– Pierwsza jaka przychodzi do głowy? Ciężko liderować dwustu liderom! (śmiech) Najważniejsze to chyba te dotyczące własnej osoby. Może to wina ekstrawertycznej natury, może braku czasu. Może technicznego wykształcenia, przez które swoje wypowiedzi ograniczam do niezbędnego minimum, bez ozdobników i lania wody. Często takie, wręcz, skróty myślowe mogły być odbierane jako szorstkie, autorytarne polecenia. Gdy dostaję czyjś głos, to tak jakbym podpisał kontrakt, coś obiecałem i muszę się z tego wywiązać. Gdy podczas pracy problemy zamiast się rozwiązywać, to się mnożą, a do tego dojdzie czyjś złośliwy, zupełnie bezpodstawny komentarz, trudno utrzymać nerwy na wodzy. Poza tym nie ma nic bardziej demotywującego. Cóż, ja przepraszam za niektóre wypowiedzi ale proszę też każdego innych KoLibrantów o taką refleksję nad swoim zachowaniem. Dla wspólnego dobra.
– Rozmowy w przedwyborczą noc prowadziłem do 7 rano więc można powiedzieć, że byłem mocno zmobilizowany. Choć wątpię, że to właśnie one przesądziły o wyniku (śmiech). Zdecydowały doświadczenie i pewne cechy charakteru, co chyba najbardziej widoczne było właśnie podczas debaty. To był ciężki miesiąc, w ostatnim tygodniu jeszcze akcja „antyPlay'owa”, potem długa noc i jeszcze dłuższy dzień. Żałuję, że nie mogłem zostać na całej imprezie w Hybrydach ale obaj z Dominikiem słanialiśmy się na nogach. Dziękuję raz jeszcze Danielowi za przetransportowanie mnie bezpiecznie w obie strony.
– Ania Czarnowska to była „oczywista oczywistość”. Nie tylko niesamowicie poprawiła ściągalność składek, ale przede wszystkim zrobiła, po czasie zaniedbań, porządek w papierach, co było zadaniem bardzo trudnym. Do dzisiaj czuję zażenowanie, gdy pomyślę jak została przez niektórych potraktowana pod koniec kadencji. Arka Kotowskiego znam niemal od początku mojej przygody z KoLibrem, od Rady w Trójmieście, na której powołano Oddział Gliwice. Działa w Stowarzyszeniu od bardzo dawna, posiada niezwykłe doświadczenie i kontakty. O Adamie Witkowskim, Karol Wyszyński i Leszek Sierocki opowiadali mi w superlatywach już ponad pół roku temu. Jacek Spendel i Krystian Dąbek – rzecznik, to próba budowania zarządu „ponad podziałami” po odmówieniu przez Dominika przyjęcia funkcji wiceprezesa. Pierwszego przedstawiać nie trzeba, a drugi to kolejna młoda gwiazda. 25-latkowie mają, niestety, coraz mniej czasu dla KoLibra i już powoli odchodzą na „emeryturę”. Staram się więc wciągać w poważniejsze działania młodych wiekiem, przykładem Ania, Zuza Stamirowska, Kamil Ciszek, Krystian, Adam – chciałbym żeby za dwa lata, a może już nawet za rok to oni byli liderami kierującymi Stowarzyszeniem.
– Kiedyś życie KoLibra było łatwiejsze; rządziła lewica, wiadomo było, co należy robić. Sytuacja polityczna się zmieniła i mimo że „prawicowe” partie nie są spełnieniem naszych marzeń to mimo wszystko są prawicowe i nie chcemy ich atakować zbyt mocno. KoLiber w tym czasie powinien skupić się na swojej funkcji edukacyjnej: wykłady, konferencje, szkolenia „do wewnątrz” ale też „na zewnątrz”, międzynarodowy Camp, szkoła letnia, zimowa. Na ten rok przewidzianych jest kilka dużych eventów oraz akcji promocyjnych. Potrzebna będzie praca wszystkich KoLibrantów. Jeśli całą pracę weźmie na siebie garstka ludzi nie osiągniemy celu, jednak jeśli każdy z nas poświęci w miesiącu jedynie kilka godzin dla KoLibra efekt może być niesamowity! Już teraz zarezerwujcie sobie czas na Konwent Nadzwyczajny, bo będzie... nadzwyczajny!
Chciałbym żebyśmy stali się... ważni. Zawsze marzyłem o KoLibrze jako prawicowej mieszance Ordynackiej i „Krytyki Politycznej”. Więcej „naszych” publicystów, więcej „naszych” polityków, więcej „naszych” wykładowców to więcej „naszej” Polski. Bierzmy przykład z lewicy – opanujmy szkoły, media, sztukę. Zmieńmy wiedzę, wyobrażenia społeczeństwa, następnie poglądy, aż wreszcie zachowania. Oczywiście to nie jest praca na jeden rok. Oby KoLiber trwał wiecznie. Rzuciłem kiedyś takie hasło: „Mniej Korwina, więcej Gowina”. Nie chodzi tu wcale o zwrot w stronę Platformy, ale o skok jakościowy. Jest taka konserwatywno-liberalna organizacja w Polsce, która cały czas robi to samo w ten sam sposób, ale oczekuje odmiennych rezultatów. Szaleństwo! To jak myślimy wpływa na to, jak działamy, a to jak działamy wpływa na wynik.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)