Nie mam w zwyczaju udzielać porad finansowych, tym bardziej nie proszony, czasami jednak człowiek nie może sobie odmówić…Ludzie pożyczajcie w dolarach!!! Dolar jest martwy jak ptak Dodo, najlepiej kupujcie za ten kredyt ziemię rolną (ewentualnie złoto)
Wszyscy słyszeli zapewne o bankructwie jednego z większych banków w USA i zawirowaniach na giełdach. Osoby mniej zainteresowane mogły przeoczyć w jaki sposób amerykańskie elity (ponadpartyjny konsensus – jak zawsze gdy idzie o wydawanie pieniędzy podatników) postanowiły zapobiec kolejnym upadkom banków i czemuś co określa się jako kolaps całego sytemu finansowego (nikt nie wie jak to miałoby wyglądać, ale komentatorzy z przejęciem o tym piszą). Otóż, postanowiły zadłużyć i tak zadłużonego podatnika amerykańskiego w stopniu wprost niewyobrażalnym – po prostu, rząd (a więc podatnicy) ma kupować bezwartościowe obligacje oparte na kredytach hipotecznych płacąc…w zasadzie to nie do końca jeszcze wiadomo czym.
Zanim przejdę do dalszych rozważań, dla osób którym się nie chce czytać dalej wyjaśniam, co to oznacza: inflacja w USA, a może i hiperinflacja i dolar w perspektywie kilku lat (IMHO góra 4 ) po 50 gr. Niewyobrażalne? A pamiętacie funciaka po prawie 8 zł…
Przejęcie przez rząd USA kupy (także w sensie dosłownym) bezwartościowych obligacji oznacza jedno DODRUK PIENIĄDZA, a to ZAWSZE OZNACZA INFLACJĘ. Niewykluczona jest także hiperinflacja, wszystko zależy od tego ile pieniędzy się dodrukuje. Oczywiście, Jankesi nie będą drukować banknotów w sensie dosłownym, będą emitować obligacje, będą „stymulować płynność banków” poprzez pożyczki z FED (kto je odda?). Tu nie ma pytania „czy” ale „kiedy”. Skoro główny macher – sekretarz skarbu mówi, że przejecie długów to wydatek rzędu 600 MILIARDÓW dolarów, to znaczy, że podatnicy powinni szykować…ze dwa biliony (zresztą tak naprawdę nikt nie wie ile tego będzie). W takich sprawach rządy zawsze oszukują obywateli (pamiętacie jak nam Balcerowicz w 1990 r. obiecywał pół roku zaciskania pasa?).
Skoro wiemy, że dolar spadnie na twarz to oczywistym jest, że powinniśmy pożyczać w dolarach, a nie we frankach. Na dewaluację dolara nałoży się umocnienie złotówki względnie koszyka walut przed przyjęciem EURO. Jest to część niemieckiego planu likwidacji polskiego przemysłu eksportującego cokolwiek. Kurs walutowy plus limity emisji CO2 i po polskim przemyśle.
Skoro już wiemy, że należy pożyczyć zielone, to dlaczego akurat ziemia rolna, a nie mieszkanie? Mieszkania są drogie, pewnie zdrożeją, ale mieszkań ciągle przybywa. Natomiast nie przybędzie nam ani hektar ziemi ornej (chyba, że podbijemy Białoruś), przeciwnie w związku z rozrastaniem się miast ziemi ubywa.
Jeżeli Kowalski ma mieszkanie warte ok. 200.000 zł i stały dochód bez trudu uzyska kredyt w dolarach w wysokości równowartości 100.000 zł. Kupi za to ok. 10 ha ziemi przeciętnej klasy. (III – IV), którą zaraz wydzierżawi okolicznemu rolnikowi za równowartość dopłat (ok. 500 zł na hektar). Dla rolnika to czysty zysk, bo ma ziemię…za darmo. Przy kredycie na 30 lat miesięcznie zapłacimy ok. 500 zł raty. Czyli mamy 10 miesięczne wakacje kredytowe, bo raty spłacamy z czynszu. A przyszłym roku…dolar już poniżej 2 zł
Za kilka lat sprzedajemy ziemię, spłacamy resztę kredytu. Załóżmy, konserwatywnie, że za 4 lata sprzedajemy ziemię po 15.000 za hektar i spłacamy kredyt przy kursie 1 USD = 1 zł. Zysk ok. 100.000 zł W dodatku cała ta „inżyniera finansowa” jest dostępna dla przeciętnego Kowalskiego, który w dodatku u cioci na imieninach będzie mógł się chwalić, że ma pozycję short w zielonych.
W kolejnym odcinku opowiem o pewnej urban legend, że w USA już pracują prasy drukarskie drukujące nową walutę AMERO…



Komentarze
Pokaż komentarze (6)