Od petersburskiego Instytutu Górnictwa do Politechniki Śląskiej
PABIANICE
Urodziłem się 15.VIII. 1890 roku w mieście Pabianice koło Łodzi. A więc należę do pokolenia które było świadkiem wielu wydarzeń w świecie, a w niektórych samo brało udział. Narzekać na nudę pokolenie to nie może. Również nie dane było temu pokoleniu cieszyć się zbyt długo dorobkiem z jakiegoś okresu życia swego. Wypadki Historyczne zmiatały z trudem zdobyte osiągnięcia i zmuszały do dostosowywania się do nowych warunków i zaczynania omalże wszystkiego od nowa.
Urodziłem się w Pabianicach, a więc w mieście, którego byt mieszkańców był głównie związany z rozwojem przemysłu włókienniczego. Mój ojciec również związany był z tym przemysłem, gdyż pracował jako urzędnik w faabryce włókienniczej „Akcyjne towarzystwo R. Kindler” Matka, córka dość zamożnego masarza, przez swych braci – tkaczy, właścicieli małych fabryczek tkackich, doskonale orientowała się w zagadnieniach pracy i możliwościach zarobkowych różnych zawodów. Matka zajmowała się tylko własnym gospodarstwem domowym. Szkołę powszechną, z językiem wykładowym rosyjskim ukończyłem w Pabianicach.
Rodzina nasza, poz ojcem i matką składała się z sześciu synów i trzech córek. Wszyscy mieszkali w dwóch pokojach i kuchni, we własnym drewnianym domku mającym ze sto lat, odziedziczonym przez matkę.
Mówiąc w domu stale językiem polskim zapomniałem, że w szkole trzeba mówić po rosyjsku (zresztą trudno mi jakoś wchodził do głowy ten język) , więc parę razy dostałem za polskij jazyk porządne klapsy linijką w dłoń. No ale jakoś szkołę tę ukończyłem.
W owe czasy ideałem rodziny mieszczańskiej było mieć wśród siebie księdza. :Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie ubodzie” - mówiono. Rodzice postanowili wyszkolić mnie na księdza...
cdn.
Erazm Fryczkowski.


Komentarze
Pokaż komentarze