P. Wałęsą gardzę od lat 90 – tych, od czasu obalenia rządu Olszewskiego. Wtedy zastanawiałem się nad jego motywami, troszkę nie dowierzając, że był „Bolkiem”. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że tamte oskarżenia były jak najbardziej uzasadnione. Otoczony wyselekcjonowanymi przez „Kapciowego” współpracownikami – klakierami, prowadzony przez WSI, ułaskawiający gangsterów, roił sobie, że to on „robi politykę”, rozgrywa, wymienia zderzaki, wzmacnia lewą nogę. A tymczasem w sposób niesłychanie skuteczny rozmienił na drobne swoją legendę. Gdyby nie fakt, że publicznie szczycił się nie przeczytaniem, ani jednej książki, poleciłbym mu lekturę „Wesela” Wyspiańskiego, zwłaszcza jego zakończenia.
Ostatnio jednak przechodzi sam siebie, żeby było śmieszniej jego wypowiedzi są nagłaśniane przez „GW”, która ma nadzieję w ten sposób „dokopać Kaczorowi”. Jednego dnia nazywa prezydenta „łajniakiem”, następnego proponuję Lechowi Kaczyńskiemu picie z gwinta, by kolejnego nazwać nędznikiem.
Porządny człowiek, gdy idzie ulicą i zostaje zaczepiony przez śmierdzącego żula spod budki z piwem po prostu przyspiesza kroku. Nie wdaje się z menelem w polemikę. Polecam ten sposób Lechowi Kaczyńskiemu.
Nie wiem i szczerze mówiąc jest mi to obojętne czy p. Wałęsa cierpi na jakąś przypadłość psychiczną (jedni roją sobie, że są Napoleonami, inni, że „obalili komunę”), wiem jednak, że człowiek ten obalił swoja legendę równie skutecznie jak osławiony Hubert H. obala jabole. Żeby było śmieszniej „GW”, której onegdaj odebrał znaczek „Solidarności” nagłaśnia każda jego wypowiedź. Chcą zrobić na złość Kaczyńskiemu, a jedynie mu pomagają – skoro pluje na niego menel, to znaczy, że jest porządnym człowiekiem.
Życzę p. Wałęsie długiego życia, albowiem każdy dzień świadomości, że przejdzie do historii nie jako lider robotniczego buntu, ale jako SBecki kapuś jest dla niego najdotkliwsza karą. I niech ktoś powie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)