Znalazłem między książkami pamiętnik Stryja Erazma. Inż. Erazm Fryczkowski człowiek ciekawy, przedwojenny, ale i taki który odnalazł się w rzeczywistości powojennej nie kolaborując ludźmi bez honoru, jacy to nastali po roku 1945 i czas ich nie przeminął do dziś. Jako pierwszy z braci zdobył wykształcenie i pomagał kolejnym kształcić się. Warunek był jeden – opłacał braciom tylko studia lekarskie.
Nie był to taki feblik. Po prostu spotkał się w swym życiu z sytuacjami ekstremalnymi i wykalkulował że kto jak kto ale lekarz przeżyje w każdych warunkach..... Stąd w rodzinie Fryczkowskich tylu lekarzy. Czy wykalkulował dobrze?
Znalazłem tylko jedno zdjęcie nieudolnego szkicu węglem. W rzeczywistości był to przystojny mężczyzna, sypiący w towarzystwie mnóstwem autentycznych historyjek, przeważnie z morałem... Nieco bałaganiarski stary kawaler, który zawsze mi imponował tym ze uczył się, pisał i rozwijał do samego końca. No i ta kawa mielona w młyneczku tureckim, który mam i używam do tej pory z nieodłącznym odliczaniem 52 ziaren kawy....
Czy są potrzebne takie wspominki teraz, „gdy szybki efekt myśl połyka” .
Ocenisz sam Czytelniku...
Robert Fryczkowski


Komentarze
Pokaż komentarze