Obowiązkowy egzamin maturalny z matematyki.
Zgroza.
Tysiące zdolnych, inteligentnych i oczytanych ludzi nie pokona tej przeszkody na drodze do życiowego sukcesu i szczęścia. Kim może zostać w przyszłości absolwent liceum, rozumiejący historię Polski, Europy i świata, czujący czuciem romantyków, dawnych patriotów, wielkich filozofów, plastyków i muzyków, a któremu złamano życie za pomocą sinusów, funkcji kwadratowych i rachunku nieprawdopodobieństwa?
Wiemy, że niektórym profesjom matematyka jest absolutnie niezbędna do pracy, np. architekt nie zbudowałby schodów, gdyby nie studiował matematycznych zależności pomiędzy wysokością, a długością stopnia, tej tajemnej wiedzy, która niedostępna jest bla bla humanistom.
Sportowcy różnych dziedzin byliby zwykłymi turystami, spacerowiczami i rowerzystami gdyby nie wgłębili się w matematyczną + fizyczną wiedzę. Monika Pyrek np. biegnąc, zamienia dzięki sprężystości tyczki, mv²/2 na mgh i dzięki szybkiemu przeliczeniu trajektorii przepuszcza swój środek ciężkości pod tyczką, sama przelatując nad nią, po czym spada na materac osiągając poprzednie mv²/2, ale tym razem w pionie. Wali w materac leżący poziomo. Jej mózg składa się z dwóch połówek; jedna steruje mięśniami, druga wykonuje obliczenia matematyczne. Popęd seksualny zamieniła na pęd sensu stricto, który daje jej dodatkowe Δmgh, a więc i samo Δh.
Bez matematyki żeglarka nigdy by się nie zdrzemnęła.
Niemniej, matematyka to jednak niszowa potrzeba. My, humaniści zgadzamy się na istnienie ścisłowców, bo są jakoś pożyteczni, choć mało sympatyczni, fe, ponieważ jako humaniści jesteśmy humanitarni i rozumiemy, że świat piękny jest dzięki różnorodnościom i dziwadłom. Ścisłowcy pełnią jakieś bliżej nieokreślone, ale pożyteczne funkcje, tak jak np. menele zbierający złom, pełnią funkcję podobną do mrówek oczyszczających lasy ze szpilek drzew iglastych, albo tak jak pleśń zamienia odpadki nieszklane i nieplastikowe w... pleśń. Siedzą gdzieś w wytartych swetrach, wyświechtanych portkach i obliczają trajektorię rakiet balistycznych, albo szukają kolejnej liczby pierwszej. Pojęcia o życiu nie mają, niewiele zarabiają, nie śpiewają, ale niech sobie żyją.
Tylko dlaczego każą ludziom z kolorową fantazją, z entuzjazmem drążącym zawiłości duszy ludzkiej, delektującym się szeptem wiatru, pomrukiem lasu, szelestem fal, krzywizną tęczy itd. uczyć się sposobu obliczania przecięcia z osią x.
A propos tęczy. Ten symbol przymierza Boga z ludzkością, stawiany dla przypomnienia Potopu, że to był pierwszy i ostatni raz, sprowadzili do rozszczepienia światła słonecznego w kropelkach wody jak w soczewkach. Beee. Po co to ludziom mącić w głowach?
Sami prowadzą ponure życie wśród jakichś całek i liczb urojonych i innych przymuszają. Na pewno czystą, ciepłą wódkę piją. Feee. I popijają oranżadą. Feee.
Ktoś powinien wyjaśnić, jak to się stało, że ci posępni ludzie mają taki duży wpływ na demokratycznie wybrane władze naszego pięknego kraju, że te spychają nas, światłych, mądrych, wrażliwych, na margines, w bezrobocie, w bezdomność, bezprzyszłość, bezmaterializm. Jakie siły za nimi stoją? Czym zaszantażowali?
Należy się zastanowić, czy powinni mieć prawa wyborcze.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)