Fredd Fredd
72
BLOG

Rykoszet czyli dopóki piłka w grze

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 4
W obliczu sukcesu Lecha Kaczyńskiego, jakim była jego wizyta w Gruzji, niechętne mu media wraz z popieranymi przez nich szamanami od cudów gospodarczych wpadli w panikę. Ktoś wymyślił, że sukces ten najłatwiej zdyskredytować strasząc Polaków reakcją Rosjan na słowa prezydenta. W jednym chórze TVN z GW, przytaczając opinie dyżurnych „politologów” krytykowały drażnienie rosyjskiego niedźwiedzia. Odbicie tej nagonki można było znaleźć nawet tu, pewna blogini intelektu, z wdziękiem godnym wielkiej damy, stwierdziła, że „Kaczyński ugryzł rosyjskiego niedźwiedzia w tyłek sztuczną szczęką”.  Nagonka trwała może...2 dni. Bardzo szybko co bardziej bystrzy wrogowie Kaczyńskiego pokapowali się jak bezsensowna strategię wybrali. Strasząc Polaków Rosją pomagają Kaczyńskiemu. Oczywistym jest, że skoro mamy powody do obaw to potrzebujemy prezydenta zdecydowanego i odważnego, a nie szczerzącego się błazna w peruwiańskiej czapeczce i krótkich porciętach. Wielka szkoda, że tak szybko się zorientowali  Powyższy przykład pokazuje, że nie jest tak, że przeciwnicy Kaczyńskiego są nieomylni i bezlitośnie punktują jego każde potknięcie. Przeciwnie, sami popełniają sporo błędów, a negatywny obraz prezydentury wynika z faktycznego władztwa nad mediami mainstreamu jaki sprawują.  Można podać inny przykład, „atak Palikotem”. Strategia przemyślana i skuteczna...tyle, że przedwczesna. Kolejne chamskie wypowiedzi Palikota, po prostu się ludziom znudziły i nie robią na nikim większego wrażenia – poza może osobami skrajnie nienawidzącymi Kaczyńskiego (tyle, że to przekonywanie przekonanych). Gdyby Palikot rozpoczął swoje akcje na pół roku przed wyborami miałoby to sens. Porównajmy „atak Palikotem” z „atakiem Wermachtem” w wykonaniu Jacka Kurskiego. Kurski nienawidzący osobiście Tuska (wiem o czym piszę, zapewniam) unikał publicznego opluwania go...aż do pamiętnej konferencji prasowej. Trzeba nie tylko wiedzieć co zrobić, ale i kiedy. Palikot to doskonała ilustracja powiedzenia znanego każdemu brydżyście: „as bierze raz”, które sprawdza się jak widać w polityce.      Gdyby istotnie było tak, że PO miałaby poparcie 50+ procentowe, to Tusk (a w zasadzie osoby, które mówią mu co ma robić) nie zawahałby się przed doprowadzeniem do przedterminowych wyborów. Tyle, że jest to poparcie sondażowe, a nie realne. W mojej ocenie wynik takich wyborów sprawa otwartą, choć najprawdopodobniej wygrałaby PO kilkoma procentami przed PiS, zaś w Sejmie znalazłaby się jeszcze SLD. Czyli byłoby to klasyczne zamienienie siekierki na kijek.  W sytuacji politycznego klinczu między PO, a PiS kluczowe znaczenie ma prezydent. Stąd tak wściekłe ataki na jego osobę. Wybory 2010 roku nie tylko wyłonią osobę, która ten urząd będzie pełnić przez następne 5 lat, ale też zdecydują o tym, czy pod koniec tej kadencji powstanie rząd PiS-PSL plus jakieś resztki PO (ewentualnie rząd mniejszościowy PiSu po cichu wspierany przez PSL i SLD).  Uważam, że gra o prezydenturę będzie się toczyła do końca. Wałęsa przed wyborami 1995 r. miał 3% poparcie, ostatecznie minimalnie ulegając Kwaśniewskiemu w II turze (prawdopodobnie jedynie dlatego, że, sprytnie sprowokowany, chciał mu telewizji podać nogę).  W istocie to nie salonowe media mogą zaszkodzić Kaczyńskiemu, ale „pożyteczni idioci” w rodzaju ks. Isakowicza - Zaleskiego, który obraził się na Kaczyńskiego za to, że  wybrał dobre stosunki z rządzącymi Ukrainą post-banderowcami, a nie powiedzenie prawdy o Wołyniu. Ładnie byśmy wyglądali w obliczu konfliktu w Gruzji, kłócąc się z Ukraińcami.  Podsumowując, szansę Kaczyńskiego na reelekcję oceniam na jakieś 40%, szanse Tuska na Prezydenturę na 10%, na 50% oceniam prawdopodobieństwo tego, iż w obliczu spadających słupków, Ci Którzy Pociągają Za Sznurki znajdą innego kandydata. Tak jak Cimoszewiczowi dali do zrozumienia, że może już sobie wracać do Białowieży.                   
Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka