Tusk doznał wczoraj apoteozy, jago „barwne”, „emocjonalne” przemówienie „zainspirowało” pana Barroso, inni eurodeputowani zgadzali się z tym myśląc, że ich głos coś znaczy. Tusk dał im nadzieje i podniósł na duchu, stał się bożkiem ludu Europy. Dziennikarzyny w Polsce dokonały krajowej apoteozy. Tylko zwróćmy uwagę na to, że Tusk od dawna mówił o naszym kraju, że jest w nim tak dobrze, że lepiej już się nie da, więc po co nam optymizm, przecież już wszystko jest sto razy bardziej rozwinięte niż gdzieś indziej. Czy wyleczonemu, potrzebny jest optymizm do wyleczenia choroby, czy zadłużonemu, który spłacił swoje długi wciąż potrzebna jest pomoc pozytywnym myśleniem? Nie wiec po co Polsce Tuska optymizm, teraz przekazywany także Europie Tuska. Trochę hipokryzji w tych zagrywkach PR-owych, albo przemawia przez Tuskową demagogię jego podświadomość, a wtedy w Polsce już nie jest tak dobrze.
„I wszystko byłoby tak pięknie, gdyby jakieś Polaki, brytole i ćpuny z Holandii nie włączyły się do rozmowy. Ziobro zapytał mnie o wolność słowa, no to wpadłem, ale potem widzę Siwca, Kamińskiego i jakiegoś z PO, ale jego nie znam.” – zapewne radował się Tusk.
Podobno wyeksportowali dużą część naszego krajowego obciachu, a z kamińskiego na nasze, oznacza to, że PiS znów się miesza, do herbacianych spotkań Tuska w Europie. Gladiatorzy z Polski zrobili szopkę i ośmieszyli kraj gadaniną o wolności słowa – taki wczoraj przekaz płynął z Polskich mediów. Ale czy tak było naprawdę?
Trochę nie podobało mi się, że Ziobro tak dość brutalnie zaatakował Tuska. Nie, w sumie to, to było najlepsze posunięcie. Tylko, że nie wolno na tym poprzestać, bo wtedy PiS i Ziobro wyjdzie na polityka okazyjnego, czyli takiego, który mając okazje do ośmieszenia, ataku, naplucia w twarz, robi to bez pardonu, a reszta sie dla nich nie liczy. Politycy PiS muszą wciąż nagłaśniać sprawy ataku na wolność słowa. Trzeba przypominać o Antykomorze.pl, o Toli Donalda, o transparentach, o kibicach, o wszystkim tym co zbliża nas do państwa totalitarnego. Tak ważne kwestie nie mogą być pozostawione bez reakcji, a proces apoteozy Tuska musi zostać przerwany.
Media waliły dalej w PiS, twierdząc, że ich ataki na rząd w UE, były okropne, a dyskusja, którą zapoczątkował europoseł Ziobro była zażarta. Głupota całkowita, bo o ile pamiętam Berlusconi nazwał jednego niemieckiego europosła kapo*, a brytyjski deputowany pytał w głośnych słowach pana Rumpuya – „Who are you Mr. President?...” – „Kim pan jest panie prezydencie? Nikt tutaj pana nie zna, nikt w Europie pana nie zna! Kto na pana głosował? Ma pan przecież charyzmę mokrej ścierki!”** Inny brytyjski poseł nazwał Martina Shulza faszystą, folksdojczem i użył w jego obecności hasła - „jeden Naród, jedna Rzesza, jeden wódz”*** Czy to nie jest duży kaliber słów? Czy można je przyrównać do słów Ziobry, z zapytaniem co z naszą krajową wolnością słowa? Zdecydowanie nie. Media jednak, zmartwione zostały wizerunkiem Polski, ale jak mówi politolog prof. Roman Baecker – „Na wizerunek Polski ta debata w dużej mierze nie wpłynie.(…) To, że europosłowie należący do opozycji krytykują polski rząd, nie jest niczym dziwnym. Mówienie słów, które są krytyczne wobec Polski poza granicami kraju, nie jest czymś, co należy potraktować negatywnie.”****
Więc czy jest się czym martwić? Tym, że przenosi się politykę wewnętrzną Polski na areny międzynarodowe, tym, że władze swojego kraju za granicą się krytykuje i wytyka im błędy? Parlament Europejski i inne tego typu instytucje europejskie służą do reprezentowania swoich państw i poglądów, więc także do rozwiązywania swoich konfliktów wewnętrznych, bo na tym polega piękno i wytrwałość idei, że nie robi się sztucznych min za granicą by ładnie wyglądać, a trzeba reprezentować swoją wizję Polski. Inny politolog Leszek Jesień powiedział – „Myślę, że Parlament Europejski - tak jak każdy inny parlament - podlega naturalnej dynamice parlamentarnej, gdzie spór, czasami bardzo gwałtowny, jest jego cechą.” Stwierdził także, że jeżeli spór jest merytoryczny, to nie powinien nikomu zaszkodzić.^ Więc czyż nie po to stworzyli PE, by kłócić się również w nim? Chyba lepiej kłócić się o politykę krajową, a nie zabawiać się w Sejm i wymyślać coraz to bzdurniejsze rozporządzenia. Gdyby nie kłócili się o wewnętrzne sprawy, jajka uznaliby za warzywa, a pomidory musiałby być odpowiednio czerwone, a może już muszą…
__________________
*http://www.rp.pl/artykul/285566.html
**http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7603639,_Charyzma_
mokrego_mopa___Europosel_obraza_Van_Rompuya_.html (cytat z pamięci)



Komentarze
Pokaż komentarze (21)