- kieszonkowe, bilety wstępu, bilety komunikacji, dowozy do szkoły i na pozostałe zajęcia, ...,
- wycieczki, wakacje, kolonie, obozy, ferie, zimowiska, ...,
- składki na komitet rodzicielski, na urodziny kolegów, na prezenty dla nauczycieli, ...,
- komputer, kolejny komputer, sprzęt RTV, gadżety, rowerek, rower, skuter, prawo jazdy, samochód, ...,
- chrzest, komunia, bierzmowanie, ślub, wesele, różnego typu "co łaski" z wielu różnych okazji, ...,
- kolejne urodziny, 18nastki kolegów, półmetki, bale szkolne, studniówka, dyskoteki, imprezy, ...,
- studia, akademik, egzaminy poprawkowe, skrypty, utrzymanie do 26roku życia, ...
- setki ubrań, tony jedzenia, milion litrów zużytej wody, dziesiątki megawatów zużytej energii...,
- TYSIĄC innych rzeczy o których zapomniałem!
 
300 tys zł.? Tato!, mamo!, 300 tys. to mi na minimum egzystencjalne nie wystarczy! Chcecie mi zafundować życiową jałmużnę?! 
 
Gdyby wystawić młodej, statystycznej polskiej rodzinie rachunek za chwilę łóżkowej przyjemności, na świecie szybko zabrakłoby kauczuku na prezerwatywy, albo hormonów na pigułki antykoncepcyjne, albo skalpeli do sterylizacji (o ile ta byłaby wszędzie prawnie dozwolona)! A jakby dodatkowo pokazać spustoszenie, jakie w kobiecym ciele potrafi wywołać ciąża (rozstępy, żylaki, zwyrodnienia kręgosłupa, odwapnione kości, psujące się zęby, itd.), to ludzie sterylizowaliby się częściej, niż obecnie kastrują swoje ukochane psy i koty!
 
A jednak nasz gatunek ciągle przedłuża swój byt...
Co motywuje nas do posiadania dzieci? Czy to, że takie są wymagania społeczne? Że skoro nasi rodzice mieli kiedyś nas i "dali radę" (w niby to o wiele gorszych czasach i warunkach bytowych), to w jakiś sposób rodzina wymusza na nas, byśmy przedłużyli jej drzewo genealogiczne? Bo w katolickim kraju należy mieć zalegalizowaną przed Bogiem drugą połówkę, a dziecko to według tej samej religii największe błogosławieństwo! A gdy okazuje się, że dziecka w małżeństwie brak, tzn. że Bóg pokarał bezpłodnością i nie chce wprowadzić matki w stan błogosławiony. Może dlatego, że Allach błogosławi o wiele obficiej od naszego Boga, żaden kraj arabski, mimo częstych chorób i wojen nie narzeka na niż demograficzny? Podobnie nie narzekają na niż kraje wysokorozwinięte, w których posiadanie 2-3 dzieci powoduje, że dzięki należnym rodzicom dodatkom czy ulgom, jedno z rodziców spokojnie może zająć się ich wychowaniem bez obawiania się o finanse domowe. Może właśnie dlatego Polki w Anglii rodzą o wiele częściej, niż ich koleżanki, które zostały w ojczyźnie? Jesteśmy tam jedną z najbardziej płodnych narodowości!
 
Dobry dzidziuś lepszy niż niedobry ZUS?
We wszystkich cywilizowanych krajach, posiadanie dzieci, mimo, że jest to bardzo kosztowna inwestycja, to jednak zwraca się na starość lepiej, niż najlepsze fundusze inwestycyjne. Dzieci wychowane w kulturze szacunku i miłości do swoich rodziców, dobrze przez nich wykształcone, są na starość najbardziej skutecznym filarem emerytalnym. Lepszym i pewniejszym niż ZUS i OFE razem wzięte i podniesione do kwadratu! Mając dwoje dzieci pracujących za płacę godną ich wykształceniu, można liczyć, że 5-10% ich pensji dorzucane co miesiąc ukochanym rodzicom do emerytury będzie tym, za co rodzice będą mogli godnie żyć na starość. Jednak skoro w Polsce najczęściej to nie zdobyte wykształcenie, a znajomości są gwarantem dobrej pensji, to nie można patrzyć na dzieci przez pryzmat inwestycji - i to dobrej. A zatem jak patrzeć na te wrzeszczące, ciągle głodne, robiące kupy gdzie i kiedy popadnie, nie dające nam się w nocy wyspać istoty, które wydaliśmy na świat?
 
Tupot małych nóżek...? 
Póki małe nóżki nie zaczną same tupać po podłodze, rodzice nie prześpią kilkuset pierwszych po porodzie nocy. Na kilka najbliższych lat odłożą głęboko do szuflady plany wymarzonych wakacyjnych podróży. Przestaną wychodzić na imprezy, ucierpi życie towarzyskie, jak i osobiste. Dziecko, jego frustrujące płacze, sposób jego uspokajania i wychowania, a także zejście taty na dalszy plan będzie powodem wielu kłótni małżeńskich, a z czasem i wymówką, by "zapracowany" tato coraz później, coraz rzadziej wracał do domu... Gdy dziecko już zacznie dawać się rodzicom wysypiać, za kilkanaście lat znów zafunduje im nieprzespane noce. Każdy wyjazd latorośli na wakacje, wyjście na dyskotekę, każde niepowodzenie sercowe czy kłopoty w szkole, itp. będą powodem do kolejnych nieprzespanych przez rodziców nocy.
 
A my się na to wszystko decydujemy!
Zdając się na biologiczne podpowiedzi natury, kiedy to młode kobiety zaczynają się oglądać za bobasami koleżanek, zaczynają się zachwycać tymi wszystkimi ciuszkami, w które można ubrać przyszłą córeczkę. Te podszepty natury płynące do męskich uszu, że syn będzie takim samym zdobywcą kobiecych ciał, jak jego tatuś. Że tato nauczy pierworodnego grać w piłkę nożną tak dobrze, że ten będzie to robił o wiele lepiej, niż sami Canarinhos...
I tak oto po dziewięciu miesiącach od podjęcia decyzji o tzw. "złotym strzale", tudzież od zrobienia tego przez przypadek tzw. "wpadką", mamy bobasa. Możemy dziwić się, jak takie duże coś wyszło przez taki mały otworek... Próbujemy zrozumieć, czemu ten nowonarodzony ktoś częściej otwiera zwieracz, niż te swoje malutkie usteczka. Możemy zastanawiać się, czemu takie małe ciuszki, buciki, kosztują prawie tyle samo, co nasze wielkie ubrania dla dorosłych. Czemu markowe zabawki są droższe, niż nasze markowe gadżety. Czemu 400gr puszka mleka modyfikowanego kosztuje więcej, niż 12litrów zwykłego mleka.
Ale możemy także cieszyć się z bezinteresownego uśmiechu takiego dziecka, próbować zrozumieć, co to małe coś do nas mówi. Czuć delikatny uścisk jego miniaturowej dłoni na naszym palcu. Możemy zacząć się martwić, czy uda się nam wychować tego małego kogoś na takiego człowieka, na jakiego chcielibyśmy go wychować. Możemy się trwożyć, czy nie dopadnie go żadna choroba, na którą medycyna jak i my będziemy bezsilni. Zastanawiać się, czy uda mu się przejść przez życie i osiągnąć w nim więcej, niż udało się nam. 
 
Mając w życiu wszystko, co jest niezbędne do szczęścia. Zdrowie i pomyślność. Dobrą i niestresującą pracę. Wysokie zarobki, wielki spłacony dom, nowy niezawodny samochód, wspaniałego partnera (-rkę), nagle okazuje się, że zaczyna brakować tego "czegoś". Dla jednych tym czymś będzie salonowy piesek brudzący co jakiś czas ich perski dywan w salonie. Dla innych owym czymś będzie adrenalina, którą dają np. skoki ze spadochronem czy jakiejś survivalowe wyprawy. Jednak większość z nas zdecyduje się na wieloletni survival, który zafunduje nam nasze potomstwo. Bo czymże byłoby to życie, bez tego pierwiastka szaleństwa i nieobliczalności, które może zapewnić tylko i wyłącznie dziecko?! 

Szczęśliwego Dnia Dziecka!

Cudowny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości