19 obserwujących
198 notek
150k odsłon
1548 odsłon

Fizyka w NASA pisana 'wężykiem'.

Wykop Skomentuj29

image 




We 'Freefallu' tej bulwy wystrzelonej z armaty Newtona to jest tyle samo tego 'free' co miał niejaki Sołżenicyn w gułagu. On mógł uciec, przeskakując przez płot obozu i luźnym truchtem ruszyć w dowolnym kierunku przez tajgę, wtedy by go wilcy pożarli na ciepło. Mógł też z wyczerpania przysiąść w śniegu pod malowniczą jodłą syberyjską i zamarznąć, wtedy go wilcy pożarły na zimno. Tyle samo 'free' ma ta bulwa z armaty Newtona. Ona może sobie 'free' okrążać armatę (z podstawą) po 'apo-' albo 'peri-' elipsie, będąc uwiązaną za środek ciężkości na sznurku siły grawitacji, która to znana wszem i wobec siła nieprzerwanie ciągnie tę bulwę w inną stronę, niżby ona chciała naturalnie, znaczy "nic ino precz" po prostej od tego towarzystwa Słońce, Ziemia, Księżyc i te inne. Czasem 'peri-' = 'apo-' , co by oznaczało, że głodny wilk zaczaił się tuż za płotem gułagu.

I tutaj przechodzimy do sedna rozważanego problemu, o którym to sednie "Freefall" całe zastępy fizyków już pióra strzępiły i kałamarze osuszały. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować Mistrza Wojciecha M. do a'proposu sedna: "Czy ci ludzie w jednej chwili tacy mądrzy sie zrobili, czy to sedno się zrobiło takie duże". 

Rzeczony 'Freefall' należy do całego wachlarza, albo bukietu (żeby nie powiedzieć 'wykwitu') pojęć dzisiejszej fizyki urzędowej, którym to wachlarzem fizycy urzędowi, opłacającemu ten wachlarz  podatnikowi, próbują zaprezentować miraż wietrzyku, wrażenie świeżej bryzy naukowej, że już za chwilę, tuż za rogiem czeka na tegoż podatnika wiedza o 'WSZYSTKIM', o 'CAŁOŚCI WSZECHWIATA', czyli ta poszukiwana TOE (czyli, znaczy jej mit (nie mylić z MIT!)). Tutaj pozwolę sobie z dużym szacunkiem zacytować do a'proposu wachlarza i sztucznego wietrzyka naszą szanowną i niepowtarzalną Panią Krystynę J. ("Guma do żucia"; Opole 1977). Fizyka zmieniła się w jakieś wyścigi konne, kwadryg, czy też indywidualnych dżokejów, gdzie  napisu 'META' jeszcze nawet nie zamontowano na stadionie, ale wszyscy już biegają w kółko wierząc, że im droższego rumaka dosiądą tym szybciej dojadą do mety. Tylko nikt nie pomyślał o tym, żeby przed startem do wyścigu dojrzeć konie i uprząż, posprzątać stajnię i bieżnię. Przy okazji więc tych porządków w stajni spójrzmy na jednego z dorodniejszych rumaków Augiasza.

Koń jaki jest w podczerwieni, każdy widzi. 

image

Fig. 3 Koń jaki jest w podczerwieni

Kto nie wie dlaczego koń w podczerwieni taki jest, może już dalej nie czytać, reszta tego tekstu też mu nie pomoże. Zasadniczo można jeszcze zrozumieć, że nie wszyscy czytelnicy notek na S24N  od razu muszą zajarzyć o co z takim koniem w podczerwieni chodzi, kiedy im się go wrzuci w kontekście astronomii, na ich patelnię naukowych problemów znanych im bardziej lub mniej. Temat poleży na patelni, poskwierczy, się go potem zapomni i wywali razem z patelnią. Notki salonowe mają krótki czas rozpadu, pomijając już fakt, że wiele z nich narodziny ma też nad wyraz połowiczne.

Jeżeli jednak największa światowa agencja kosmiczna NASA, zżerająca miliardy w różnych walutach, z powodów kompletnie niezrozumiałych, też nie dostrzega jaki jest koń w podczerwieni, to sprawa jest już poważniejsza. Teleskop HST trochę grosza kosztował, a kiedy był jeszcze w powijakach, to się okazało, że nieco niedowidzi i okulista COSTAR musiał do niego parę razy podjechać na orbitę, żeby mu dioptrie podrasować. Po wizycie okulisty na orbicie, HST widzi już tak, że daj Boże zdrowie. Fotografie robi takie, że ja sam z otwartą gębą się gapię w te galerie NASA-HST i jestem mocno kontent, że takich czasów jeszcze dożyłem po Gagarinie, GEMINI,  APOLLO jednym, drugim i trzynastym(!). 

Nie mniej jednak, obok całego mojego podziwu i ukontentowania osiągami i fotkami, które nam NASA serwuje, pojawia sie też mały zgrzyt, taka zadra. Takie pytanie:

- czy teleskop HST był jedynym w tym programie NASA, który niedowidział i czy tylko on potrzebował okulisty, czy może potrzebują  też okulisty niektóre zespoły w NASA?

W roku 1998 poleciałem do Pasadeny, żeby dyskretnie i nienachalnie zwrócić uwagę zespołom analizującym fotografie i dane z misji kosmicznych VOYAGER tudzież fotografie z teleskopu HST, że w tych analizach niejakie nieścisłości się pojawiły. 

JPL Pasadena; Meeting on astrophysics with infrared surveys; (22.6-24.6; 1998)

Poleciałem do LA prywatnie, z własnej kieszeni i czystej troski o ogólność wiedzy ludzkości.

Naiwny chyba trochę byłem, bo pomyślałem sobie, że tam w tym USA-NASA to są tacy ludzie, no tacy fizycy, że 'o Jezu'. Że im to tylko postęp fizyki i nauki we łbie. I jak one te ludzie tylko wstaną rano z pościeli, to im ta troska o ten postęp fizyki po czerepie tak wali, że one spokoju nie mają te ludzie do wieczora. Okazało się jednak, że najczęściej niestety to wali tym ludziom po czerepie  nocny klub z poprzedniej nocy w Hollywood, bo Pasadena to tylko taka okoliczna wioska przy LA.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie