Fredd Fredd
79
BLOG

Typowa dwuwarstwowość życia

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 2

„Podpisywało się jedno, a robiło drugie" - mówi profesor Wolszczan. Co profesor podpisał to z grubsza wiadomo, co robił mniej więcej też. 48 spotkań z SBekami to troszkę zbyt wiele jak na rutynowe rozmowy przed wyjazdem zagranicznym, ale co tam.  

Tradycja kapowania na UMK wśród kadry jest równie stara jak sam uniwersytet. Kapował Śliwiński (ober autorytet w dziedzienie prawa karnego, promotor obecnego ober autorytetu Mariana Filara), kapował Błażej Wierzbowski – delegat na I zjazd solidarności, kapowali też inni – zresztą czas pokaże.  Na wydziale prawa jedna z sal wykładowych jest nazwana imieniem Śliwińskiego, nawet po ujawnieniu jego przeszłości władze wydziału odmówiły zdjęcia złotych literek z nazwiskiem donosiciela.  

Wolszczanowi należy oddać tyle, że chyba się swojej przeszłości wstydzi, o czym świadczą jego wykręty by nie przyjąć honorowego obywatelstwa Torunia. Dobre i tyle, rektor Ceynowa nie zdobył się na odrobinę nawet wstydu. Ponadto Wolszczan stwierdza uczciwe, że nie był szantażowany, nie grożono mu. Tłumacząc z polskiego na nasze – mając do wyboru kiszenie się w mlekiem i miodem płynącej Polsce towarzysza Edwarda, wybrał zgniły zachód. Trzeba było troszkę podonosić, ale to drobiazg. Czegóż się nie robi dla kariery.   

Pamiętam ze studiów opowieści prof. Jasudowicza, jak nie był wypuszczany na miedzynarodowe konferencje, jak mu Sbecy zapowiedzieli., że się może, ale wyżej doktora nie podskoczy i o habilitacji może jedynie pomarzyć. Skoro było tak, że na zgniły zachód puszczano kapusiów, a tych co odmawiali zatrzymywali, to trzeba sobie przejrzeć notki biograficzne i zobaczyć, kto i ile razy wyjeżdżał. Po czym czekać, aż porządkujący archiwa IPN znajdzie teczkę delikwenta. Mam swoich kandydatów, ale spokojnie poczekam....użiwiom.  

Mam swój typ, prawie pewniak, podpowiem, że wzorem Sliwińskiego i jego nazwiskiem nazwano jedną z sal wykładowych na wydziale prawa UMK. Piękne złote literki.   

Mam wrażenie, że kadra naukowa, która rozpoczynała kariery w latach 70 tych i początku 80-tych (a to oni nadają kształt nauce polskiej) jest nasycona kapusiami, niczym dobra kasza skwarkami, by zacytować klasyka to jest Pawlaka z filmu sami swoi. Stąd, opór środowiska wobec jakiejkolwiek próby lustracji. I zoologiczna wprost nienawiść wobec „dzikich lustratorów”. 

Jest wszakże jeden wyjątek, gdy można za pomocą pomówień zniszczyć znienawidzonego rywala. Tak, jak zrobili Zoll i Cwiąkalski (pisałem kiedyś o tym) z profesorem Mąciorem. Był to klasyczny przypadek dzikiej lustracji, tyle, że w wykonaniu salonowych autorytetów. Czyli: Kali kraść krowę, to być dobrze.     

Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka