Prosty człowiek jestem to i niewiele rozumiem. Gdzie są nasze oszczędności ulokowane w bankach na lokatach terminowych, bo zdaje się, że banki polskie ich nie mają. Tak na chłopski rozum polskie banki powinny trzeszczeć w szwach od nadmiaru gotówki.
Od niemal roku w związku ze wzrostem oprocentowania i bessą na giełdzie gigantyczne fundusze przepłynęły z TFI do banków. Obecnie zniknął z telewizora pan co inwestował w Arce, a królują oszczędzający na bankowych lokatach. Mamy więc gigantyczny napływ gotówki do banków.
Z drugiej strony proces zacieśniania polityki kredytowej, który zwolna postępował od początku roku obecnie osiągnął nowy wymiar absurdu w wymaganiach stawianych potencjalnemu kredytobiorcy. Obecnie żeby kredyt dostać trzeba udowodnić…że się tego kredytu nie potrzebuje. Dotyczy to już nie tylko kredytów hipotecznych, ale nawet większych konsumpcyjnych (np. na samochód).
Jako prosty człowiek to myślę sobie tak, jak się otwór w wannie zatka i odkręci kran to wanna się napełni. Ale z bankiem chyba jest inaczej – lub po prostu sprytny pan hydraulik wywiercił w wannie dodatkowy otwór.
Eksperci przekonują, uspokajają, kryzysu niema. Politycy mówią, że nie ma. Nawet prezes giełdy Ludwik Sobolewski wyśmiał inwestorów zagranicznych, którym się Polska z Węgrami pomyliła. Skoro eksperci są tacy mądrzy, to dlaczego jakoś ich mądrości nie trafiają do bankowców? Swoje wiedzą i Kowalskiemu nie pożyczą. Powstaje pytanie dlaczego? Bo wiedzą, że eksperci bredzą czy po prostu nie mają czego pożyczać. Albo jedno i drugie.
„- Banki już od pewnego czasu wiedzą, że KNF może je sprawdzić. Mogą więc wykorzystać bardziej wyrafinowane instrumenty finansowe - mówi dr Piątkowski.
To może się sprowadzać do tego, że polski bank robi depozyt w jednym z londyńskich banków, z którym nie ma nic wspólnego. Ten bank z kolei zakłada taki sam depozyt w banku, który jest właścicielem polskiej firmy. Pośredników może być oczywiście więcej, bo w tej całej operacji chodzi o to, by nikt się nie połapał, jakie są faktycznie przepływy środków. Nie jest to prosty transfer zysku, ale transfer płynności, a czasem spółka-matka potrzebuje właśnie szybko gotówki.
- Są takie możliwości i konia z rzędem temu, kto w KNF znajdzie specjalistę, który będzie w stanie prześledzić te transakcje. W wypadku takich operacji nadzór jest niemal ślepy - uważa Marcin Piątkowski.”
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/90356,banki_moga_transferowac_zyski_za_granice_knf_bedzie_czuwal.html
Kiedy się organoleptycznie przekonamy jak jest naprawdę? Wtedy gdy upadnie zagraniczny akcjonariusz jakiegoś polskiego banku. Wyjdzie wtedy szydło z worka. Eksperci co prawda twierdza, że to nie możliwe…żeby kasę z polskiego banku wyprowadzić. Tyle, że ptaszki ćwierkają, że w PKO S.A. pierwszy liberał III RP do spółki z panem Profumo „zapodział” sporo kaski. Ale to plotki, i pewnie nie ma z tym związku fakt, że bank ten de facto zaprzestał udzielania kredytów.
Poczekamy zobaczymy, podejrzewam, że będzie kupa śmiechu ze znaczną przewagą tego pierwszego nad śmiechem. To dopiero będzie prawdziwy cud!
Od niemal roku w związku ze wzrostem oprocentowania i bessą na giełdzie gigantyczne fundusze przepłynęły z TFI do banków. Obecnie zniknął z telewizora pan co inwestował w Arce, a królują oszczędzający na bankowych lokatach. Mamy więc gigantyczny napływ gotówki do banków.
Z drugiej strony proces zacieśniania polityki kredytowej, który zwolna postępował od początku roku obecnie osiągnął nowy wymiar absurdu w wymaganiach stawianych potencjalnemu kredytobiorcy. Obecnie żeby kredyt dostać trzeba udowodnić…że się tego kredytu nie potrzebuje. Dotyczy to już nie tylko kredytów hipotecznych, ale nawet większych konsumpcyjnych (np. na samochód).
Jako prosty człowiek to myślę sobie tak, jak się otwór w wannie zatka i odkręci kran to wanna się napełni. Ale z bankiem chyba jest inaczej – lub po prostu sprytny pan hydraulik wywiercił w wannie dodatkowy otwór.
Eksperci przekonują, uspokajają, kryzysu niema. Politycy mówią, że nie ma. Nawet prezes giełdy Ludwik Sobolewski wyśmiał inwestorów zagranicznych, którym się Polska z Węgrami pomyliła. Skoro eksperci są tacy mądrzy, to dlaczego jakoś ich mądrości nie trafiają do bankowców? Swoje wiedzą i Kowalskiemu nie pożyczą. Powstaje pytanie dlaczego? Bo wiedzą, że eksperci bredzą czy po prostu nie mają czego pożyczać. Albo jedno i drugie.
„- Banki już od pewnego czasu wiedzą, że KNF może je sprawdzić. Mogą więc wykorzystać bardziej wyrafinowane instrumenty finansowe - mówi dr Piątkowski.
To może się sprowadzać do tego, że polski bank robi depozyt w jednym z londyńskich banków, z którym nie ma nic wspólnego. Ten bank z kolei zakłada taki sam depozyt w banku, który jest właścicielem polskiej firmy. Pośredników może być oczywiście więcej, bo w tej całej operacji chodzi o to, by nikt się nie połapał, jakie są faktycznie przepływy środków. Nie jest to prosty transfer zysku, ale transfer płynności, a czasem spółka-matka potrzebuje właśnie szybko gotówki.
- Są takie możliwości i konia z rzędem temu, kto w KNF znajdzie specjalistę, który będzie w stanie prześledzić te transakcje. W wypadku takich operacji nadzór jest niemal ślepy - uważa Marcin Piątkowski.”
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/90356,banki_moga_transferowac_zyski_za_granice_knf_bedzie_czuwal.html
Kiedy się organoleptycznie przekonamy jak jest naprawdę? Wtedy gdy upadnie zagraniczny akcjonariusz jakiegoś polskiego banku. Wyjdzie wtedy szydło z worka. Eksperci co prawda twierdza, że to nie możliwe…żeby kasę z polskiego banku wyprowadzić. Tyle, że ptaszki ćwierkają, że w PKO S.A. pierwszy liberał III RP do spółki z panem Profumo „zapodział” sporo kaski. Ale to plotki, i pewnie nie ma z tym związku fakt, że bank ten de facto zaprzestał udzielania kredytów.
Poczekamy zobaczymy, podejrzewam, że będzie kupa śmiechu ze znaczną przewagą tego pierwszego nad śmiechem. To dopiero będzie prawdziwy cud!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)