Każdy kibic piłkarski zna taki oto obrazek z boiska piłkarskiego. Zawodnik, który z jakiś powodów nie znalazł się w składzie podstawowym, a ma niemal pewność, że zostanie wpuszczony na boisko jako rezerwowy, w miarę upływu czasu, z coraz większa nerwowością spogląda na boisko i z niemym błaganiem z oczach spogląda na trenera. Gdy jeszcze do tego jego drużyna zaczyna, w miarę upływu czasu grać coraz słabiej, nerwowość narasta. Nie tylko wśród rezerwowych, ale i sztabu trenerskiego.
Nasz rezerwowy Kazio, jak dotąd stres związany z siedzeniem na ławce rezerwowych odreagowuje opluwając byłych kolegów z drużyny (dzięki którym nota bene stał się znaczącym graczem i do tego udało się mu zarobić ogromne pieniądze). Jego stres jednak niczym wobec stresu jaki przezywa sztab trenerski. W dobrze naoliwionej maszynce propagandowej, w PR walcu można by rzec, coś zaczyna trzeszczeć...akurat kapitan zespołu nie uczestniczy w podejmowaniu decyzji, szczerzy zęby do kiboli, pozuje fotoreporterom, czasem kopnie lekko piłkę
Nie wiem, dlaczego, ale okres, który powinien sprzyjać rozleniwieniu i myśleniu o wakacjach obfituje w PR „wrzutki”. Niby do wyborów bardzo daleko, sondaże od kilku miesięcy zafiksowane, a tu takie wrzenie.
W przeciągu kilku dni:
- Donek ujawnił (w oczywisty sposób chciał rozbroić jakaś bombę) że „palił i się zaciągał”. Miał być od tego cool, a się wygłupił.
- szybko przypuszczono atak na media ‘proPiSowskie”, że się bzdurami zajmują.
- nie pomogło, postanowiono leczyć Diabła Belzebubem i odciągnąć uwagę „zatrzymaniem współpracowników Macierewicza”. Miało być strasznie, miały wyjść na jaw kacze knowania przeciw demokracji. Jednak po tym jak agenci ABWehry nakryci w trakcie przeszukiwania dziecięcego piórnika i tornistra pościągali firmującym ich dziennikarzom spodnie – dramat zamienił się w farsę.
Tylko Lizut w TVN 24 stwierdził, że przecież „aneks” do raportu z likwidacji WSI od dawna krążył i był na sprzedaż. Na przytomne pytanie I. Janke dlaczego w takim razie nikt go nie kupił odpowiedział, „a u was bija Murzynów” to jest, że i tak winny jest wszystkiemu Lech Kaczynski, bo nie ujawnia aneksu.
No i dziś kolejna wrzutka,:
„Prawnicy ze znanej sopockiej kancelarii, prywatnie przyjaciele Lecha Kaczyńskiego, byli anonimowo właścicielami największej w Polsce firmy handlującej długami szpitali - pisze w dzisiejszej "Polityce" Bianka Mikołajewska
Zostawmy na chwilę bierzączkę, i spytajmy co jest grane. Toż to prawie kanikuła, a zadyma jak w środku kampanii. Czyżby „sztab trenerski” uświadomił sobie, że wobec fiaska rozwalania PiSu, a to z prawa, a to z lewa, pozostanie on największa partią opozycyjną. Uświadomił sobie, że nadymanie SLD, LiDu, „nowej lewicy”, czy jaki szyld na komuszym truchle akuratnie wisi, rokuje taką szansę na sukces jak załatanie pękniętej opony starą prezerwatywą.
Jest przeto problem, logika demokracji podpowiada, że w opozycji się nie traci poparcia. Ta sama logika podpowiada, że rządzący się zużywają.
Zatem można albo nic nie robić i czekać, aż wredne Kaczory wrócą do władzy, albo spróbować „zagrać Kaziem”. Tylko, jak w piosence: entliczek, pętliczek, co zrobią, kogo w przerwie, kogo tuż po przerwie.
Więc na razie pozostaje pogonić wypróbowanych towarzyszy na odcinku medialnym, by bardziej stanowczo kopali po kostkach....
Tylko, czemu, motyla noga, temu PiSowi nie spada dalej...



Komentarze
Pokaż komentarze