Portal kavkazcenter.com donosi, że w Dagestanie zginął jeden z dowódców partyzantki na Kaukazie - Rabbani Chaliłow. Rosjanie dowiedzieli się, gdzie ukrywa się Chaliłow i przypuścili atak na wioske Kuzył-jurt. Strzelaniną chałupy, w której dowódca partyzantów siedział, nie wzięli, ale za to po całej nocy oblęzenia ściągnęłi dwa czołgi. W wyniku "operacji specjalnej" Chaliłow zginął pogrzebany pod gruzami domu.
Dowódcy się wykruszają. Basajew zginął, po jego smierci partyzantka poszła w rozsypkę. Giną kolejni przywódcy bojowników, a Rosja hoduje sobie kolejne pokolenie, utrzymując udręczoną Czeczenię w stanie permanentnej wojny domowej.
Po 11 Września świat milcząco przyjął do wiadomości, że czeczeńscy bojownicy to identyczni terroryści jak Al-Kaida. Putin i Kadyrow robia na Kaukazie co chcą. Nikt się nie upomni. Może czasem, gdy umrą czeczeńskie dziewczynki w polskich górach, uciekające przed mordem i gwałtem, ktoś przypomni sobie o istnieniu maleńkiej republiki na rubieżach Matuszki Rassiji. W Polsce może częściej niż gdzie indziej. Polakom od Rosji tez się dostało. A w powstaniu imama Szamila bili się z Rosjanami także Polacy.
Cisza zapadła nad Kaukazem. Świat milczy, nikogo nie obchodzą nieszczęśni ludzie, których jedyną winą jest marzenie o wolności.
Terroryzm należy zwalczać, ale ktoś stworzył potwora, który drzemie w wielu chłopcach na Kaukazie, rosnących bez ojców, dziadków, braci. W tej kulturze zemsta to obowiązek. Ci chłopcy, którzy dziś biegaja po ulicach Groznego bawiąc się w wojnę, któregoś dnia zemszczą się za swoje rodziny. Czy Putin chce, by Czeczeni wymordowali się nawzajem? To by było najprostsze rozwiązanie. Kłopot z głowy.
PS
Ja przepraszam, ale jestem przy jakimś dziwnym kompie, a w ogóle nie mam czasu, bo mam nową robotę. Od dziś Wasz Azjata robi w TVP.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)