We wczesnej młodości, lub nawet w dzieciństwie, każdy człowiek obiera taktykę, jaką będzie się posługiwał w życiu, w relacjach z innymi ludźmi.
Wiadomo, że egocentryzm jest dominującym elementem ludzkiej psychiki, więc trudno oczekiwać od obcych osób bezinteresownego wsparcia, dlatego trafia się taki, co widząc, że inni mają jakieś swoje sprawy zamiast im się poświęcać, w każdym węszy bandytę.
Ale to nie ci są dobrymi ludźmi.
Są i inne typy, ale tu nie o nich.
Najsłabszy, taki co brak mu charakteru i temperamentu żeby podjąć zwyczajną walkę o byt, wymyślił sobie sprytnie, że jeżeli będzie wokół demonstrować dobrą wolę i czynić tzw dobre uczynki, to cały świat się zrewanżuje i wkrótce będzie mieć wygodne i bezpieczne życie. Jeśli ktoś da się nabrać zostanie wyzyskany, ale zdemaskuje gagatka i cała zabawa w dobrego człowieka skończona.
To był marny przykład.
Lepszy, sprytniejszy dobry człowiek, nie da się zdemaskować do późnej starości i wciąż stosuje te swoje naiwne sztuczki, które to zachowanie staje się chroniczne i patologiczne. W końcu sam wierzy, że jest dobrym człowiekiem i faktycznie staje się nim, bo nie umie inaczej postępować.
Taka jest moja, zwięzła hipoteza, skąd się biorą dobrzy ludzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (44)