Było to w styczniu 1994. We wrocławskiej telewizji poważny ufolog wyjaśniał jakiego rodzaju obiekt jest od kilku dni obserwowany w Jeleniej Górze i okolicach. Były to wirujące, przemieszczające się kolorowe kręgi widoczne późnym wieczorem wysoko na niebie. Ufolog z całkowitą pewnością siebie, z profesjonalnym znawstwem, przedstawiał widzom pełną, kompetentną wiedzę na ten temat.
No i ludzie słuchali. Niektórzy przyjeżdżali specjalnie z Wrocławia, żeby te dziwy oglądać. Tylko pomyśleć; nie w Ameryce, Wylatowie, czy Nowej Zelandii, ale tu, tu u nas, na Dolnym Śląsku UFO. Prawdziwe UFO, które można na własne oczy zobaczyć.
Byłem akurat na Szrenicy i na własne oczy widziałem program z ufologiem w wiadomościach telewizyjnych.
Ktoś z hotelowego personelu powiedział: Chodźcie zobaczyć to UFO.
Ze szczytu (1362) wyraźnie było widać kolorowe kręgi na niebie, ale też i źródło światła, które te kręgi wyświetlało. Po czeskiej stronie, w Harrachovie, ruchome reflektory świeciły laseropodobnym światłem w niebo. Promienie przechodziły przez czyste powietrze i wyświetlały się dopiero na chmurach. Nigdy nie wyjaśniono w telewizorze tego zjawiska i ten ufolog pewnie do teraz jest przekonany, że to było UFO.
Ze wszystkim tak jest. Trzeba siedzieć wysoko, albo bardzo wysoko, żeby widzieć coś więcej niż efekt, skutek. Z góry więcej widać. Jeśli się nie jest odpowiednio wysoko, to lepiej nie zabierać głosu. Swoimi opiniami można się tylko skompromitować, jak ten ufolog.
Ludzie, jak te robaczki, dla których trawnik przed moim domem to dżungla, ekscytują się domysłami, wychwytują nieścisłości, wyłapują szczegóły, tworzą hipotezy - ośmieszają się i w dodatku dobrze się z tym czują. Ufolodzy! Jedni szukają prawdy odbijając się co chwila od ściany niewiedzy. Drudzy niczego nie szukają, bo wiedzą: Prawda jest w TV i w Tusku.
Ja tam wolę jagódki.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)