Pewnego razu (rok 1905) wracając z gimnazjum, trafiłem na pochód, znów z pieśnią „Krew naszą...” Naturalnie przyłączyłem się. Pochód szedł główną ulicą Łodzi, Piotrkowską. Nie potrzebuję opisywać, opisywać, jakie było moje przerażenie, gdy naraz zaczęto strzelać do tłumu. Każdy uciekał, gdzie mógł. Ja również wbiegłem do jakiejś kamienicy i, dla pewności, pobiegłem na trzecie piętro. Gdy uciszyło się po jakiejś godzinie wyszedłem na ulicę.
Wypadki rewolucji 1905 roku bardzo głęboko wryły mi się w pamięć . Nawet późniejsza Rewolucja Październikowa nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Nastroje po rewolucji roku 1905, aczkolwiek się wszystko uciszyło, były wśród mieszkańców już inne. Zaczęto patrzeć na wszystko krytyczniej.
Gdy w Pabianicach w 1906 roku jakiś policmajster, Niemiec z Kurlandii (dzisiejsza Łotwa) chcąc się przypodobać swym władzom aresztował jakiegoś PPS-owca, trzymał go trzy dni na odwachu, a potem wyprowadził w pole i bez sądu zastrzelił jako kramolnika – wroga cara, znaleźli się ludzie odważni (dr.Eichler), którzy zaalarmowali generał-gubernatora, a nawet władze w ówczesnym Petersburgu, spowodowali przyjazd komisji i usunięcie policmajstra. Wszystko to dobrze pamiętam, gdyż komenda policji znajdowała się w odległości 200-300 m. od naszego domu i cała ulica przeżywała i komentowała ten wypadek.
Czas płynął. W roku 1910 ukończyłem gimnazjum. Jaką karierę sobie obrać> Rodzice nie nalegali już, abym poszedł na księdza. Uważali że po ukończeniu ośmiu klas można wybrać coś lepszego. Nie było się kogo poradzić. Dowiedziałem się że jest książka Samulewicza „Poradnik dla wstępujących do szkół wyższych”, z której można zorientować się, jaką obrać drogę życiową. Sprowadziłem książkę. Z książki tej wynikało, że najlepszą karierę można zrobić, poświęcając się górnictwu. Autor przytaczał bardzo wysokie zarobki inżynierów górników. Jednocześnie olbrzymia ilość kandydatów do Instytutu Górniczego (odpowiednik Akademii Górniczej) w Petersburgu też była wskazówką, że nie pchali by się tam tak na próżno. Dowiedziałem się następnie, że kilku uczniów z Łodzi zdawało do Instytutu i wszyscy oblali. A nuż, spróbuję – i posłałem świadectwo dojrzałości oraz prośbę o dopuszczenie mnie do egzaminu do Instytutu w Petersburgu. Kułem całe trzy miesiące algebrę, geometrię, trygonometrię, fizykę, a nawet teoretyczną arytmetykę, gdyż był taki egzamin. Pojechałem i zdałem. Przyjęto wówczas sto pięćdziesiąt osób na dwa tysiące czterystu zdających. Nigdy przedtem kopalni nie widziałem. Była to wyprawa w przyszłość po omacku.
Cdn..


Komentarze
Pokaż komentarze