„Oficer” dla osoby wychowanej w tradycji patriotycznej stanowi synonim, oficera przedwojennego, czyli takiego „prawdziwego”. W odróżnieniu od tych ze społecznego awansu, w myśl zasady nie matura lecz chęć szczera....
Powiedzenie powyższe odzwierciedlało jedynie sytuację na początkowym etapie komunizmu w Polsce. Potem, wbrew pozorom, cała ta komusza swołocz łatwo uzyskiwała nie tylko matury, ale i dyplomy ukończenia studiów wyższych – zdawali egzaminy za to, że do nich przystąpili, uzyskiwali zaliczenia bez chodzenia na zajęcia. Więc powiedzenie miało znaczni bardziej symboliczne. Jak z wykształceniem było, tak było, ale ani matura, ani WUML, czy nawet normalny uniwersytet nie był w stanie w jednym pokoleniu z fornali i ich potomków zrobić oficerów podobnych do tych sprzed wojny.
„Oficer” przed wojną oznaczało osobę nie tylko zajmującą stanowisko w hierarchii służb mundurowych, ale osobę zajmującą z tej racji pozycję społeczna, towarzyską i zobowiązaną do godnego zachowania się. W myśl zasady noblese oblige. Polska tradycja nie różniła się zbytnio od tradycji innych cywilizowanych nacji, gdzie słowa oficer i dżentelmen można były ze sobą nierozerwalnie związane.
„Polski Kodeks Honorowy” Tadeusza Boziewicza stanowił: Pojęciem osoby, zdolnej do żądania i dawania satysfakcji honorowej albo krótko: osobami honorowymi lub z angielskiego: gentlemanami nazywamy (z wykluczeniem osób duchownych) te osoby płci męskiej, które z powodu wykształcenia, inteligencji osobistej, stanowiska społecznego lub urodzenia wznoszą, się ponad zwyczajny poziom uczciwego człowieka.
Tedy, kiedy słyszę w telewizji, jak swołocz najgorszego autoramentu określa się mianem „oficerów” krem mnie zalewa. W TVN24 Jana Lesiaka określano „oficerem UOP”, o weryfikowanych funkcjonariuszach WSI z lubością pisze GW jako o „oficerach WSI”, w relacjach prasowych pojawiały się doniesienia o „procesie generałów Ciastonia i Płatka” przykłady można mnożyć w nieskończoność, tylko po co.
Z takiego Dukaczewskiego, taki oficer w rozumieniu przedwojennym tego słowa jak z przysłowiowej koziej trąba. Lecz wiadomo, nie kąsa się ręki która karmi, ma taki dziennikarz z łaski funkcjonariuszy dawnych służb i ich agentów robotę, to i do Lesiaka będzie się zwracał per „panie półkowniku”, i zaanonsuje rozmowę z „byłym wysokim oficerem UOP”.
Zresztą co się dziwić szeregowym bojownikom z frontu ideologicznego – skoro Oberautorytet orzekł, że Kiszczak i Jaruzelski byli ludźmi honoru.
Tylko, taka wasza mać, przy okazji plujecie na groby oficerów z Katynia, Charkowa, Miednoje, z bezimiennych mogił na śmietnikach koło katowni UB, stawiając ich w jednym szeregu ze swołoczą z ruskiego nadania trzymającą pod butem Kraj Priwislański.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)