Zdarza mi się oglądać programy z gadającymi głowami i odczucia mam różne, w zależności od tego, kogo oglądam, czy słucham.
Bywa, że jestem zniesmaczony, rozdrażniony, bezsilnie zbuntowany lub otępiały po wypowiedziach większości polityków. Rozumiem dlaczego. Kłamią, manipulują, owijają w bawełnę, naciągają fakty, insynuują – mają w tym swój cel, rozgrywają wiecznie jakieś interesiki partyjne, partykularne, pracują dla lobbystów za kasę, lub dla kumpli, czasem dla jakiejś niby-idei. Wyłączam z tej grupy zaledwie kilku, kilkunastu polityków, z JarKaczem na czele, którym ufam, wierzę i których intencje rozumiem.
Nie umiałem do tej pory sobie uświadomić, dlaczego męczy mnie oglądanie i słuchanie niektórych dziennikarzy i komentatorów, których sztandarowym przykładem jest Igor Janke. Dziś mnie dopiero oświeciło, po przeczytaniu jego artykułu w Rzepie.
Nie mam specjalnych rozterek wobec towarzystwa michniko-żakowsko-lisowemu, bo tu sprawa jest jasna, są oni w awangardzie środowiska dziennikarskiego, któremu „o coś chodzi”, ale na pewno nie jest to prawda. To towarzystwo jest mocno spolaryzowane, cel im uświęca środki, a celem jest zniszczenie PISu, zgnębienie zaścianka i mohairowszczyzny i doprowadzenie do jakiegoś błogostanu neo-socjal-eurouniowego. To środowisko nazwę K.
Z przyjemnością oglądam, czytam i słucham Ziemkiewicza, Wildsztajna, Janeckiego i parę innych osób. Nie wymieniłem kobiet, przepraszam, ale są. To środowisko nazwę P.
Dla mnie jest sprawą oczywistą, że te dwa środowiska dziennikarskie różni stosunek do faktów i prawdy; jedni są jednoznacznie po stronie kłamstwa, drudzy, równie jednoznacznie, po stronie prawdy.
Dla pana Igora Janke i kilku jemu podobnych, prawda leży pośrodku. Pośrodku między prawdą i kłamstwem. Z ledwością trawię jego wysiłki, aby być postrzeganym jako obiektywny, niezależny, dociekliwy, łagodny dziennikarz. Robi to w imię swoiście rozumianej poprawności, a może z asekuranctwa, a może z naiwności? Mam wrażenie, że dobierając gości i wypowiadając się, zerka w stronę towarzystwa K i sprawdza, czy przypadkiem nie daje im argumentów do zarzucenia nieobiektywności. Mam wrażenie, że bardziej mu zależy na opinii K niż P.
Nie wierzę, że taka postawa jest chwalebna, nawet jeśli zamiar jest uczciwy, w co wierzę. Uważam, że takie zachowanie dziennikarza i komentatora, to przyznawanie kłamstwu takiej samej, „obiektywnej” wartości jak prawdzie. Czyni to więcej szkody niż pożytku.
Umieszczanie prawdy pośrodku, między prawdą, a kłamstwem w imię demokracji, w imię pluralizmu, w imię obiektywizmu, jest złem. Taka postawa sprawia, że zapełnia się przepaść, między prawdą, a kłamstwem i oddala się szansa na sukces prawdy.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)