Konserwator zabytków nakazał zdejmowanie w jednej z warszawskich dzielnic kostki brukowej układanej kilka lat temu i kładzenie na jej miejsce asfaltu i płyt chodnikowych. Ten akt ewidentnego wandalizmu na jednej z ulic został już dokonany.
W sumie „mały pikuś” – to przecież własność „społeczna” czyli niczyja, więc pan konserwator słusznie uważa się za jej dysponenta. W końcu ktoś prawa właścicielskie musi wykonywać.
Ale ten sam konserwator od lat blokuje rozbiórkę walących się domów. Udało mu się już wpisać ponad 60 z nich do rejestru zabytków. Mieszkają w nich ludzie z emeryturami po kilkaset złotych. Mogliby je sprzedać, kupić sobie mieszkanie i zostałoby im jeszcze na dokładanie do emerytury (cena ziemi sięga tam 3 tys. za m kw.) Ale nie mogą, bo nikt nie kupi ruder, z którymi nic nie wolno zrobić, bo są zabytkami!
A podobno, zgodnie z Konstytucją, Rzeczpospolita Polska chroni prawo własności. Jak chroni, jeśli konserwator zabytków może wyzuć właściciela z prawa rozporządzani własnością tak, jak on chce? Wpisywanie nieruchomości do rejestru zabytków jest swoistą nacjonalizacją, czy więc w przypadku braku zgody właściciela na taki zaszczyt, nie powinno się odbywać tylko za odszkodowaniem?
Może wszystko wyjaśnia innych przepis Konstytucji, zgodnie z którym Rzeczpospolita Polska nie jest jakimś tam zwykłym państwem prawa, tylko państwem prawa budującym społeczną gospodarkę rynkową. Pan konserwator właśnie ją buduje.
Dr Robert Gwiazdowski jest członkiem honorowym Stowarzyszenia KoLiber. Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Autora.
------
Wejdź na Play.KoLiber.org
Przyłącz się do naszej akcji!



Komentarze
Pokaż komentarze (12)