Fredd Fredd
120
BLOG

Helena Wolińska w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 8

Po tym jak Europejski Nakaz Aresztowania Heleny Wolińskiej wydany przez polski sąd Anglicy wrzucili do szuflady, gdzie przeleży do śmierci podejrzanej staje się jasne, że Fajga Mindlak-Danielak nigdy nie stanie przed polskim sądem. Ponieważ rząd Jej Królewskiej Mości nie słynął nigdy z tego, że komunistycznych zbrodniarzy broni niczym panowania na morzach należy zadać sobie pytanie why? 

Odpowiedź jest oczywista i w zasadzie jedyna możliwa: Hela po tym jak prysnęła z komuszego raju (taka to przykrość niektórych spotykała, że z biednej, siermiężnej, gomułkowskiej Polski „byli zmuszani do wyjazdu” na zgniły dostatni Zachód) puściła farbę...  

Po traumie związanej z Philbym i jego kompanami, Anglicy bardzo skrupulatnie prześwietlali kandydatów na imigrantów. Tymczasem nie tylko pozwolili osiedlić się wysokiej rangą funkcjonariusz organów „bezpieki”, ale po dwóch latach przyznali jej obywatelstwo. Nie wierząc w przypadki, jestem pewien, że w zamian za możliwość osiedlenia się i obywatelstwo Helena Wolińska podzieliła się swoją obszerna wiedzą z MI-5 i MI-6. Pamietać nalezy przy tym, że Wolińska nie była po prostu prominentną prokurator wojskową. Była w latach 1942-1956 żoną Franciszka Jóźwiaka (członka Biura Politycznego KC PPR /PZPR 1948 - 1956; 1944-1949 komendanta głównego Milicji Obywatelskiej i równolegle od 1945 wiceministra bezpieczeństwa publicznego (MBP)  Więc musiała posiadać olbrzymią wiedzę na szereg interesujących wywiad i kontrwywiad tematów. Każdy przyzna, że w tej sytuacji obywatelstwo w zamian za choćby wskazanie kilku komunistycznych agentów (nie musiała znać nazwisk – wystarczyło, że dzięki niej Anglicy dowiedzieli się ile na ich temat wiedzą w bloku wschodnim) to doskonały interes.

Z opisanych powyżej powodów wydanie cennego agenta posiadającego obywatelstwo Zjednoczonego Królestwa nie wchodzi w rachubę. Niech sobie tam nad Wisłą wydają jakie chcą nakazy aresztowania.  

Anglosaskie no, jest kulturalniejsze od ruskiego nie’t i sprowadza się do przewlekania sprawy w nieskończoność – tak jak odtajnienie archiwów w sprawie Sikorskiego (utajnienie na kolejne 50 lat) i naszej „dwójki” (te ostatnie „zniszczono” – no co poradzimy, mówią Anglicy, jak zniszczono to ich nie mamy, isn’t it clear?). Ruscy mówią niet’ do dodają paszoł wont,  ale w sumie chodzi o to samo  

Jeżeli powody, dla których nie uda się ściągnąć do Polski Wolińskiej są oczywiste dla mnie, to od dawna musiano o tym wiedzieć w Prokuraturze, IPN i gdzie tam jeszcze. Zatem, całe to ściganie Wolińskiej to hucpa nie warta zainteresowania. Tylko, że jak zwykle sprawa ma kilka wątków ubocznych – ciekawszych niż sama sprawa Wolińskiej. 

  1. Dlaczego nie wydano ENA za Stefanem Michnikiem? Nie będę obrażał inteligencji czytelników wyjaśnianiem tej oczywistej oczywistości...
  2. Dlaczego polski sąd wydając na podstawie ENA Jakuba T.  (nota bene uważam, że słusznie skazanego!)  stwierdził, że nie może badać merytorycznej zawartości ENA, a jedynie jego stronę formalną. Nie może, bo rzekomo „musimy mieć zaufanie do wymiaru sprawiedliwości innych krajów unijnych i tylko o ile będziemy bezwarunkowo wydawać własnych obywateli inni będą nam wydawać swoich  

Sprawa powyższa pokazuje, że zbrodniarzy komunistycznych nie chce się u nas ścigać. Robi się medialny show – takie łapanie króliczka, by go przypadkiem nie złapać. A Polska to taki śmieszny kraik, z którym nikt poważnie się nie musi liczyć, bo co im zrobimy – wycofamy swoich hydraulików? Kto by tam reputacje wywiadu i kontrwywiadu jej Królewskiej Mości szargał dla jakiś świstków wydanych przez sąd Republiki Bananowej nazywanej RP.

Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka